Nauczyciele nie pojawią się na egzaminach? Minister mówi wprost o „grze emocjami” uczniów!

zdjęcie ilustracyjne / Krzysztof Sitkowski / Gazeta Polska

  

Nauczyciele zapowiedzieli strajk w szkołach. Jeśli do niego dojdzie, istnieje poważne zagrożenie, że nauczycieli zabraknie w czasie egzaminów gimnazjalnych, ósmoklasisty, a także na maturach. Pytany o taki scenariusz wiceminister edukacji Maciej Kopeć zwraca uwagę, że nauczyciele, którzy zostali powołani do zespołów nadzorujących przebieg egzaminów świadomie podpisywali decyzje o powołaniu i powinni wypełnić swoje obowiązki.

Wiceminister Kopeć podkreślił, że system egzaminów zewnętrznych i procedury z nim związane są bardzo skomplikowane, nie biorą pod uwagę, że któryś z jego uczestników nie wypełni roli, którą mu w nim wyznaczono. Dodał, że przepisy nie pozwalają na zmianę terminu przeprowadzenia egzaminów. Przesunięcie terminu – ze względu na zapowiedziany strajk nauczycieli domagających się podwyżki o 1000 zł – nie jest też możliwe z powodów logistycznych. Kopeć podał, że egzaminatorzy będą mieli do sprawdzenia kilka milionów prac: oprócz arkuszy z egzaminu gimnazjalnego i ósmoklasisty, także arkusze maturalne, a arkusze gimnazjalistów i ósmoklasistów muszą być sprawdzone przed końcem zajęć szkolnych.

Wiceszef MEN, odpowiadając na postulaty nauczycieli niezadowolonych z wysokości płac, wyjaśnia, że MEN zaplanowało trzy podwyżki dla nauczycieli.

Pierwszą otrzymali w kwietniu 2018 r., drugą od stycznia tego roku – po uchwaleniu budżetu i wejściu w życie rozporządzenia o minimalnych stawkach wynagrodzenia zasadniczego większość samorządów wypłaciła ją 1 marca z wyrównaniem od początku roku. Trzecia transza podwyżki miała być od 1 stycznia 2020 r., ale w trakcie rozmów ze związkami zawodowymi zdecydowaliśmy, żeby te podwyżkę przenieść na 1 września 2019 r. W sumie da to podwyżkę w wysokości 16,1 proc. [...] Żeby wywiązać się z obietnicy złożonej związkom zawodowym, przygotowaliśmy projekt nowelizacji ustawy Karta nauczyciela. Jest w niej zapis, który umożliwi wprowadzenie tej podwyżki. Są w niej też zapisy wprowadzające szereg innych zmian, które obiecaliśmy. Dotyczą one dodatku za wyróżniającą pracę, specjalnego dodatku dla stażysty – 1000 zł w pierwszym roku stażu i 1000 zł w drugim roku oraz kilku innych zmian, chociażby wymogu corocznego uzgadniania regulaminów wynagradzania nauczycieli na poziomie jednostek samorządu terytorialnego. Natomiast, jeśli chodzi o ustawę budżetową, to zakładamy, że te zmiany nie będą wymagały jej nowelizacji.

- tłumaczy wiceszef MEN.

W tym tygodniu referenda strajkowe rozpoczął Związek Nauczycielstwa Polskiego i Wolny Związek Zawodowy „Solidarność-Oświata”, należący do Forum Związków Zawodowych. Jeśli większość biorących udział w referendach opowie się za strajkiem, rozpocznie się on 8 kwietnia. Czy można zatem liczyć jeszcze na rozmowy resortu edukacji ze związkowcami?

Prowadziliśmy rozmowy w styczniu. Zasadniczo dotyczyły rozporządzenia płacowego, czyli o minimalnych stawkach wynagrodzenia nauczycieli, czyli pensji zasadniczej nauczycieli. Złożyliśmy też propozycje przyśpieszenia podwyżki na wrzesień oraz inne, o których wspomniałem. Związki zawodowe, a zwłaszcza ZNP, który prze do protestu, w zasadzie miał tylko jeden postulat, zresztą zmodyfikowany w ciągu tygodnia. 7 stycznia otrzymaliśmy pismo, w którym najpierw ZNP żądał wzrostu podwyżki o 1000 zł od kwoty bazowej z kwietnia 2018 r., czyli już od podwyżki 5,35 proc. Natomiast 16 stycznia zażądał podwyżki od kwoty bazowej z 1 stycznia 2019 r., czyli od kolejnej podwyżki. To nie jest metoda prowadzenia rozmów. To są zupełnie inne kwoty. W międzyczasie nauczyciele dostali podwyżkę 10 proc.

- przypomina Kopeć.

Trzeba też pamiętać, że 1000 zł od kwoty bazowej oznacza wprawdzie jej wzrost o 1000 zł, ale dla stażystów, których mamy 4 proc. W przypadku nauczycieli dyplomowanych, którzy stanowią większość nauczycieli, tę kwotę bazową zwiększoną o 1000 zł, jak chcą związkowcy, należy pomnożyć przez wskaźnik 184 proc., co oznacza, zresztą zgodnie z pismem ZNP, średnio 7443,18 zł. Tego ZNP już nie mówi rodzicom, kiedy mówi o podwyżce. Ale jakbyśmy przejrzeli dokładnie szereg ostatnich wydań gazety ZNP – "Głosu Nauczycielskiego", próżno w nich szukać informacji, co to znaczy podwyżka 1000 zł do kwoty bazowej. Trochę ZNP wprowadza opinię publiczną w błąd, nie podając skutków tego, co to oznacza ten 1000 zł, a to rodzi skutki finansowe dla budżetu w wysokości 15 mld zł.

- wyjaśnia wiceminister edukacji.

Ponadto wiceszef MEN Maciej Kopeć podkreśla, że jeśli chodzi o protest, przed referendum strajkowym rozpoczęły się procedury sporu zbiorowego. Zwraca też uwagę, że ZNP operuje bardzo różnymi liczbami.

Patrząc na liczbę strajkujących w 2017 r., na liczbę rzekomo zwalnianych nauczycieli w wyniku reformy systemu edukacji, to wiarygodność ZNP w tej materii jest bardzo mała. Według informacji przekazanych nam przez kuratorów, a uzyskanych od dyrektorów szkół, do sporów zbiorowych przystąpiło około 41 proc. przedszkoli, szkół i placówek, w tym: podstawowych, gimnazjów, specjalnych ośrodków wychowawczych, szkół specjalnych, szkół branżowych, centrów edukacji nauczycieli, ośrodków doskonalenia nauczycieli, poradni psychologiczno-pedagogicznych, młodzieżowych ośrodków wychowawczych, burs szkolnych, ognisk pracy pozaszkolnej, szkół specjalnych przysposabiających do pracy, młodzieżowych ośrodków socjoterapii, centrów kształcenia ustawicznego, bibliotek pedagogicznych, młodzieżowych ośrodków kultury, schronisk młodzieżowych i młodzieżowych domów kultury. Natomiast szkół, gdzie może odbyć się strajk, a w których odbędą się kwietniowe egzaminy: ósmoklasisty i gimnazjalny, czyli podstawowych i gimnazjalnych, jest ok. 22 proc. Według danych Głównego Inspektora Pracy do okręgowych inspektorów pracy wpłynęło 9475 zawiadomień o sporach zbiorowych w szkołach, przedszkolach i innych placówkach oświatowych. To są zupełnie inne liczby. Możemy też z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nawet jeśli będą takie szkoły, w których w referendum, w którym będą brali udział nauczyciele i pracownicy niepedagogiczni, opowiedzą się za strajkiem, to nie znaczy, że nauczyciele zdecydują się na taką formę protestu, która faktycznie sparaliżuje system egzaminacyjny. Naszym zdaniem nie ma takiego zagrożenia, nauczyciele takich działań nie podejmą

- tłumaczy wiceminister Kopeć.

Jaki scenariusz czeka nas, gdy w tych 41 proc. przedszkoli, szkół i placówek rozpocznie się 8 kwietnia strajk i nie wiadomo, ile potrwa? Zgodnie z obowiązującymi przepisami, opiekę uczniom ma zapewnić dyrektor placówki, ale sam, bez nauczycieli, może mieć z tym poważny problem. 10 kwietnia ma rozpocząć się egzamin gimnazjalny, a 15 kwietnia egzamin ósmoklasisty, co sytuacji nie ułatwia.

Gdy ktoś chce prowadzić strajk w czasie egzaminów, to trzeba sobie postawić pytanie, czy te postulaty związkowców są adekwatne wobec tego, co ten strajk może wyrządzić. Do egzaminu gimnazjalnego i egzaminu ósmoklasisty przystąpi w tym roku ponad 700 tys. uczniów, do egzaminów maturalnych ponad 300 tys., czyli chce się zakłócić przebieg egzaminów dla ponad miliona uczniów. To ogromna odpowiedzialność, jaką bierze na siebie ZNP. Brak egzaminu dla ucznia szkoły podstawowej i gimnazjalnej oznacza, że nie może on ukończyć szkoły, nie może przystąpić do rekrutacji do szkoły średniej, to samo dotyczy maturzystów. Prowokuje się chaos. Natomiast my jesteśmy przekonani, że do tak dramatycznych wydarzeń nie dojdzie. A nawet jeśli dojdzie do protestów, to proszę zwrócić uwagę na to, że do tych sporów zbiorowych przystąpiły także przedszkola, różnego typu placówki oświatowe, w których nie przeprowadza się egzaminów. Przypominam też, że nauczyciele, którzy już zostali powołani do zespołów egzaminacyjnych – bo na dwa miesiące przed egzaminem przyjęli do wiadomości, że są członkami tych zespołów – teraz do 15 marca zostaną powołani do konkretnych zespołów nadzorujących, w konkretnych szkołach, w konkretnych salach egzaminacyjnych. Zakładamy, że osoby, które świadomie podpisały się pod tymi decyzjami dyrektorów, którzy są szefami zespołów egzaminacyjnych, wypełnią swoje obowiązki z tym związane

- ocenia wiceszef resortu.

