Sierp i młot na szkolnym plakacie. Podstawówka wydała oświadczenie

/ Zrzut ekranu z serwisu Facebook/Szkoła Podstawowa nr 3 im. Noblistów Polskich w Pyskowicach

  

W Szkole Podstawowej nr 3 im. Noblistów Polskich w Pyskowicach (woj. śląskie) zorganizowano akcję pod hasłem „TyDzień Tolerancji”. Niektóre plakaty, które pojawiły się na wystawie, wywołały oburzenie. Na ekspozycji można było zobaczyć m.in. symbol sierpa i młota. Po fali krytyki, jaka spadła na podstawówkę, szkoła przeprosiła.

Wystawę przygotowali uczniowie. Niektóre ekspozycje pokazywały, jak wygląda m.in. miłość, przyjaźń, religia oraz wolność. Pojawiły się jednak też hasła ideologiczne, tęczowe flagi i napis "LGBT." 

Na zdjęciach opublikowanych przez szkołę, na jednym z plakatów widoczny jest również symbol komunizmu - sierp i młot.

Po fali oburzenia i nagłośnieniu sprawy w mediach szkoła przeprosiła. Z fan page'a szkoły usunięto również post przedstawiający fotografie z akcji "TyDzień Tolerancji".

Organizatorzy akcji profilaktycznej STOP MOWIE NIENAWIŚCI przepraszają wszystkich, których w jakikolwiek sposób uraziły symbole umieszczone na plakatach – między innymi odwrócony symbol sierpa i młota, układający się w jedną z liter w wyrazie tolerancja. Z całą mocą podkreślamy, że cel akcji był zupełnie inny – szerzenie postawy szacunku i akceptacji dla drugiego człowieka. Z bólem stwierdzamy, że symbol komunistyczny był przedstawiony w taki sposób i w takim kontekście , że nie przewidzieliśmy konsekwencji jego użycia. Podkreślamy, że zawsze byliśmy, jesteśmy i chcemy być szkołą propagującą wartości. Informujemy, że w najbliższych dniach przeprowadzone zostaną lekcje uświadamiające młodzież co do znaczenia symboli, których użycie jest niestosowne

- czytamy na Facebooku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tvp.info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

95-latka z Włoch dotarła pieszo na Jasną Górę

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Około tysiąca kilometrów pokonała 95-letnia Włoszka Emma Morosini, która w samotnej pieszej pielgrzymce dotarła na Jasną Górę. To miejsce, do którego chcę przynieść ostatnie chwile mojego życia – mówiła po wejściu do częstochowskiego sanktuarium.

„Te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej. I szczególnie modlić się o pokój na świecie, za kapłanów, za młodzież. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tutaj być, w tym sanktuarium, które kocham”

– powiedziała pątniczka, cytowana przez Biuro Prasowe Jasnej Góry.

Emma Morosini pochodzi z miejscowości Castiglione delle Stiviere położonej w pobliżu Jeziora Garda w północnych Włoszech. Jej pielgrzymka to efekt ślubowania, które złożyła 28 lat temu, gdy miała przejść skomplikowaną operację. „Ciężko zachorowała i lekarze powiedzieli, że nie ma żadnej nadziei, jedynie zawierzenie Matce Bożej. Po dwóch latach ciężkiej choroby okazało się, że Emma jest zdrowa” - podały służby prasowe sanktuarium.

„Od 25 lat jestem w drodze, od dnia, w którym zostałam w cudowny sposób uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że będę każdego roku przez trzy miesiące pielgrzymować do rożnych sanktuariów świata. Dziś mam 95 lat, a od 70. roku życia jestem w drodze, przez trzy miesiące każdego roku” – podkreślała Włoszka. Przez lata odwiedziła m.in. Jerozolimę, Lourdes, Fatimę, Aparecida w Brazylii i argentyńskie sanktuarium maryjne Lujan. Była już także wcześniej w Częstochowie.

„Odkąd pojawiłam się na Jasnej Górze, zakochałam się w tym sanktuarium, pokochałam je bardzo i postanowiłam tutaj wracać, bo jest to miejsce, do którego chce przynieść ostatnie chwile mojego życia. To życie już się kończy, mam 95 i pół roku, i pomyślałam sobie, że tu, do sanktuarium przyniosę ostatni kwiat mojego życia. Szczególnie modlę się o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież – sądzę, że to są najważniejsze intencje, i jedynie Matce Bożej możemy w tych sprawach zaufać, tylko jej powierzyć te problemy”

- powiedziała.

Pątniczka opowiadała, że choć postanowiła dziennie przejść 40 km, nie zawsze jej się to udawało. Czasem pokonała 20 km, a czasem trudno było jej zrobić nawet kilka kroków - ciężko było zwłaszcza wtedy, gdy na trasie pojawiały się podejścia pod górę. Zdarzało się, że w tych trudnych chwilach ktoś życzliwy podwiózł ją samochodem.

Pątniczka podziękowała wielu osobom, pomagającym jej w drodze, a także policji, która - gdy w pewnym momencie poszła w złym kierunku – odwiozła ją na właściwą trasę. „Jestem wdzięczna tym wszystkim, którzy dali mi siłę i odwagę, dlatego że ja nie jestem odważna, nie mam w sobie brawury” - mówiła.

Z pątniczką spotkał się m.in. przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra, wręczając jej pamiątki z sanktuarium jasnogórskiego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl