Atmosfera w Madrycie była jednak przed rewanżem nerwowa. Real przegrał ostatnie trzy mecze na swoim boisku i czuło się, że zmobilizowany do granic możliwości Ajax stać na sprawienie niespodzianki. Najpierw jednak to Los Galacticos ruszyli do ataku. Już w 4. minucie Varane potężnie uderzył głową i Onana mógł tylko podziwiać, jak piłka odbija się od poprzeczki jego bramki. Chwilę później padł pierwszy gol. Tyle, że dla przyjezdnych. Ajax przejął piłkę na skrzydle, Dušan Tadić ruszył do kontrataku i wyłożył futbolówkę Ziyechowi. Spokojny strzał i 0:1 już w 7. minucie.

W 18 minucie Dušan Tadić zrobił ruletę, nic przejmując się, że otacza go czterech rywali, podał znakomicie do Neresa, który przelobował z bliska bramkarza Realu. To był galaktyczny futbol w wykonaniu Ajaxu. Gospodarze nie bardzo wiedzieli, co się dzieje. A kilka minut później Neres próbował jeszcze skopiować swój wyczyn i pogrążyć gospodarzy - minimalnie przestrzelił.

Wydawało się, że pech nie opuszcza Realu. Jeszcze w pierwszej połowie - w odstępie kilku minut murawę musieli opuścić kontuzjowani Lucas Vazquez (do tej pory najlepszy na boisku piłkarz madrytczyków) oraz Vinicius. Jak na ironię, to po wejściu rezerwowych: Bale'a i Marco Asensio, Real zaczął grać lepiej. W końcówce pierwszej połowy Walijczyk wpadł w pole karne i dobrze strzelił. Onana znów był bezradny i ... znów miał szczęście - uratował go słupek.

Druga połowa rozpoczęła się od ataków gospodarzy, którzy wreszcie chcieli udowodnić piłkarzom z Amsterdamu, czemu to ich nazywa się Los Galacticos. Ale ambitni gracze Ajaxu jakoś nie chcieli dać się przekonać. Biegali, walczyli, bronili wysokim pressingiem, a kiedy nadarzała się tylko okazja ruszali z groźnymi kontratakami. 62. minuta i Tadić potwierdził, że jest graczem meczu. Rewelacyjna akcja i cudowny strzał w samo okienko. Tym razem zadziałał jednak VAR - wydawało się, że piłka wcześniej opuściła boisko i sędzia anuluje gola. Podobna sytuacja spotkała Ajax także w pierwszym spotkaniu.. ale tym razem jednak arbiter gola uznał!

Kibice na stadionie byli zniesmaczeni, ale na boisku Real jeszcze starał się odgryzać. Nie można odmówić Królewskim klasy - w 70. minucie ich starania zostały wreszcie nagrodzone. Marco Asensio pokonał Onanę i wlał trochę otuchy w serca Hiszpanów. Na całe dwie minuty. Lasse Schone przymierzył z rzutu wolnego, z pozycji zdawałaby się nadającej się wyłącznie do dośrodkowania. Thibaut Courtois po raz czwarty musiał wyciągnąć piłkę z siatki.

Niemoc Realu potwierdziła sytuacja z 83. minuty, gdy Modric i Benzema znaleźli się sami przed Onaną - bramka jednak nie padła. Dopełnieniem obrazu stała się niepotrzebna zupełnie czerwona kartka dla Nacho Fernandeza - już w doliczonym czasie gry. Po ostatnim gwizdku fani Ajaxu oszaleli ze szczęścia, a niektórym kibicom Realu zaszkliły się oczy. Ogromna radość jednych i smutek drugich, ale dla postronnych widzów mecz to był fenomenalny.

Real Madryt - Ajax Amsterdam 1:4 (Marco Asensio 70' - Hakim Ziyech 7', David Neres 18', Dušan Tadić 62', Lasse Schone 72') dwumecz 3:5