Kopeć pytany o to, czy istnieje możliwość przesunięcia w czasie egzaminów, ucina wszelkie spekulacje i wyjaśnia, że ich terminy są precyzyjnie określone ustawowo.

Terminy egzaminów zewnętrznych co do miesięcy są ustalone ustawowo. Część działaczy związkowych może pamięta szkołę z innych czasów. Obecny system egzaminów jest bardzo skomplikowany. Centralna Komisja Egzaminacyjna, okręgowe komisje egzaminacyjne, nauczyciele, jako szefowie i członkowie zespołów nadzorujących przebieg egzaminów, pełnią w nim konkretną rolę. Mamy całą logistykę, jeśli chodzi o arkusze egzaminacyjne, ich druk, dostarczenie, paski kodowe, bezpieczne koperty itd. System nie przewiduje, by ci, którzy są tak ważni dla przebiegu egzaminu, będą zakłócali jego przeprowadzenie. Przepisy nie przewidują, że może być próba zablokowania przeprowadzenia egzaminu przez samych nauczycieli

- mówi.

Największy problem dotyczy sprawdzenia arkuszy egzaminacyjnych. Egzaminy następują zaraz po sobie: najpierw egzamin gimnazjalny, zaraz po nim egzamin ósmoklasisty, później jest Wielkanoc, a po niej długi weekend majowy i zaczynają się matury. Przeprowadza je jedna instytucja – Centralna Komisja Egzaminacyjna. Do egzaminów przystępuje milion uczniów, egzaminatorzy mają do sprawdzenia kilka milionów prac. Jeżeli wyniki egzaminów gimnazjalnego i ósmoklasisty uczniowie mają poznać przed zakończeniem zajęć szkolnych, egzaminatorzy muszą mieć czas, by je sprawdzić. Wyniki muszą być naniesione na zaświadczenia, które uczniowie dostają razem ze świadectwami szkolnymi. Są one potrzebne przy rekrutacji. To skomplikowany system, w którym bardzo ważne są terminy. Cały ten mechanizm jest koordynowany przez CKE, okręgowe komisje egzaminacyjne, które muszą przygotować ten cały proces. [...] Jeżeli mamy związek zawodowy, który grozi paraliżem tego systemu, to trudno by milion dzieci ścigało się ze związkowcami z ZNP. To jest nie do przyjęcia, taka gra emocjami dzieci i ich rodziców.

- dodaje wiceminister.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy horror holenderskiej rodziny. Były członek sekty Moona więził ich przez 9 lat!

/ pasja1000

  

Holenderski sąd przedłużył o dwa tygodnie areszt mężczyźnie, który przez 9 lat przetrzymywał w zamknięciu na farmie w Holandii siedem osób. Jak podaje holenderska prasa, zatrzymany to 58-letni Austriak Josef B., prawdopodobnie były członek sekty Moona. Sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Josef B. podejrzany jest o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar. Agencja dpa poinformowała, że aresztowany także został 67-letni ojciec przetrzymywanej rodziny.

Według telewizji RTV Drenthe Josef B., z wykształcenia cieśla, mieszkał samotnie w Austrii do 2010 roku. Potem przeprowadził się do Holandii i osiadł w wiosce Ruinerwold, gdzie wydzierżawił farmę. To tam przez 9 lat przetrzymywał siedem osób - sześcioro rodzeństwa i ich schorowanego ojca.

Holenderska prasa podała, że Josef B. prawdopodobnie był członkiem tzw. Kościoła Zjednoczeniowego, powstałego w Korei Południowej, znanego też jako sekta Moona. Informacje te potwierdził w austriackiej gazecie "Kronen Zeitung" jego brat Franz B., który przyznał, że Josef B. należał do sekty, nie wymienił jednak jej nazwy.

Wiele wskazuje na to, że Josef B. i przetrzymywana przez niego rodzina znali się od pewnego czasu. Niektóre źródła twierdzą, że byli sąsiadami w pobliskim Hasselt i że najstarszy syn w rodzinie w przeszłości był pracownikiem Josefa B.

Holenderska agencja ANP przytacza słowa Wima Koetsiera, rzecznika Federacji Uniwersalnego Pokoju (UPF), który powiedział, że ojciec przetrzymywanej rodziny w latach 80. był członkiem sekty Moona, a następnie założył własną "grupę" z kimś innym.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w miniony weekend. Według lokalnych mediów jeden z synów z przetrzymywanej rodziny uciekł i poprosił o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić

- opowiadał szef lokalu Chris Westerbeek. 

Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy.

Następnie wyszło na jaw, że sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl