Gdy udostępniła Pani w mediach społecznościowych okładkę "Gazety Polskiej" z tytułem KLER i postaciami św. Jana Pawła II, św. Maksymiliana Kolbego, bł. Jerzego Popiełuszki i prymasa Stefana Wyszyńskiego, wylała się na Panią fala nienawiści...

Po wejściu na ekrany filmu „Kler” pojawiła się fajna okładka w „Gazecie Polskiej”. Bardzo mi się spodobała, bo na pierwszym miejscu był Jan Paweł II, a obok kardynał Wyszyński, ksiądz Popiełuszko i Maksymilian Kolbe. Ta okładka pokazywała naszych bohaterów, którzy nie raz podnosili nasz naród na duchu i z których możemy brać przykład. 

Kiedy udostępniłam tę okładkę na swoim facebookowym profilu, środowisko LGBT strasznie mnie za to hejtowało. Zostałam opluta. Mimo, że się tym zbytnio nie przejmuję, to jednak postanowiłam ten post skasować, bo stwierdziłam, że nie chcę, żeby hejterzy przy okazji pluli na naszych wspaniałych i świętych ludzi. Udostępnienie opatrzyłam krótkim komentarzem: „Dobro ze złem zawsze zwycięży”. Nie pisałam nic, co byłoby skierowane przeciwko środowiskom LGBT.

Ale gdy skrytykowała Pani później wprowadzoną przez władze Warszawy Kartę LGBT+, tolerancji nie było. Pani wpis został usunięty przez Facebooka.

Kiedy prezydent Trzaskowski podpisał Kartę LGBT+, przeżyłam szok. Oni (środowiska LGBT – red.) oczekują tolerancji, a sami hejtują, wyzywając np. mnie właśnie za udostępnienie okładki „Gazety Polskiej”. Ta rzekoma tolerancja działa tylko w jedną stronę. Środowiska lewackie mogą mówić o „nas” różne, czasem skandaliczne rzeczy, a kiedy spotykają się z odpowiedzią, krytyką albo innym punktem widzenia, to jest to już ich zdaniem „mowa nienawiści”.

Dzisiaj w Polsce podobno panuje wolność słowa i demokracja, więc nie możemy się godzić na cenzurę.  Po usunięciu przez Facebooka mojego wpisu dostałam informację, że była w nim rzekomo właśnie jakaś „mowa nienawiści” i że łamie on standardy tego medium społecznościowego. Ja mam zupełnie inne zdanie w tej kwestii. W mojej publikacji nie było nic obraźliwego. Wyraziłam swoją opinię, że mówię kategoryczne „nie” dla LGBT i mam do tego prawo. Napisałam to nie jako znany sportowiec, ale jako zwykły człowiek, który mieszka w Warszawie. 

Jak odbiera Pani inne warszawskie decyzje Rafała Trzaskowskiego? Np. rekomunizację ulic?

Mocno się utożsamiam z Warszawą, bo moja rodzina mieszka tu od pokoleń. Z tym miastem jestem związana również emocjonalnie. Kiedy rozpoczął się proces rekomunizacji warszawskich ulic, na Śródmieściu Południowym, gdzie dorastałam i się wychowałam, powróciła ulica Armii Ludowej. Na Bemowie ulica „Zapory” znowu została dedykowana jakiemuś komuchowi. Kiedy okazało się, że patronami warszawskich ulic ponownie mają być zdrajcy narodu, coś we mnie pękło. 

Dziwi mnie to: kiedy po tylu latach doczekaliśmy się tego, że w końcu komunistyczni oprawcy znikną z przestrzeni publicznej, okazało się, że Warszawa zaczęła protestować. Dla normalnego człowieka to jest niepojęte, że ktoś może walczyć o to, aby na tabliczki warszawskich ulic powróciły komunistyczne nazwy. Dla mnie to jest chore. Ja jestem sportowcem i nie znam się na polityce, ale według mnie to jest zwyczajnie nienormalne, że zdrajcy narodu i Sowieci, którzy nas okupowali, są cały czas tutaj i działają. To tylko świadczy o tym, że potomkowie ludzi, którzy zniewalali Polskę, pielęgnują swoich przodków – zdrajców. Przecież za komuny każdy, kto normalnie myślał, dostawał po grzbiecie.

Mój dziadek był AK-owcem i musiał się z tym kryć. Pracował, prowadząc własną działalność. W tamtych czasach nie było to łatwe, ale jakoś mu się udawało. Działał całe życie na własną rękę, ukrywając swoją przynależność do Armii Krajowej i walkę w Powstaniu Warszawskim. Nawet ja się o tym dowiedziałam kilka lat temu, kiedy powstały powstańcze biogramy i w końcu można było „odkopać” dokumenty. Trochę się domyślaliśmy, że dziadek był związany z AK, bo na strychu znaleźliśmy dziadka dokumenty z czasów wojny.

Nasi wojenni bohaterowie często żyli z głodowymi emeryturami i umierali w strasznych warunkach, prześladowani przez Urząd Bezpieczeństwa. Kiedy więc okazało się, że władze Warszawy chcą przywrócić komunistycznych patronów ulic, też napisałam na Facebooku post na ten temat. Był hejt, ale na szczęście, stosunkowo niewielki. 
 


Całość rozmowy z Zofią Klepacką już 6 marca w tygodniku "Gazeta Polska"