Jak wygrać walkę o Smoleńsk

Premier i prezydent od początku konsekwentnie wspierali „arcyboleśnie prostą” wersję rosyjską o winie polskich pilotów. Dominacja tej opinii za granicą, skoro pro

Premier i prezydent od początku konsekwentnie wspierali „arcyboleśnie prostą” wersję rosyjską o winie polskich pilotów. Dominacja tej opinii za granicą, skoro propagowała ją sprawnie Moskwa, a brak było zdecydowanej reakcji Polski, jest oczywista.

Jak to możliwe, że kanadyjski reżyser, który produkuje film o katastrofie smoleńskiej, zamierza oprzeć scenariusz na raporcie MAK? Dlaczego w światowych mediach przyjęła się rosyjska wersja przebiegu i przyczyn tragedii? Co możemy zrobić, by przekazać Zachodowi fakty na temat katastrofy? Już od pierwszych minut po tragedii 10 kwietnia zaczęła bowiem toczyć się międzynarodowa wojna informacyjna o interpretację tego, co wydarzyło się na Siewiernym.

Po jednej stronie mieliśmy i mamy do czynienia ze świetnie zorganizowaną, dysponującą pieniędzmi, ludźmi i służbami akcją Rosji, która w dodatku – jak wiele na to wskazuje – działała od początku w sposób zaplanowany i skoordynowany. Co więcej, nie napotkała niemal żadnej kontrakcji ze strony państwa polskiego. Jeśli pojawiły się jakieś próby przeciwdziałania rosyjskiej propagandzie, to jedynie ze strony polskich środowisk niezależnych, przede wszystkim „Gazety Polskiej”.

Rosja od 10 kwietnia systematycznie tworzy w zachodnich mediach wizerunek katastrofy zawinionej przez błędy i niekompetencję, a nawet samobójczą głupotę pilotów. W decydujących pierwszych godzinach po katastrofie, kiedy stanowiła ona główny temat w światowych mediach, Moskwa wypuściła kilka kluczowych komunikatów, które miały uformować sposób postrzegania tragedii przez miliardy widzów, słuchaczy i czytelników. Sprowadzały się one do spójnego przekazu o załodze, która tak bardzo chciała wylądować, że zlekceważyła liczne ostrzeżenia i odsyłanie na lotniska zapasowe przez życzliwe, zaniepokojone brakiem warunków do lądowania służby naziemne, a następnie rozbiła w gęstej mgle całkowicie sprawny samolot. Pamiętamy wszyscy do dziś te jednoznaczne, oficjalnie przekazywane przez władze Rosji twierdzenia o rzekomym uporczywym, czterokrotnym podchodzeniu do lądowania we mgle czy o tym, że Tu-154, którego tysiące szczątków dymiły jeszcze kilkaset metrów od pasa startowego, działał bez zarzutu do ostatniej chwili.

Ten wytworzony na samym początku obraz pozostał do dziś jako dominujący w zachodniej świadomości. Potem z upływem dni coraz mniej o tragedii mówiono, a jedynym momentem, kiedy zrobiło się o niej znów na chwilę głośno, była publikacja raportu MAK w styczniu 2011 r. Choć zainteresowanie tematem trwało wtedy znacznie krócej, to jednak nieco doniesień przebiło się do międzynarodowej infosfery. Niestety znów posłużyły one wyłącznie do utrwalenia wersji rosyjskiej.

Jak pamiętamy, reakcja rządu Donalda Tuska była słaba i opóźniona. Premier wrócił z Dolomitów dopiero dwa dni później, gdy światowe media zapomniały już o temacie. A lista wątpliwości pod adresem MAK została przygotowana przez komisję Millera po polsku i przetłumaczona na angielski dopiero później przez… internautów!

Czy jednak mamy szansę odrobić straty? Z pewnością nie jest to łatwe, ale próbować trzeba. Publikacje Strefy Wolnego Słowa i innych mediów niezależnych, aktywność na forach międzynarodowych, której bardzo dobrym przykładem jest wczorajsze wysłuchanie w Brukseli, powinny powoli przebijać się do światowej opinii publicznej. Ale może najważniejsze okaże się świadectwo tysięcy ludzi na ulicach w rocznicę tragedii.



 

 



Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo