Film Holland z szansą na Złotego Niedźwiedzia? "Obywatel Jones" zbiera pozytywne recenzje

Kadr z filmu "Obywatel Jones" / fot. Robert Pałka/mat.pras.

  

To film, który otwiera oczy. Jest istotny przede wszystkim ze względu na temat, który porusza - mówią krytycy o "Obywatelu Jonesie" w reż. Agnieszki Holland, którego światowa premiera odbyła się podczas 69. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie.

"Obywatel Jones" Agnieszki Holland, którego światowa publiczność zobaczyła po raz pierwszy w niedzielę, znalazł się wśród 17 filmów walczących o nagrody główne – Złotego i Srebrne Niedźwiedzie – tegorocznego 69. Berlinale. Zgodnie z zapowiedzią twórców jest to oparta na faktach historia młodego walijskiego dziennikarza Garetha Jonesa piszącego w latach 30. XX wieku, który odkrył tajemnicę Wielkiego Głodu na Ukrainie. Publikacje Jonesa nie tylko pokazały Zachodowi, co działo się na Ukrainie, ale także zainspirowały George'a Orwella do napisania "Folwarku zwierzęcego".

Jak podkreślił krytyk filmowy Łukasz Knap, film Agnieszki Holland "otwiera oczy".

To nie strona artystyczna jest w nim najważniejsza. Ten film niesie przede wszystkim fantastyczny temat, który praktycznie nigdy nie był poruszany przez kino, tzn. Wielki Głód na Ukrainie, w czasie którego zmarło ponad 3 mln ludzi, a jeśli się rozciągnie ten czas na lata 1921-1947 to na Ukrainie z głodu zginęło ponad 10 mln ludzi. Wydaje mi się, że to są fakty, o których właściwie już nikt nie pamięta (…). Na konferencji prasowej dziennikarze dziękowali Agnieszce Holland za ten film

 – powiedział.

Dodał, że "Obywatel Jones" to "dramat historyczny, który dosyć mocno trzyma się faktów".

Część, która rozgrywa się na Ukrainie, jest raczej fantasmagoryczna. W tych scenach Agnieszka Holland trochę ucieka od realizmu, pokazując skutki Wielkiego Głodu. Potem, gdy główny bohater dociera do kołchozów i wiosek ukraińskich, wtedy Agnieszka Holland stara się trzymać widza na dystans, tzn. nie pokazuje pełnej skali tej przemocy. Natomiast jest to jeden z pierwszych filmów o Wielkim Głodzie i myślę, że jest to próba mierzenia się z tym tematem

– podkreślił krytyk.

Knap zwrócił uwagę, że Konkurs Główny 69. Berlinale "okazuje się bardzo różnorodny". "Pokazywano już niemieckie filmy, które rozczarowały i bardzo kontrowersyjny obraz "The Golden Glove" Fatiha Akina o seryjnym mordercy z Hamburga. To jest film zupełnie szokujący. On ma recenzje, w których otrzymuje albo jedną gwiazdkę albo pięć gwiazdek. Tzn. albo ktoś stwierdza, że to jest potworne plugastwo, które powinno być zakazane, albo uważa, że to jest arcydzieło. Żaden film, póki co, nie budzi tak wielkich kontrowersji. Podejrzewam, że film Agnieszki Holland będzie oceniony raczej dobrze. Nie jest to chyba film na Złotego Niedźwiedzia, ale kto wie. Myślę, że może dostać jakąś nagrodę" – ocenił.

W ocenie krytyczki filmowej Oli Salwy "Obywatel Jones" zasługuje na ocenę bardzo dobrą.

Jest to film pod wieloma względami ważny i wyjątkowy. Przede wszystkim ze względu temat: choć Hołodomor jest w Polsce znanym tematem, ostatnio także z książki Anne Applebaum "Czerwony głód", więc nie jest to więc z naszej perspektywy otwieranie nieznanego rozdziału w historii, ale to istotny temat, o którym zawsze warto mówić. Z drugiej strony jest to też film szalenie współczesny. On jest tylko osadzony w latach 30. XX wieku. Tak naprawdę opowiada o współczesności, o manipulowaniu faktami przez siły polityczne, prasę ukierunkowaną w konkretny sposób i przez korporacje. To, czym jest prawda i jak istotne jest docieranie do niej, to jeden z głównych tematów tego filmu

 – wyjaśniła.

Salwa zwróciła uwagę, że film Holland jest "opowiadany bardzo klasycznie".

Wiem, że wiele osób nie jest przyzwyczajonych do tak klasycznego, spokojnego sposobu opowiadania, który - moim zdaniem - jest adekwatny do tematu. Absolutnie wyśmienita jest praca operatora Tomasza Naumiuka. Myślę, że to mocny kandydat do nagrody. James Norton wcielający się w tytułową rolę to też bardzo poważny kandydat do nagrody aktorskiej. Gareth Jones to pierwszy od dawna bohater, który jest "po prostu dobry", nie jest złym, złamanym człowiekiem, który nagle pod wpływem okoliczności się zmienia. Ma silny system wartości, którego się trzyma. Początkowo jest zafascynowany ZSRR i doświadcza głębokiego rozczarowania systemem mającym być współczesną utopią. To także pod tym względem wyjątkowy film – przez to, jakim człowiekiem jest główny bohater i jak zachowuje się w trudnych okolicznościach

 – powiedziała.

Założyciel portalu FirstShowing.net Alex Billington ocenił, że "Obywatel Jones" to "jeden z lepszych filmów prezentowanych podczas tegorocznego Berlinale". "Warty obejrzenia, zwłaszcza jako wyraźne porównanie do dzisiejszego stanu świata" – napisał na Twitterze.

Założyciel brytyjskiego "Electric Ghost Magazine" David Hughes przyznał, że film polskiej reżyserki "niezwykle go poruszył". "Nie potrafię wystarczająco wyrazić swojego zachwytu nim" – czytamy w twitterowym wpisie.

David Ehrlich ("IndieWire") podkreślił, że film Holland to "wyraźne wezwanie dla nowego pokolenia dziennikarzy". "To film mający inspirować odwagę, której będą potrzebować, by odkryć najgorsze fakty świata" – stwierdził Według Guy’a Lodge’a ("Variety") "Obywatel Jones" "jako dramat czasami usiłuje wyjść z własnej drogi, ale jego przesłanie ma konkretną siłę".

David Rooney ("The Hollywood Reporter") zwrócił uwagę, że film jest "szalenie nierówny". Według niego, scenarzystka Andrea Chalupa "nie wie, kiedy ruszyć akcję".

Nawet jeden z najciekawszych opisów okrucieństwa - który jest uważany za część inspiracji dla alegorii George'a Orwella "Folwark zwierzęcy" - staje się uciążliwym, powracającym kadrem odwracającym uwagę od niezwykłej historii Garetha Jonesa

 – stwierdził. Dodał, że ten fragment miał dla Chalupy "osobiste znaczenie". "Jej dziadek urodził się na farmie we wschodniej Ukrainie i przeżył Hołodomor, a następnie został aresztowany i torturowany przez sowiecką tajną policję podczas czystek Stalina" - wyjaśnił.

Podczas niedzielnej konferencji prasowej poprzedzającej wieczorną premierę Holland podkreśliła, że scenariusz do filmu od początku wydawał jej się "porywający". "Przedstawił historię w sposób niezwykle klarowny, przejmujący i niekonwencjonalny. Przekonał mnie, że chciałabym o tym opowiedzieć. Uważam, że Wielki Głód był jedną z najstraszniejszych zbrodni przeciwko ludzkości, dokonanych w XX wieku przez człowieka lub przez reżim, w dodatku mało znaną. Poczułam jakby duchy przeszłości w jakiś sposób wołały o naświetlenie tej zbrodni, jakby domagały się sprawiedliwości. Opowiedzenie o tym było dla mnie moralnym obowiązkiem" – powiedziała.

Jak dodała, film stawia pytania m.in. o to, czym są: obiektywne dziennikarstwo, fake newsy, alternatywna rzeczywistość i propaganda, która "łatwo rozprzestrzenia się w świecie pełnym podziałów". "Czym bardziej zaawansowane były nasze prace nad filmem tym bardziej, niestety, te pytania stawały się odpowiednie (…). Wierzę, że nie istnieje demokracja bez wolnych mediów" – zaznaczyła Holland. Dodała, że triada "tchórzostwo polityków, korupcja mediów i obojętność ogółu społeczeństwa otwierają drzwi do katastrofy, ukazanej na ekranie, która wydarzyła się w XX wieku". "Dlatego uznałam, że opowiedzenie o tym będzie istotne nie tylko z powodów moralnych, ale także politycznych" – wyjaśniła reżyserka.

