Serbia wybiera Europę, a nie Rosję!

  

Belgrad, Serbia. Ostatnie dni lutego 2019 r. Pięcioosobowa delegacja Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, w której jestem jedynym Polakiem, przyjeżdża na Bałkany Zachodnie (także do Kosowa), aby rozmawiać m.in. o stanie przygotowań państwa, które wejdzie do Unii Europejskiej jako pierwsze lub jako jedno z pierwszych. Nie Kijów, ale Belgrad właśnie, Podgorica, może Skopje, może Tirana. Nieprędko. Za dziesięć, jedenaście lat, ale wejdzie.

W  typowo serbskiej restauracji, w której nie obowiązują unijne zakazy palenia papierosów w miejscach publicznych, słychać paradoksalnie hiszpańską muzykę. Restauracja nazywa się, jak dzielnica, czyli Savski Vienac (Sawski Wieniec).

Serbia, Kosowo, problem…

Siedzimy i rozmawiamy o Serbii, Polsce, Rosji, europejskiej drodze Belgradu. Z knajpy wszędzie blisko. Polska ambasada po drugiej stronie ulicy, do MSZ rzut kamieniem, do kancelarii premiera niewiele dalej, w pobliżu sporo ambasad: poza naszą także włoska, kanadyjska, bułgarska czy chorwacka. Popijając Svetlo Pivo, czyli jasne piwo popularnej tu marki Nikšićko, słyszę, że mój dzisiejszy rozmówca, nieznający angielskiego minister spraw zagranicznych Ivica Dačić nie tylko ma mocną pozycję w rządzie, ale też jest skuteczny. Za jego urzędowania już 13 państw wycofało uznanie dla Kosowa. Nawet jeśli są to kraje egzotyczne, jak Burundi czy Dominika na Morzu Karaibskim (nie mylić z Dominikaną!), to jak w ONZ: jedno państwo – jeden głos. Celem Dačicia jest, jak sam nieoficjalnie deklaruje, zmniejszenie liczby krajów uznających państwowość Kosowa do mniej niż połowy członków ONZ.

Polski most z Belgradu do Unii

Już za niespełna pięć miesięcy w Poznaniu odbędzie się trzeci szczyt UE – Bałkany Zachodnie. Poprzednie miały miejsce w Berlinie i Londynie. Serbia tam będzie, choć po cichu się obawia, czy aby inwestowanie politycznej Europy w taką inicjatywę nie jest formą pretekstu do odsunięcia w czasie akcesji Belgradu do Unii. Ale tak nie jest. Na razie w naszych rozmowach dwustronnych poznański Szczyt Zachodniobałkański ma mniejsze znaczenie – z punktu widzenia Serbów – niż prośby Belgradu, aby zablokować formalne wejście Prisztiny do Interpolu.

Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach, zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. Konferencji Belgradzkiej Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.

Trochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018 r. w Belgradzie współotwierał ją z ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.

Ale to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem”.

Arogancja Zachodu i „bałkański kocioł”

Zachód wykazuje wobec Bałkanów, a w szczególności Bałkanów Zachodnich, konsekwentną arogancję. Świadczy o tym rozpowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali, przejawia się w stosunku do Europy Środkowo-Wschodniej.

Głównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli, jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. Czy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich dyplomatycznych kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95 proc. mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle że historycznych i świętych dla Serbów miejsc, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz, ta wymiana by nie objęła.

Polacy w Serbii

Serbski brzmi swojsko, bardzo wiele wyrazów jest podobnych do naszych i tylko specjaliści pokazują, jak wieki tureckiej okupacji przyczyniły się do zapożyczeń z języka Turków do mowy ojczystej kniazia Miłosza.

Serbskie sporty narodowe to, poza oczywiście piłką nożną, piłka wodna oraz siatkówka. W tej ostatniej Serbki zdobyły ostatnio tytuł mistrzyń świata. Zostało to bardzo finansowo docenione przez władze. Wyjątkowi są natomiast serbscy kibice. Rywalizacja między dawną milicyjną Cverną Zvezdą (Czerwoną Gwiazdą) a wojskowym Paritzanem Belgrad jest słynna w Europie. Kibice z Belgradu trzymają się z kibicami warszawskiej Legii, którzy przyjeżdżają na coroczną demonstrację w rocznicę zaboru Kosowa. Na obu stadionach rywalizujących klubów położonych zresztą niedaleko, niczym Wisła i Cracovia, rozdzielone krakowskimi Błoniami, co chwila pojawiają się patriotyczne hasła i transparenty, słyszymy narodowe pieśni, a także antyalbańskie i antychorwackie hasła. Stadion Cvernej Zvezdy, choć nosi imię piłkarza Rajko Miticia, powszechnie nazywany jest Maracaną, na wzór tej brazylijskiej – i rzeczywiście jest podobnie gorący…

W naszej ambasadzie pracuje 21 ludzi, co wydaje się sporo przy ośmiu zatrudnionych w Bośni i Hercegowinie i sześciu w Czarnogórze. Ale to chyba i tak za mało wobec potrzeb i w porównaniu z olbrzymią aktywnością Czechów i Węgrów. Spada liczba Madziarów zamieszkałych w serbskiej Vojvodinie, choć Węgrzy dalej są tu największą mniejszością narodową. Niemal wszyscy oni mają już węgierskie paszporty, co umożliwia osiedlenie się na Węgrzech lub emigrację zarobkową do Europy Zachodniej.

A skoro o mniejszościach już mowa, to dopiero co, pierwszy raz w historii uznano tutejszych Polaków za mniejszość narodową. Stało się to w listopadzie 2018 r., gdy zgodnie z serbskim systemem, wybrano Polską Radę Narodowościową. Jej przewodniczącą została pani Anita Szalbot. Na polską diasporę w Serbii składają się dwie grupy: pierwsza to potomkowie XIX-wiecznej emigracji ze Śląska Cieszyńskiego, a druga to Polki, żony Serbów, które przyjechały tu w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Zresztą ta „emigracja małżeńska” dotyczy terenów całej Jugosławii, od Słowenii do Kosowa. Polaków jest tu około tysiąca, ale to i tak wiele razy więcej niż Serbów w Polsce…

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl