Śledztwo w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej zostało podjęte po przejęciu przez zespół z Prokuratury Krajowej spraw dotyczących katastrofy smoleńskiej na skutek wcześniejszych zawiadomień, które wpływały do prokuratury, a w których pierwotnie odmawiano wszczęcia śledztw. W 2017 roku Prokuratura Krajowa informowała, że w tym postępowaniu prokurator zakończył fazę zbierania dokumentów i materiałów z różnych instytucji i przystąpił do przesłuchiwania świadków. Wówczas wymieniono liczbę ok. 70 osób koniecznych do przesłuchania.

Radosław Sikorski został przesłuchany w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym tzw. zdrady dyplomatycznej już w maju 2017 roku.

- W charakterze świadka, ale w konsultacji z prawnikami powiedziano mi, że status zawsze można zmienić

- powiedział na dzisiejszej konferencji. Dodał też, że przybył na przesłuchanie bez pełnomocnika, a wezwanie na przesłuchanie dostał miesiąc temu.

Oczywiście, jak to często bywa w przypadku polityków Platformy Obywatelskiej, nie mogło zabraknąć wyżalenia się na obecne władze. Sikorski stwierdził, że przesłuchania... to może być element kampanii wyborczej.

- Rusza kampania wyborcza, politycy opozycji są ciągani przed prokuratorów - co za zbieg okoliczności. Partia rządząca mimo wydania wielu milionów na działalność tzw. komisji Macierewicza nie udowodniła zamachu smoleńskiego, ale jakieś kozły ofiarne muszą się znaleźć, więc ciągnięte jest śledztwo w sprawie rzekomej zdrady dyplomatycznej

- dodał.

Śledztwo dotyczące tzw. zdrady dyplomatycznej jest jednym z kilku prokuratorskich postępowań prowadzonych w związku z katastrofą smoleńską przez zespół prokuratorów w Prokuraturze Krajowej. Art. 129 Kodeksu karnego mówi, że: "Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10".