"Kobiety mafii 2" to kontynuacja produkcji z 2018 r., która w ciągu trzech tygodni od premiery przyciągnęła przed ekrany ponad 1,8 mln widzów. Akcja filmu rozgrywa się m.in. w Warszawie, gdzie gang Niani (w tej roli Agnieszka Dygant) sprowadza z Kolumbii tonę kokainy, przygotowując się do dużej akcji przemytniczej. Gdy nagle towar znika, do Polski przyjeżdża Aida (Angie Cepeda), która może pokrzyżować plany Niani. Kolumbijce pomaga przemytnik Mat (Piotr Adamczyk), który od dawna chce umocnić swoją pozycję w świecie przestępczym. W tym samym czasie z więzienia wychodzi Spuchnięta Anka (Katarzyna Warnke), a poza granicami kraju, w Maroko, Siekiera (Aleksandra Popławska) wdaje się w burzliwy romans z bojownikiem państwa islamskiego Amirem (Otar Saralidze). Gdy mężczyzna ginie, żądna zemsty Siekiera wraca do Polski.

Jak ocenił Hrapkowicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową, Vega stworzył "dobrze prosperujący model biznesowy".

Nie mówię tego w sensie pejoratywnym, bo film to przemysł, a on produkuje filmy dosyć sprawnie. To swoiste kino fajerwerków, tzn. te filmy są tak zmontowane, że stanowią serię gagów, luźno powiązanych ze sobą scen akcji. To kino robione bardzo szybko, z dużym naciskiem na efekty – przeciwnik mógłby powiedzieć, że na efekciarstwo – na duże nazwiska i gatunki, które się sprzedają - czyli kino gangsterskie, policyjne z elementami wulgarnej, sztubackiej komedii. To wszystko składa się na dobry, filmowy model biznesowy

 – wyjaśnił krytyk.

Dodał, że w filmach tych "mniejszą dbałość przywiązuje się do tradycyjnej narracji filmowej, psychologicznej ciągłości i tradycyjnego rozwoju bohaterów".

Oczywiście, pojawiają się w nich pewne szkielety narracyjne. Nawet w pierwszej części "Kobiet mafii" można dostrzec tradycyjny model narracji. Mamy tam przeciwstawione bohaterki Agnieszki Dygant i Olgi Bołądź – gangsterkę i policjantkę, więc gdyby ktoś się uparł, to mógłby powiedzieć, że to trochę jak "Gorączka" Michaela Manna w wersji Patryka Vegi, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Najistotniejsze są jednak efekty, sceny komediowe, wulgarne, cięte dialogi i sceny akcji

 – powiedział krytyk.

Według niego, wspólnym mianownikiem filmów Vegi jest także swoisty populizm.

Patryk Vega ma wyczucie, jakie tematy mogą mieć wzięcie u publiczności. Wrzuca do swoich filmów bardzo wiele zjawisk społecznych typowych dla polskiej rzeczywistości. Oczywiście robi to w dość wulgarnej i mocno uproszczonej formie. Np. w "Botoksie" z jednej strony pojawia się wątek antyaborcyjny, z drugiej feministyczny, a do tego jeszcze wątek transseksualisty. Wszystkie strony sporu obyczajowo-politycznego w Polsce spotykają się u niego niczym w jednym, wielkim garnku ze skeczami, efektami specjalnymi i wulgarnymi żartami, który gotuje się w temperaturze bardzo wysokiej, zwłaszcza w kontekście finansowym

 – podkreślił.

Hrapkowicz zwrócił uwagę, że kino Vegi jest "dość paradoksalne".

On wpisuje swoje bohaterki w ramy kina tradycyjnie kojarzonego z mężczyznami, czyli kina gangsterskiego i akcji. Zwłaszcza w ostatnich filmach, takich jak "Kobiety mafii" czy "Pitbull. Niebezpieczne kobiety", na pierwszym planie są silne, zdeterminowane postacie kobiece, które wchodzą w męskie role. Jeśli więc u Vegi pojawia się dyskurs równościowy to taki, który mówi, że kobieta może odgrywać stereotypowo męskie role, wykonywać męskie prace. Postać Agnieszki Dygant w "Kobietach mafii" właściwie sama dochodzi do władzy w świecie mafijnym. Natomiast z drugiej strony pojawia się postać grana przez Katarzynę Warnke, która jest stereotypową blondynką. Oczywiście reżyser próbuje pokazać, że ona została skrzywdzona, ale ta bohaterka wciąż funkcjonuje jako gag komediowy, kompletna idiotka. To jest bardzo dziwne w jego kinie

 – powiedział Hrapkowicz.

Zdaniem krytyka wynika to z tego, że Vega "chce apelować naprawdę do wszystkich". "Chce, żeby każdy odnalazł coś w jego kinie. I rzeczywiście, jeżeli ktoś chce tam znaleźć tradycyjne wartości, to je odnajdzie. Jeżeli ktoś chce dostrzec dyskurs równościowy w uproszczonej, zwulgaryzowanej formie, to pewnie też można się tego doszukać. Gdy przyjrzymy się wywiadom, udzielanym przez Patryka Vegę, można odnieść wrażenie, że on opowiada się po tej bardzo konserwatywnej stronie - mówi o szatanie, egzorcyzmach. Ale mam wrażenie, że w jego filmach nie należy tego traktować do końca poważnie. Jestem trochę nieufny i nie traktuję tego jako manifestów światopoglądowych. Wydaje mi się, że to są raczej narzędzia do osiągnięcia pewnego celu – przyciągnięcia do siebie publiczności" – powiedział.

Na pytanie, czym Vega przekonał do siebie gwiazdy polskiego kina, Hrapkowicz odparł, że poza aspektem finansowym jego filmy zapewniają "możliwość zdobycia dużej popularności".

To kino, które dociera pod strzechy. Patryk Vega stał się marką przyciągającą do kin ludzi, którzy być może tak często do nich nie chodzą. Warto też zwrócić uwagę na aktorki. Różnie możemy oceniać role, które gra u Vegi Agnieszka Dygant, ale poza jego filmami ona nie dostaje wielu głównych, silnych, podmiotowych ról. Mam wrażenie, że w kontekście rozpoznawalności wiele Patrykowi Vedze zawdzięcza też Katarzyna Warnke. Oczywiście, jest także aktorką teatralną, ale do tej pory w kinie nie miała wielu okazji, by zagrać rozbudowane, pierwszoplanowe role. Także z punktu widzenia aktorek dostrzegam tu bardzo wiele plusów

– ocenił krytyk.

Dodał, że pod względem narracyjno-artystycznym kino Vegi jest skonstruowane "bardzo niechlujnie".

Nie jest ono najwyższych lotów. To kino, które Amerykanie nazywają "trashowym". Porusza się w niższych rejonach kultury, nie przejmuje się tym, że reżyser powinien mieć jakiś pomysł plastyczny na scenę i martwić się logiką historii. Mam wrażenie, że Patryk Vega w ogóle się tym nie przejmuje i to jest jego świadoma strategia

– podsumował Hrapkowicz.

W "Kobietach mafii 2" zobaczymy także m.in. Bogusława Lindę, Janusza Chabiora, Aleksandrę Grabowską, Patryka Pniewskiego i Krzysztofa Czeczota.