"Obywatel Jones" to kolejny tytuł Holland pokazywany na Berlinale po "Gorączce", która uczestniczyła w Konkursie Głównym w 1981 r. i "Pokocie", wyreżyserowanym wspólnie z Kasią Adamik i uhonorowanym w 2017 r. Nagrodą im. Alfreda Bauera za "otwieranie nowych perspektyw w sztuce". Autorem zdjęć do filmu "Obywatel Jones" jest Tomasz Naumiuk, a współproducentką i autorką scenariusza – Andrea Chalupa. Zdjęcia zrealizowano m.in. w Katowicach i Dąbrowie Górniczej. W polsko-brytyjsko-ukraińskiej koprodukcji wystąpili m.in. Vanessa Kirby, Peter Sarsgaard, Michalina Olszańska i Krzysztof Pieczyński. Jesienią film trafi na ekrany polskich kin.

W Konkursie Głównym "Obywatel Jones" będzie rywalizował m.in. z obrazem duńskiej reżyserki Lone Scherfig "The Kindness of Strangers", która w 2001 r. otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia za "Włoski dla początkujących". Szanse na najważniejsze nagrody Berlinale mają także m.in. filmy: "By the Grace of God" Francoisa Ozona, "The Golden Glove" Fatiha Akina ,"The Ground beneath my feet" Marie Kreutzer, a także "Elisa & Marcela" Isabel Coixet.

W sekcji konkursowej Generation 14plus obejmującej filmy dla młodzieży zaprezentowana została m.in. krótkometrażowa animacja Joli Bańkowskiej "Story". Obraz stanowi próbę refleksji nad współczesnym człowiekiem w dobie wszechobecnej technologii. "Story" opowiada o ludziach samotnych, zagubionych lub obojętnych na otaczający świat.

W sekcji Berlinale Special pokazano m.in. polsko-amerykańską koprodukcję "Kto napisze naszą historię?" w reż. Roberty Grossman, która przedstawia historię twórców podziemnego archiwum getta warszawskiego, tzw. Archiwum Ringelbluma. W filmie unikatowe materiały archiwalne przeplatają się ze scenami fabularyzowanymi, w których zobaczyć można m.in. Piotra Głowackiego, Karolinę Gruszkę i Jowitę Budnik.

W ubiegłym roku ze statuetką z Berlinale wróciła Małgorzata Szumowska. Jej film "Twarz" uhonorowano Srebrnym Niedźwiedziem – Grand Prix Jury. W 2015 r. Szumowską została nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem za najlepszą reżyserię za "Body/Ciało", a w 2013 r. za film "W imię…" otrzymała Nagrodę Teddy, przyznawaną filmom o tematyce LGBT. W 2016 r. Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszy scenariusz zdobył Tomasz Wasilewski, twórca "Zjednoczonych stanów miłości".

 

Najlepsze filmy tegorocznego festiwalu poznamy podczas uroczystej gali, która odbędzie się w sobotę wieczorem w Berlinale Palast. Pracami jury kieruje francu

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Ty masz zwyciężać” – powiedział Jan Paweł II do młodego księdza Marka Jędraszewskiego

/ Jan Sroda/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

Był 1979 rok, gdy ledwie co wybrany na papieża Karol Wojtyła zaczepił w Kolegium Polskim w Rzymie młodego księdza Marka Jędraszewskiego. Zapytał go o jego doktorat z filozofii. „No, co tam, Marek? Jak tam z tym twoim Levinasem?”. Gdy ksiądz zapewnił, że już niedługo będzie się bronił, Jan Paweł II zażartował w swoim stylu: „Co? Bronić się? Ty masz zwyciężać!”. Z tych słów arcybiskup uczynił swoje życiowe motto. – Wszystko z ducha Karola Wojtyły. Wiem, że to, co się teraz dzieje, to przełomowy moment w historii polskiego Kościoła – mówi o arcybiskupie Jędraszewskim krakowski fotograf Stanisław Markowski, który dokumentował pierwsze kroki przyszłego papieża w tym mieście.

Anegdotę o Janie Pawle II i obronie pracy doktorskiej przez młodego księdza opisała Jolanta Sosnowska, która tytuł „Ty masz zwyciężać” nadała całej biografii arcybiskupa.

Książka niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa „Biały Kruk”. Jak pisze autorka, 20 grudnia 1979 r. ks. Marek obronił pracę doktorską zatytułowaną „Le relazioni intersogget-tive nella filosofia di Emmauel Levinas”. Jej promotorem był jezuita, o. prof. Simon Decloux, który miał duży wpływ na drogę naukową Marka Jędraszewskiego.

Potem praca została nagrodzona złotym medalem Ojca Świętego Jana Pawła II.

Uczeń arcybiskupa Baraniaka – Żołnierza Niezłomnego

Ale wcześniej na osobowość księdza Marka Jędraszewskiego wpływ miał jeszcze ktoś inny. Wyświęcił go arcybiskup Antoni Baraniak, który przeżył piekło stalinowskich tortur.

Aresztowany razem z prymasem Wyszyńskim w 1953 roku, przez trzy lata poddawany był brutalnemu śledztwu. Był 145 razy przesłuchiwany, niekiedy po kilkanaście godzin, zrywano mu paznokcie, przetrzymywano przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi. Mimo okrutnych tortur nie dał się złamać i nie obciążył prymasa Wyszyńskiego, na czym tak bardzo zależało bezpiece. Jego zeznania miały służyć wytoczeniu Prymasowi Tysiąclecia procesu o zdradę państwa i działalność kontrrewolucyjną. – Ksiądz Marek Jędraszewski poznał arcybiskupa Baraniaka jako młody kleryk i wywarł on na niego ogromny wpływ – opowiada Jolanta Hajdasz, autorka filmów o abp. Baraniaku „Zapomniane męczeństwo”, „Żołnierz Niezłomny Kościoła” i „Powrót”. To właśnie abp Baraniak skierował ks. Marka Jędraszewskiego na studia do Rzymu – na Wydział Filozofii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego.

Jak mówi Jolanta Hajdasz, w postawie arcybiskupa Jędraszewskiego, także tej z ostatnich dni, gdy stał się obiektem ataków, widać szkołę abp. Baraniaka. – Był pokorny, nie musiał być na pierwszym planie, ale był jednocześnie uparty, do końca wierny swoim poglądom, wbrew wszystkim przeciwnościom – przyznaje. Jej zdaniem, Marek Jędraszewski zajął się dziedzictwem abp. Baraniaka po rozmowie z Janem Pawłem II. – Ojciec Święty zapytał go pewnego razu, co Poznań robi dla pamięci o arcybiskupie Baraniaku. A prawda była taka, że praktycznie nie robił nic, nic nie było wiadomo o jego przejściach. Dlatego gdy otwarto archiwa IPN, biskup Jędraszewski jako naukowiec zaczął badania nad jego życiem i rozpoczął przywracanie pamięci o nim – opowiada Jolanta Hajdasz. Plonem tych badań było grube, dwutomowe dzieło biskupa Jędraszewskiego zatytułowane „Teczki na Baraniaka”.

„Poprzez fakt udzielenia mi święceń kapłańskich abp Baraniak stał mi się osobą bardzo bliską, wobec której czuję wielki dług wdzięczności. Losy polskiego Kościoła, a także Polski, byłyby wręcz tragiczne, gdyby on jako dyrektor Sekretariatu Prymasa Polski w randze biskupa pomocniczego gnieźnieńskiego – w latach 1951–1957 – został złamany przez komunistów”

– mówił arcybiskup autorce swojej biografii.

Stanisław Markowski: to przełomowy moment w historii polskiego Kościoła

Stanisław Markowski, fotograf, kompozytor i autor filmowych impresji, towarzyszy krakowskiemu Kościołowi z aparatem od czasów, gdy rządził nim młody biskup Karol Wojtyła. Pierwsze msze przyszłego papieża widać na unikalnych zdjęciach, obok innych wielkich, historycznych, krakowskich wydarzeń – manifestacji stanu wojennego, miejsca zabójstwa Stanisława Pyjasa czy samospalenia Walentego Badylaka. – Krakowski Kościół stał się w latach przed pojawieniem się arcybiskupa Jędraszewskiego trochę skostniałą, hermetyczną strukturą, zapleśniałym dworem. Nic się nie działo, odnosiło się wrażenie zasiedzenia na tym grajdole, gdzie każdy może z niego żyć. Nie było tego zupełnie jak ugryźć – opowiada z charakterystyczną dla siebie szczerością. Jak mówi, pojawienie się w Krakowie – po Poznaniu i Łodzi – arcybiskupa Jędraszewskiego odebrał jako ingerencję Pana Boga. – Nagrywałem pierwsze msze arcybiskupa, odprawiane w kościółku świętego Józefa. To było jak cud, kazania trafiające w sedno, zupełnie inny powiew. Wszystko w duchu Karola Wojtyły – opowiada Stanisław Markowski.

– To niesłychanie głęboka postać, wybitny filozof, niezwykły patriota, a jednocześnie duchowny, który przyjmie na rozmowę każdego, jeśli tylko ma dziesięć minut i sekretarz organizujący jego pracę nie postawi jakichś przeszkód

– podsumowuje. Jak mówi, niektórzy oczekiwali, że zaraz po pojawieniu się w Krakowie arcybiskup dokona jakichś radykalnych posunięć, na przykład odbierze „Tygodnikowi Powszechnemu” prawo do posługiwania się przydomkiem „katolicki”. – Ksiądz arcybiskup mówił, że nie chce zaczynać od rewolucji. Ale wiadomo było, że nadejdzie ten moment, gdy będzie musiał powiedzieć zdecydowanie prawdę o najważniejszych sprawach. Nie mam wątpliwości, że to, co dzieje się na naszych oczach, jest przełomowym momentem w historii polskiego Kościoła – mówi Stanisław Markowski.

Bamber z pochodzenia

Rodzinne korzenie abp. Marka Jędraszewskiego szczegółowo opisuje Jolanta Sosnowska w jego biografii-albumie „Ty masz zwyciężać”. Wspomina o jego pochodzeniu od Bambrów – od strony babci i matki: „Dziś mało kto, poza Wielkopolską, orientuje się, kto to byli Bambrzy, choć są bardzo ciekawym przykładem polonizacji całych grup społecznych. Polonizacji jak najbardziej dobrowolnej, wynikającej z atrakcyjności dawnej Rzeczypospolitej”. Bambrzy zostali sprowadzeni przez władze Poznania w latach 1719–1753, aby zasiedlić opuszczone wielkopolskie wsie, których ludność została zdziesiątkowana wskutek wojny i epidemii cholery.

Z inicjatywą ich sprowadzenia do Polski wystąpił bp Krzysztof Antoni Szembek, który w czasie pobytu w niemieckiej Górnej Frankonii zwrócił uwagę na ubóstwo tamtejszych chłopów. Zaproszono ich więc do znacznie bogatszej Rzeczypospolitej na wyludnione tereny, stawiając jako warunek osiedlenia wyznanie rzymskokatolickie. Katolicka wiara i mieszane małżeństwa Polaków z Bambrami sprzyjały szybkiej polonizacji niemieckich przybyszów, ale i przyjmowaniu w Poznaniu ich ludowych obyczajów. Do dziś w czasie procesji Bożego Ciała w Poznaniu widać dziewczynki w bamberskich strojach. 

Podczas zaborów, kiedy kanclerz Niemiec Otto Bismarck w ramach Kulturkampfu starał się ze wszystkich sił zniszczyć Kościół katolicki, Bambrzy opowiedzieli się po stronie polskiej, stając się polskimi patriotami. W końcu XIX wieku wśród katolickich mieszkańców wsi należących do miasta Poznania nie było ani jednej osoby deklarującej narodowość niemiecką. A potem Bambrzy brali udział w Powstaniu Wielkopolskim. Wśród nich wuj przyszłego arcybiskupa, Leon Kahl, odznaczony orderem Virtuti Militari, który zginął we wrześniu 1939 r. od niemieckich bomb. Pamięć o wuju była bardzo silna w rodzinie przyszłego arcybiskupa i wywarła na niego niemały wpływ.

Całość sylwetki abp. Jędraszewskiego w bieżącym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl