Urodził się w rodzinie góralskiej (jego trzej bracia brali udział w walkach o Lwów i w wojnie polsko-bolszewickiej). Ukończył szkołę powszechną, następnie kontynuował naukę w gimnazjum, którą przerwał w 1933 po trzech latach nauki. W latach 1936–1938 pełnił służbę wojskową – początkowo w 2 pułku strzelców podhalańskich, a następnie w Korpusie Ochrony Pogranicza.

Ogień jest dziś przedstawiany jako łobuz. To chyba najbardziej znienawidzony Żołnierz Wyklęty. Możemy zestawić go z kapitanem Romualdem Reissem. "Ogień" to ma być potwór, rabuś, bezideowiec, właściwie bandyta. Bierze się to stąd, że był bardzo skuteczny. Dał w kość komunistom. Nieprzypadkowo mówiło się, że „ogniowcy” trzęśli Podhalem. [...] „Ogień” jest krytykowany za wszystko. Jasno trzeba powiedzieć, że nasi żołnierze niepodległościowi nie walczyli z Żydami, ze Słowakami czy Białorusinami… oni walczyli z komuną
- mówił Tadeusz Płużański.

Prezes Fundacji Łączka wskazuje, że „Ogień” wraz ze swoim oddziałem siał prawdziwy postrach w szeregach komunistów.

Był niezmiernie skuteczny. Oprócz struktur wojskowych, posiadał świetnie zorganizowaną siatkę terenową. Ludzie mu ufali. Podhale w dużej mierze było po jego stronie. Jego przeszkolenie wojskowe, udział w kampanii wrześniowej… wszystko to procentowało. Z dokumentów wynika, że dla wielu osób był jedynym ratunkiem przed sowietyzacją, przed komunistycznymi praktykami. Ilekroć instalowano posterunek Milicji bądź UB, „Ogień” ich rozbijał. Był postrachem. Tym bardziej komuniści chcieli go dopaść, tym bardziej jest znienawidzony przez dzisiejsze środowiska postkomunistyczne – przywołał dokonania „Ognia”.
- mówił Płużański.

Pytany przez Dorotę Kanię o to, jaka jest szansa na odnalezienie szczątków legendarnego dowódcy Tadeusz Płużański podkreśla, że poszukiwania cały czas trwają.

Szansa zawsze jest, trzeba w to wierzyć. Technika jest dziś po naszej stronie. Polskie serce również bije mocniej. Poszukiwania szczątków „Ognia” trwają. Najprawdopodobniejszą wersją jest to, że „Ogień” próbował się zabić, nie chcąc trafić w ręce bezpieki. Tego nie udało się zrealizować. Przewieziono go do szpitala w Nowym Targu. Tam jego ślad zaginął…
- tłumaczy historyk.