Gąsiorowski uściślił, że w czwartek o tej samej porze, kiedy doszło do tragicznych zdarzeń i w warunkach najbardziej zbliżonych przeprowadzono dwa eksperymenty polegające na odtworzeniu zdarzeń. Pierwszy prowadzony był z pracownikiem escape roomu 25-letnim Radosławem D., który w wyniku pożaru został poparzony, a drugi ze strażakami, biorącymi udział w akcji ratunkowej.

„Nie przewidujemy, by jakiekolwiek czynności na terenie, gdzie istniał escape room, trzeba było powtarzać. To już chyba koniec” – poinformował Gąsiorowski.

Rzecznik powiedział, że pracownik escape roomu podczas eksperymentu „zeznawał i jednocześnie wskazywał, gdzie stały jakie przedmioty, opisywał jak mniej więcej te wydarzenia przebiegały i w jakim czasie”. Strażacy opisywali, „jak rozpoczynali akcję, jak wynosili zmarłe pokrzywdzone, jakie przedmioty usunęli i gdzie one się znajdowały”.

„Każdy ze świadków, z którymi przeprowadzone były eksperymenty, był już wcześniej przesłuchany. Teraz na podstawie wcześniej złożonych zeznań jeszcze mogli pokazywać, jak działali”

– powiedział prokurator.

Gąsiorowski podkreślił, że te czynności zostały nagrane, utrwalone za pomocą kamery. Dodał, że obecnie trudno powiedzieć, czy po tych eksperymentach można mówić o przełomie w śledztwie. „Trzeba wszystko porównać z innymi dowodami” – zaznaczył prokurator.

Poinformował, że w obu czynnościach udział brali: obrońca podejrzanego 28-letniego Miłosza S., rodzice zmarłych dziewcząt, pełnomocnicy ustanowieni przez rodziców. Dodał, że nadal jedynym podejrzanym w tej sprawie jest Miłosz S. Zaznaczył, że śledztwo trwa.

Do tragicznych wydarzeń doszło 4 stycznia. W escape roomie w Koszalinie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic klasy 3d Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury przyczyną pożaru w pomieszczeniu obok tego, w którym przebywały dziewczęta, był ulatniający się gaz z butli gazowej (butle zasilały w paliwo piecyki w budynku).

Ogień miał uniemożliwić 25-letniemu pracownikowi escape roomu dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony, nie otworzył dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. 10 stycznia odbył się ich pogrzeb. Spoczęły obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie.

To 28-letniemu Miłoszowi S. z Poznania, który zdaniem prokuratury faktycznie organizował i prowadził escape room w Koszalinie, choć działalność gospodarcza zarejestrowana była na jego babcię, postawiono zarzuty. Jest podejrzany o umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu osób, które w nim zginęły. Podejrzany został aresztowany tymczasowo na trzy miesiące. Grozi mu do 8 lat więzienia.