Na 8 kwietnia, tuż przed egzaminami gimnazjalnymi, planowany jest strajk generalny nauczycieli. Jego głównym inspiratorem jest Związek Nauczycielstwa Polskiego, który domaga się od Ministerstwa Edukacji Narodowej podwyżek dla pedagogów w wysokości 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r. Resort natomiast zaproponował pracownikom oświaty trzy transze podwyżek w tym roku, które spowodują, że pensje wzrosną o kilkaset złotych, w zależności od stażu pracy.

Związkowcy okazali się jednak nieustępliwi. Co więcej, ochoczo przekonują, że ich działania są podyktowane troską o dzieci i przyszłość polskiej edukacji.

Tymczasem żaden z przedstawicieli ZNP nie poinformował publicznie do tej pory, że wedle obowiązującego w Polsce prawa nauczyciele biorący udział w strajku mogą ponieść konsekwencje finansowe. Zgodnie z art. 23 ust. 2 Ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych w czasie strajku zorganizowanego pracownik zachowuje prawo do świadczeń z ubezpieczenia społecznego oraz uprawnień ze stosunku pracy, z wyjątkiem prawa do wynagrodzenia. Zapytani przez „Codzienną” eksperci z dziedziny prawa pracy potwierdzili, że ten przepis może skutkować sankcjami pieniężnymi za „zwyczajnie niewykonaną pracę”. Co więcej, w razie przedłużania się protestu kwota kary będzie rosła proporcjonalnie za każdy dzień.

Nasza redakcja starała się dowiedzieć, czy ZNP poinformował nauczycieli o ewentualnych konsekwencjach związanych z udziałem w strajku. Rzecznik związku Magdalena Kaszulanis w rozmowie telefonicznej poprosiła o przesłanie pytań na skrzynkę elektroniczną. Mimo naszej wyraźnej prośby do momentu wysłania gazety do druku nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"