Modele chodzili po wybiegu z... pętlami wisielczymi na szyi. Odzieżowy gigant przeprasza

Burberry | Fall/Winter 2019/20 | London Fashion Week / youtube.com/printscreen

  

Marka Burberry mocno pożałowała swojego nietypowego podejścia do mody. Na niedawnym pokazie w Londynie uwagę widzów przykuły bluzy z kapturem, których troczki wyglądały jak... pętla wisielcza. Nawet modele skarżyli się, że odzież ta jednoznacznie kojarzy im się z samobójstwem. Dyrektor firmy tłumaczył, że nie było to w zamyśle projektantów.

Jak donosi "Time" w sprawie niefortunnych troczków głos zabrał we wtorek 19 lutego dyrektor generalny marki Marco Gobbetti. Powiedział, że bardzo żałuje, że projekt wzbudził skojarzenia z samobójstwem, bo nie taki był zamysł projektantów. Cała kolekcja jest bowiem inspirowana żeglarstwem.

Przedstawiciele firmy zdecydowali się na usunięcie kontrowersyjnego produktu z nowej kolekcji. 

Do sprawy odniosła się w mediach społecznościowych modelka Liz Kennedy.

Samobójstwo to nie moda. Riccardo Tisci (dyrektor kreatywny Burberry-red.) i wszyscy w Burberry – nie wiem jak mogliście pozwolić na to, by w waszej kolekcji pojawił się strój z elementem, który wygląda jak pętla zwisająca z szyi

- pisała zniesmaczona kobieta.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Time, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Stargard Gdański upamiętnił „Inkę”

/ wikipedia.org/Domena publiczna

  

W Starogardzie Gdańskim odbyły się uroczystości odsłonięcia w kościele pod wezwaniem św. Katarzyny tablicy pamiątkowej Danuty Siedzikówny ”Inki”, sanitariuszki 5. Wileńskiej Brygady AK rozstrzelanej w 1946 roku przez komunistyczne władze.

Wydarzenia w kościele zostały poprzedzone uroczystościami odbywającymi się w honorowej asyście wojska na placu przed starogardzkim ratuszem. W czasie uroczystości został odczytany apel pamięci zakończony salwą honorową. Następnie obecni przed ratuszem udali się w pochodzie do kościoła pw. św. Katarzyny, gdzie odbyła się msza św. w intencji ojczyzny. Po jej zakończeniu została w kościele odsłonięta tablica pamiątkowa ”Inki” z wbudowanym w nią srebrnym sercem. ”Serce dla >>Inki<<” jest darem starogardzian upamiętniającym rocznicę wykonania na niej wyroku śmierci. W uroczystości wzięli udział m. in. członkowie rodziny "Inki", posłowie Kazimierz Smoliński i Jan Kilian, senator Antoni Szymański, przedstawiciele wojewody i samorządu.

Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. w Guszczewinie, na skraju Puszczy Białowieskiej. Mając zaledwie 15 lat, Danuta razem z siostrą Wiesławą złożyła w grudniu 1943 r. przysięgę i wstąpiła do AK. Następnie odbyła szkolenie sanitarne. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka.

W czerwcu 1945 r. wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została aresztowana przez grupę NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Z konwoju uwolnił ją patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja, "Konusa", podkomendnego mjr. Zygmunta Szendzielarza, "Łupaszki". W oddziale "Konusa", a potem w szwadronach por. Jana Mazura, "Piasta", i por. Mariana Plucińskiego, "Mścisława", pełniła funkcję sanitariuszki. Przez krótki czas jej przełożonym był por. Leon Beynar, "Nowina", zastępca mjr. "Łupaszki", znany później jako historyk i publicysta Paweł Jasienica.

Na przełomie 1945 i 1946 r., zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w pow. Ostróda. Wczesną wiosną 1946 r. nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą, "Żelaznym", dowódcą jednego ze szwadronów "Łupaszki". Do lipca 1946 r. służyła w tym szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka, uczestnicząc w akcjach przeciwko NKWD i UB. W czerwcu 1946 r. została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne dla szwadronu. 20 lipca 1946 r. została aresztowana przez funkcjonariuszy UB i osadzona w więzieniu w Gdańsku.

Po ciężkim śledztwie 3 sierpnia 1946 r. została skazana na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku.

W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty udziału w związku zbrojnym, mającym na celu obalenie siłą władzy ludowej oraz mordowania milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucono jej m.in. nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji szwadronu "Żelaznego" w Tulicach pod Sztumem.

W grypsie przesłanym z więzienia Siedzikówna napisała: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Zdanie to - według historyków - nie tylko odnosi się do przebiegu śledztwa, lecz także do odmowy podpisania przez "Inkę" prośby o ułaskawienie. Prośbę taką do prezydenta Bolesława Bieruta skierował za nią jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski.

Danutę Siedzikównę zabił 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 strzałem w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego z KBW. Wcześniejsza egzekucja z udziałem żołnierzy nie udała się. Żaden nie chciał zabić "Inki", choć strzelali z odległości trzech kroków. Według relacji obecnego w czasie egzekucji księdza Mariana Prusaka "Inka" krzyknęła przed śmiercią: "Niech żyje Polska".

Prokurator Wacław Krzyżanowski, który dla 17-letniej dziewczyny zażądał kary śmierci, był oskarżany przez Instytut Pamięci Narodowej o udział w zbrodniach komunistycznych, został jednak uniewinniony przez sąd

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl