Romanczuk i Furman pogodzili się. Koniec wielkiego konfliktu

Taras Romanczuk / Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

  

Dominik Furman z Wisły Płock i Taras Romanczuk z Jagiellonii Białystok wydali wspólne oświadczenie, w którym informują, że podali sobie ręce, na razie "wirtualnie". W trakcie sobotniego meczu tych zespołów w 21. kolejce ekstraklasy doszło do spięcia obu piłkarzy.

"Podczas ostatniego meczu doszło do ubolewania godnego incydentu z naszym udziałem. W spotkaniu tym nie brakowało twardej walki na boisku, a przy okazji wywiązała się nasza niepotrzebna bitwa na słowa. Niestety padły wyrażenia, które nigdy nie powinny paść... Oczywiście, każdy kto grał w piłkę nożną, nawet na najniższym poziomie, wie jak trudno zapanować nad emocjami, zwłaszcza tymi złymi, niegodnymi szanującego się sportowca"

- napisali we wspólnym oświadczeniu Furman i Romanczuk.

Z dalszej treści oświadczenia wynika, że zawodnicy się pogodzili.

"Chcielibyśmy przeprosić wszystkich tych, którzy obserwowali ten mecz i całą polską rodzinę piłkarską. Zdajemy sobie sprawę, jak złe wrażenie wywołała nasza dyskusja. Wyjaśniliśmy to między sobą i podaliśmy,na razie wirtualnie, sobie ręce. Jesteśmy piłkarzami od lat, gramy w ekstraklasie i dobrze wiemy, że na naszej postawie wzoruje się wielu młodych adeptów piłki. Nie możemy dawać takiego przykładu. Obiecujemy, że do takich incydentów, jak ten w Białymstoku z naszym udziałem, już nie dojdzie. Ktoś kiedyś powiedział, że futbol jest grą błędów. Dobrze o tym wiemy, chcemy szczerze przyznać się do błędów, naprawić je, przeprosić wszystkich zainteresowanych i wybaczyć sobie wzajemnie"

- dodali piłkarze w oświadczeniu.

Trzy dni wcześniej na stronie Polskiego Związku Piłki poinformowano, iż Rzecznik Dyscyplinarny federacji Adam Gilarski wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące możliwości popełnienia przez Furmana przewinienia dyscyplinarnego - zachowania o charakterze ksenofobicznym wobec Romanczuka.

Do incydentu miało dojść podczas meczu ekstraklasy, który Jagiellonia wygrała u siebie 1:0 po bramce Jakuba Wójcickiego w doliczonym czasie gry. Do spięć doszło też po końcowym gwizdku. Romanczuk powiedział potem dziennikarzom, że Furman użył wobec niego określenia "banderowiec".

Furman zaprzeczył w wydanym już w niedzielę oświadczeniu, by użył wobec Romanczuka, który ma ukraińskie pochodzenie, obraźliwych słów o charakterze nacjonalistycznym. W trakcie spotkania nie brakowało ostrych spięć między piłkarzami obu zespołów, sędzia pokazał w sumie pięć żółtych kartek, m.in. Romanczukowi i Furmanowi. Kartka dla tego ostatniego wyklucza go z kolejnego meczu.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nauczycielka uderzyła uczennice. Jest apelacja

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/jessica45

  

Będzie ciąg dalszy procesu nauczycielki z Łap (woj. podlaskie), oskarżonej o naruszenie nietykalności cielesnej dwóch uczennic. Sąd I instancji uznał, iż do popełnienia takiego przestępstwa doszło, ale warunkowo umorzył postępowanie. Obrońca oskarżonej złożył apelację.

Apelacja trafiła już z białostockiego sądu rejonowego do okręgowego; termin jej rozpoznania nie został jeszcze wyznaczony - wynika z informacji uzyskanych w biurach prasowych obu tych sądów.

Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej w Białymstoku, w lutym ubiegłego roku 50-letnia nauczycielka najmłodszych klas podstawówki w Łapach miała uderzyć dwie dziewczynki - uczennice klasy, której jest wychowawczynią - po jednym razie dłonią w pośladki. Stało się to na szkolnym korytarzu, gdy wcześniej jedna z uczennic I klasy uderzyła drugą piórnikiem, a ta w rewanżu kopnęła koleżankę w nogę.

Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia przez osobę dorosłą nietykalności cielesnej obojga dzieci. Zajście nagłośniła matka jednej z dziewczynek, która ostatecznie zawiadomiła policję, łapski magistrat i kuratorium. W procesie w I instancji miała ona status oskarżycielki posiłkowej; wśród dowodów w sprawie były nagrania jej rozmów z nauczycielką i dyrektorem szkoły.

Sama oskarżona przez cały proces nie przyznała się do zarzutu. Twierdziła, że nie były to klapsy, lecz dotyk w okolicy biodra, w żartach, żeby rozładować konflikt między dziewczynkami.

Trzy miesiące temu Sąd Rejonowy w Białymstoku uznał, że do naruszenia nietykalności doszło, ale - biorąc pod uwagę dotychczasową nienaganną pracę 50-letniej nauczycielki i bardzo dobre opinie o niej m.in. rodziców - ocenił, iż są przesłanki do warunkowego umorzenia postępowania karnego na roczny okres próby. Nauczycielka miałaby zapłacić 500 zł na cel społeczny i koszty procesu.

Sąd rejonowy odwoływał się wówczas zarówno do przepisów, m.in. do Konwencji o Prawach Dziecka i regulacje związane z zakazem kar cielesnych, ale jednocześnie prezentował definicje kar cielesnych lub fizycznych jako "użycie siły fizycznej w celu wywołania, nawet w niewielkim zakresie, bólu lub dyskomfortu".

Biorąc pod uwagę zebrane w sprawie dowody (w tym zeznania dzieci), obowiązujące przepisy i dotychczasowe orzecznictwo uznał, że można mówić o naruszeniu przez oskarżoną nietykalności cielesnej obu uczennic.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl