Radosław Sikorski w reakcji na wczorajsze słowa Jarosława Kaczyńskiego opublikował na stronach MSZ zapis rozmowy ambasadora RP w Rosji Jerzego Bahra z Centrum Operacyjnym MSZ. Nagranie to miało udowodnić, że Sikorski tuż po godz. 9 w dniu 10 kwietnia 2010 r. wiedział już, iż w Smoleńsku nikt nie przeżył katastrofy Tu-154. Problem w tym, że co innego w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" powiedział rok temu Bronisław Komorowski.

Podczas wczorajszego wysłuchania publicznego w Parlamencie Europejskim prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział: "Chciałbym wiedzieć, dlaczego minister spraw zagranicznych Polski już niewiele po godzinie 9 wiedział, że wszyscy zginęli (o tym, że katastrofy nikt nie przeżył, Sikorski tuż po godz. 9 poinformował Jarosława Kaczyńskiego przez telefon).

Wzbudziło to natychmiastową reakcję Radosława Sikorskiego, który opublikował na stronach MSZ zapis rozmowy między Jerzym Bahrem a Centrum Operacyjnym MSZ z 10 kwietnia 2010 r. Niespełna trzyminutowa rozmowa pochodzi z godz. 9:07. Jerzy Bahr mówi w niej, że jeszcze nie rozmawiał z Sikorskim, i potwierdza, iż w miejscu katastrofy "nie widać śladów życia". Takie same informacje - że w Smoleńsku wszyscy zginęli - ambasador Bahr miał następnie przekazać o godz. 9:10 Sikorskiemu, z którym go natychmiast połączono (MSZ nie dysponuje nagraniem tej drugiej rozmowy). 

Jednak z wywiadu, jaki w kwietniu 2011 r. przeprowadziła Teresa Torańska z Bronisławem Komorowskim, wyłania się zupełnie inny obraz tego, co tuż po katastrofie wiedział i robił Sikorski.

Torańska mówi: "O 8:59 zadzwonił minister spraw zagranicznych".

Bronisław Komorowski odpowiada: "Sikorski powiedział, iż ma wiadomość od pana Bahra, naszego ambasadora w Moskwie, że doszło do wypadku prezydenckiego samolotu. Ale nie wie, z jakimi konsekwencjami" (podkreślenia - Niezalezna.pl).

A zatem po pierwsze: nie zgadza się czas, gdyż treść wywiadu z Komorowskim wskazuje, że rozmowa między Sikorskim a Bahrem musiała odbyć się przed godz. 8:59, tymczasem według MSZ rozpoczęła się ponad 10 minut później. Wersję Komorowskiego potwierdza sam Bahr w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", z którego wynika, że ambasador rozmawiał telefoniczne z Sikorskim już o godz. 8:55. Kiedy więc tak naprawdę odbyła się rozmowa Bahra z Sikorskim: o godz. 8:55 czy o 9:10?

Po drugie zaś: Komorowski twierdzi, że Sikorski - powołując się na Bahra - przekazał mu, iż w Smoleńsku doszło do "wypadku", ale "nie wiadomo z jakimi konsekwencjami". Czy szef MSZ okłamał zatem Komorowskiego? Przecież Bahr miał parę minut wcześniej poinformować Sikorskiego, że w Smoleńsku nikt nie przeżył. A może po prostu "sypie się" ustalona wcześniej wersja przebiegu zdarzeń?

Miejmy nadzieję, że szef MSZ wyjaśni te wszystkie wątpliwości.