Byliśmy na premierze "Kuriera" Władysława Pasikowskiego. RECENZJA

Premiera filmu odbyła się w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej / fot. niezalezna.pl

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

W poniedziałek wieczorem w Teatrze Wielkim Operze Narodowej odbyła się uroczysta premiera filmu "Kurier" w reżyserii Władysława Pasikowskiego. W pokazie udział wzięli m.in. producenci filmu z Muzeum Powstania Warszawskiego - Jan Ołdakowski i Dariusz Gawin, twórcy - aktorzy i reżyser, a także politycy: m.in. prezydent Andrzej Duda, Piotr Gliński i marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Wśród publiczności nie mogło zabraknąć powstańców warszawskich i żołnierzy Armii Krajowej.

"Kurier" Władysława Pasikowskiego to dobre, historyczne, zgrabnie nakręcone i mające odpowiednią dynamikę kino, które zadowoli gusta wielu widzów. Zarazem nie jest to widowiskowa produkcja, jaka przeszłaby do historii i zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego filmu. Niemniej jednak przygotowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego film zobaczyć naprawdę warto - choćby dla kilku poruszających scen. 

Ostatnie miesiące, tygodnie, dni, wreszcie - godziny przed wybuchem powstania warszawskiego to czas, w który zabiera nas Władysław Pasikowski. Reżyser skupia się na postaci tytułowego kuriera, ale działalność Jana Nowaka-Jeziorańskiego, z którego losów czerpał garściami główny bohater (choć nie zabrakło wątków fikcyjnych) jest pokazana przez pryzmat jego misji związanej z próbą zatrzymania zrywu z 1 sierpnia 1944 roku. Londyński rozkaz, z jakim przyjeżdża Nowak (świetna rola Philippe'a Tłokińskiego) trafia jednak na atmosferę stolicy, która czeka tylko na sygnał do walki. I to właśnie klimat Warszawy z ostatnich dni przed godziną "W" jest czymś, co najlepsze w filmie Pasikowskiego. "Kurier" dobrze oddaje gotowość, chęć odwetu i wielką potrzebę wolności, jaką znamy z kart historycznych wspomnień, świadectw i pamiętników. 
 


Na osobną dyskusję zasługuje to, czy reżyser i twórcy filmu oddali w należytym stopniu realia historyczne. Można dzielić włos na czworo w niekończących się debatach o napięciu między Londynem a dowództwem w Warszawie, "Kurier" na nowo rozbudzi też uśpione nieco w wiosennej aurze odwieczne spory o sens wybuchu powstania, wzbudzi sporo biało-czerwonej złości, zadumy, smutku. Wielu historyków postawiłoby kolejne znaki zapytania dotyczące konkretnych wątków, postaci, dialogów. Pasikowski nie staje jednak w roli arbitra historycznego, nie rozstrzyga w publicystyczny, pałkarski sposób, czy bić się należało, czy nie. To pytanie jest zawieszone, a decyzja powstańców (w tym samego Kuriera) jawi się z jednej strony jako historyczna oczywistość, z drugiej jednak nie sposób nie prowadzić choćby wewnętrznej bitwy o to, czy tragicznego losu miasta można było uniknąć i jakie przyniosłoby to rezultaty na kolejne dni, lata, dekady. 

Żeby być jednak uczciwym, trzeba przyznać, że historyczna kłótnia, jaką polska opinia publiczna niesie ze sobą przez lata jest w "Kurierze" tłem - ważnym, potrzebnym, ale jednak jedynie uzupełniającym piękną historię Nowaka-Jeziorańskiego. Czy dzieje polskiego bohatera można było opowiedzieć inaczej, bardziej efektownie, w sposób bardziej trzymający w napięciu? Być może. Niemniej jednak Pasikowski stworzył poprawne kino, które z powodu przynajmniej kilku momentów pozostaje w pamięci na dłużej. "Kurier" jest pełen napięcia, choć trzeba przyznać, że apetyty - a zwłaszcza podbity medialnie bębenek mówiący o "polskim Jamesie Bondzie" - były rozbudzone na o większą skalę. Dzieło Pasikowskiego przypomina w wielu momentach "Jacka Stronga", filmowego poprzednika reżysera, który opowiadał o Ryszardzie Kuklińskim. Zabrakło nieco przełamania, ryzyka, może ciut więcej pasji. 

Tak czy inaczej, wielki szacunek i zasługa należą się ekipie Muzeum Powstania Warszawskiego, z Janem Ołdakowskim na czele, którzy nie po raz pierwszy udowodnili, jak bardzo cenną, potrzebną i ważną rolę pełni ta instytucja stworzona jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Starania, by wyprodukować, nakręcić i pokazać filmową opowieść o Janie Nowaku-Jeziorańskim zostały zwieńczone całkiem udaną produkcją. Polska kinematografia (zwłaszcza ta mająca ambicje historyczno-patriotyczne) ma tutaj wielkie zaległości, a "Kurier" Pasikowskiego sprawia, że postać naszego bohatera zyskuje sporą przestrzeń w nadwiślańskiej popkulturze. Jedni zatrzymają się na filmowym przekazie, inni sięgną po "Kuriera z Warszawy", książkę Nowaka-Jeziorańskiego (która zresztą została na nowo wydana przy okazji promocji filmu), a jeszcze inni odbędą fascynującą podróż po polskiej historii. To naprawdę nie tak mało.

Ocena: 7/10
 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Polscy komisarze w ekipie von der Leyen? Europoseł wymienia trzy znane nazwiska

Ursula von der Leyen / fot. Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

Nie cichną spekulacje, kto z Polaków zajmie stanowiska unijnych komisarzy i jakie będa to teki. W rozmowie z "Rzeczpospolitą", prof. Zdzisław Krasnodębski, eurodeputowany PiS, ujawnił trzy nazwiska, które pojawiają się w tym kontekście. - Mamy znakomicie przygotowanych specjalistów - deklaruje Krasnodębski.

W rozmowie z "Rzeczpospolitą", której fragment publikuje dzisiaj portal rp.pl, europoseł PiS, był pytany czy w zamian za poparcie Ursuli von der Leyen na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej, Polska otrzyma ważną tekę w jej ekipie.

- Mamy takie sygnały. Polska jest zainteresowana kluczowymi tekami gospodarczymi jak rolnictwo, wspólny rynek, energia czy handel zagraniczny

 - powiedział Krasnodębski.

[polecam:https://niezalezna.pl/280282-wakat-na-stanowisku-szefa-komisji-zatrudnienia-w-europarlamencie-pis-nie-daje-za-wygrana]

- Mamy znakomicie przygotowanych specjalistów, którzy, mamy nadzieję, nie spotkają się z ideologicznym sprzeciwem Parlamentu Europejskim: Konrada Szymańskiego, Jerzego Kwiecińskiego czy Jadwigę Emilewicz. Ale pozostajemy ostrożni, bo choć w prywatnych rozmowach chwali się PiS choćby za to, że nie utworzył wspólnej frakcji w europarlamencie z Marine Le Pen, rozróżnia się sytuację w Polsce i na Węgrzech, to w wystąpieniach publicznych najczęściej wraca bezwzględna i niesprawiedliwa krytyka Polski. Nasz związek z kanclerz Merkel, z CDU/CSU, porównałbym więc do nieskonsumowanego małżeństwa. Pozostajemy w wiecznym narzeczeństwie i mam nadzieję, że wreszcie przekształci się ono w trwały związek

 - dodaje polityk PiS.

[polecam:https://niezalezna.pl/280295-kopcinska-o-kulisach-glosowania-ws-von-der-leyen-zwyciezyla-realna-kalkulacja-polityczna]

O tekach dla polskich polityków w "nowej" Komisji Europejskiej spekuluje się od dłuższego czasu. Politycy partii rządzącej w Polsce wielokrotnie podkreślali, że kluczowa jest dla nich teka komisarza zajmującego się sprawami energii. Dobre teki dla Polaków miałyby być formą "wynagrodzenia" za poparcie przez eurodeputowanych z Polski kandydatury Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej. 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl