Starcie na antenie. Kukiz o deklaracji LGBT: bardziej uczłowiecza pedofila niż broni dzieci

Paweł Kukiz, Sławomir Neumann / Arkadiusz Lawrywianiec/Fotomag/Gazeta Polska

  

W Polsce nie ma i nie będzie lekcji o seksualności w przedszkolu i w żłobku – przekonywał dziś w TVN24 szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. Słowa te spotkały się z ostrą ripostą lidera Kukiz'15 Pawła Kukiza. Według niego „deklaracja LGBT” „bardziej uczłowiecza pedofila niż broni dzieci”.

W dzisiejszym programie "Kawa na ławę" politycy dyskutowali o podpisanym w połowie lutego przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego dokumencie "Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+" zwanym "Deklaracją LGBT". W dziedzinie edukacji w deklaracji zapowiedziano m.in. wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole, uwzględniającej kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnej ze standardami i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Co na to Trzaskowski? Jasne stanowisko Kościoła ws. stołecznej deklaracji LGBT+


Co na to Trzaskowski? Jasne stanowisko Kościoła ws. stołecznej deklaracji LGBT+

Zdaniem szefa klubu PO-KO Sławomira Neumanna, mówienie o tym, że w przedszkolach będzie się odbywać seksualizacja dzieci w wieku 4 lat jest "absurdem".

"Po prostu nie ma żadnego takiego dokumentu (...) W polskiej szkole wychowanie do życia w rodzinie jest od 4 klasy. To nie jest 4-letnie dziecko. Mówienie takich głupot jest czymś nieprawdopodobnym"

- ocenił Neumann. Jak stwierdził, jest to próba ucieczki PiS od porażki na arenie europejskiej.

"W polskim systemie edukacji nie ma ani w przedszkolu, ani w żłobku, żadnych lekcji o seksualności. I nie będzie. W 4 klasie szkoły podstawowej są dopiero" - powiedział Neumann.

Zdaniem europosła Krzysztofa Hetmana (PSL), należy dyskutować o edukacji seksualnej, jednak w czasie kampanii do Parlamentu Europejskiego jest to "temat zastępczy".

"Wyraźnie widać, że ten ruch, który wykonał prezydent Trzaskowski (...) dał całą amunicję dzisiejszemu obozowi rządzącemu, ku temu, żeby całkowicie przykryć ważne tematy dla Polski w zbliżających się wyborach do europarlamentu (...) Moim zdaniem, z punktu widzenia całej dyskusji w tej chwili, która jest w Polsce, był to błąd polityczny, był to błąd taktyczny" - ocenił.

Hetman przypomniał, że w Polsce za podstawę programową odpowiada MEN. "Jest podstawa programowa, za którą odpowiada kuratorium oświaty i żaden samorząd nie może jej zmieniać (...). W szkole nie da się tego wprowadzić ani w przedszkolu" - oświadczył.

Zdaniem lidera Kukiz'15 Pawła Kukiza, państwo powinno ingerować w wychowanie seksualne dzieci "w jak najmniejszym stopniu".

"Odnoszę wrażenie, że bardziej to jak gdyby uczłowiecza pedofila niż broni dzieci - te wszystkie projekty z Kartą LGBT (...) Jeżeli w ogóle porusza się temat dzieci, które mają się uczyć seksualności od dzieciństwa i mieć radość z dotykania swojego ciała, to w jakiś sposób - tak to czuję - tę pedofilię udelikatniamy"

- zaznaczył.

Jak dodał, "są pewne granice, których nie wolno przekroczyć, bo za chwileczkę będzie masowa nauka masturbacji w przedszkolu jako zajęcia - zamiast spania dzieci pójdą się masturbować".

Wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki przekonywał, że prezydent Trzaskowski, zamiast realizować obietnice programowe dotyczące poprawy jakości życia mieszkańców Warszawy, przeznaczył duże środki na to, żeby "lepiej się żyło organizacjom LGBT".

"W tej deklaracji jest jeszcze jedna rzecz absolutnie skandaliczna i niezgodna z konstytucją mówiąca o tym, że będą w pewien sposób preferowani przedsiębiorcy, którzy będą popierali ten katalog wartości (...) uważam, że przedsiębiorca, który wyznaje świat wartości katolickich, nie może być dyskryminowany. W tej karcie jest również mowa o sankcjach dla ludzi, którzy nie będą jej przestrzegali" - mówił Jaki.

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera podkreślił, że działania samorządu warszawskiego pokazują, że dla ratusza priorytetem jest wspieranie środowisk LGBT.

"Czymś innym jest szacunek (...) a czymś innym jest afirmowanie. Afirmowanie to jest pokazywanie, że coś jest dla nas ważne i my będziemy robili takie rzeczy: hostele budowali, ośrodki kultury dla tych środowisk" - wymieniał Dera. Dodał, że w jego opinii, to rodzice powinni decydować o czym będą się uczyć w szkołach ich dzieci.

Zdaniem Barbary Dolniak (Nowoczesna) nie jest dobrze, kiedy temat edukacji seksualnej dzieci jest "w szarej strefie".

"Jeżeli nie będziemy mieli edukacji, nie będziemy o tym rozmawiać, nie znajdziemy sposobu rozmowy, to szara strefa będzie istniała"

- zastrzegła.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl