Przełomowe odkrycie IPN! Odnaleziono szczątki polskich żołnierzy zamordowanych przez UPA

zdjęcie ilustracyjne / By Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35727423

  

IPN prowadzi śledztwo, dzięki któremu po raz pierwszy w wolnej Polsce udało się odnaleźć i zidentyfikować ofiary UPA. Sprawa dotyczy zbrodni z końca lipca 1946 r. popełnionej na 14 żołnierzach 28. Pułku Piechoty WP w Jaworniku Ruskim na Podkarpaciu. - Nie ma żadnych wątpliwości, że odnalezione w Jaworniku Ruskim szczątki ludzkie należały do żołnierzy Wojska Polskiego - zapewnił szef pionu śledczego IPN prok. Andrzej Pozorski.

Sprawa dotyczy mordu z końca lipca 1946 r., który popełnił oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii na 14 żołnierzach 28 Pułku Piechoty Wojska Polskiego w okolicach Jawornika Ruskiego na Podkarpaciu.

Zbrodnię tę prokuratura IPN zakwalifikowała jako ludobójstwo, które nie ulega przedawnieniu.

W rozmowie z Polską Agencją Prasową prok. Pozorski, który kieruje Główną Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i jest zastępcą Prokuratora Generalnego, podkreślił, że sprawa ta jest jedną z najważniejszych dla pionu śledczego IPN. Opowiedział też o wielu szczegółach dotyczących śledztwa, przedstawiając m.in. prawdopodobny przebieg egzekucji.

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej prowadzą wiele śledztw, które dotyczą popełnienia zbrodni przez Ukraińską Powstańczą Armię, ale po raz pierwszy w toku prowadzonego postępowania udało nam się ustalić nie tylko miejsce pochowania ofiar, ale również - co jest naszym dużym sukcesem - doprowadzić do identyfikacji przynajmniej niektórych osób, których szczątki zostały ujawnione 

- powiedział prok. Pozorski.

Polacy mieszkający w Jaworniku Ruskim - podobnie jak w wielu innych miejscowościach na Podkarpaciu - w powojennych latach zmagali się z problemem ukraińskiego nacjonalizmu. Dziś ich potomkowie, ale także miłośnicy historii - jak opowiadał prok. Pozorski - poszukują śladów po dawnych walkach, w tym ukrytych w lasach mogił polskich ofiar, w tym swoich krewnych.

Na własną rękę przeszukują lasy, pola, różnego rodzaju tereny, analizują mapy rozmawiają ze starszymi ludźmi, by odnaleźć miejsca pochówku osób ich najbliższych czy też Polaków, którzy zginęli z rąk UPA 

- zaznaczył. Dodał, że właśnie w wyniku tego rodzaju działań w trudnym, zalesionym i podmokłym terenie, ok. 1 km od Jawornika Ruskiego, odkryto mogiłę, w której ujawniono nie tylko ludzkie szczątki, ale także łuski po nabojach.

O tym zdarzeniu został poinformowany prokurator IPN w Rzeszowie, który w tej sprawie wszczął śledztwo. Po przeprowadzeniu wstępnych czynności została podjęta decyzja o pracach ekshumacyjnych, w wyniku których podjęto 14 ludzkich szkieletów. Pragnę przy tym zwrócić uwagę, że na samym początku nikt nie wiedział czyje są to szczątki ludzkie. Informacje, które mieliśmy były tak naprawdę żadne i dopiero kolejne czynności, które były przeprowadzone i na miejscu zdarzenia, i później m.in. w archiwach, pozwoliły nam na postawienie pewnych wniosków i hipotez 

- opowiadał prok. Pozorski.

Przypomniał też przebieg prac biegłych, w tym archeologów, z końca lipca 2016 r., którzy dokładnie zbadali odkrytą jamę grobową, wcześniej prawdopodobnie będącą stanowiskiem obserwacyjnym UPA.

Przeszukano to miejsce i najbliższą okolicę. Zbadano mniej więcej teren o promieniu 50 metrów od jamy grobowej. I już w trakcie tych pierwszych, wstępnych oględzin całego tego miejsca ujawnione zostały łuski po nabojach, co wskazywało, że w tym miejscu miała miejsce egzekucja. Między innymi został też odnaleziony guzik, najprawdopodobniej z płaszcza munduru wojskowego, na którym widać było orzełka, co uprawdopodobniało hipotezę, że ofiarami byli Polacy 

- relacjonował prokurator.

Prokurator IPN wraz z biegłymi, którzy byli na miejscu zdarzenia, sformułowali kolejne wnioski.

Ustalono, że ofiary były mordowane wcześniej. Kazano im się położyć na ziemi, po czym oddawano strzały. Świadczy o tym to, że w jednym miejscu został ujawniony szereg pocisków, a z uwagi na bardzo mały obszar, bez wątpienia egzekucja nie miała jednorazowego charakteru, ale najprawdopodobniej kładziono po trzy, cztery osoby, mordowano je, po czym ciała ofiar wrzucono do owej jamy grobowej 

- powiedział prok. Pozorski.

To, że odnalezione szczątki należą do Polaków, stało się pewne po kolejnym odkryciu podczas prac archeologów.

To był bardzo ekscytujący moment w trakcie prac ekshumacyjnych. Otóż zostały ujawnione dwa szkaplerze i zaciśnięty w pięści sygnet. Jeden z medalików zawiera obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, drugi Matki Boskiej Częstochowskiej 

- mówił. Odnalezione artefakty stały się przedmiotem dalszych badań; przyjęto bowiem hipotezę, że żołnierz, który zginął z sygnetem w dłoni chciał w ten sposób być zidentyfikowany.

W badanie szczątków, a także w ich identyfikacje pion śledczy IPN zaangażował specjalistów Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, którzy w ostatnich latach ustalili tożsamość wielu wybitnych postaci Polskiego Państwa Podziemnego, w tym m.in. mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" czy Danutę Siedzikównę "Inkę". Z ich opinii wynika, że polscy żołnierze przed śmiercią zostali poddani wyjątkowo brutalnym przesłuchaniom.

Ofiary przed zamordowaniem były skrępowane i bez wątpienia maltretowane, bardzo ciężko pobite, ponieważ wiele kości nosi ślady uszkodzeń i połamań 

- podał prok. Pozorski.

Kolejnym krokiem była współpraca z historykami i wykonanie kwerend archiwalnych, które pozwoliły na odtworzenie krwawych wydarzeń z lipca 1946 r. Wskazówką, że chodzi właśnie o rok 1946 był rok produkcji odnalezionych pocisków, a także guzik z orłem bez korony, po wojnie powszechnie używany w Wojsku Polskim. Prokurator Pozorski przypomniał, że latem tego roku w okolice Jawornika Ruskiego zostali wysłani żołnierze 28 Pułku Piechoty WP z Przemyśla, którzy podjęli walkę z ukraińskim zbrojnym podziemiem.

W Archiwum Akt Nowych odnaleźliśmy depozyt w postaci akt Ukraińskiej Armii Powstańczej Okręgu VI. To relacje z działań, które rozegrały się 24 lipca 1946 roku, w tym jednego z członków UPA, z której wychodzi, że w trakcie działań wojennych wzięto do niewoli 14 żołnierzy polskich, w tym jednego w stopniu kaprala. I z tego opisu w sposób jednoznaczny wynika, że po ich przesłuchaniu zapadła decyzja o zlikwidowaniu żołnierzy 

- powiedział prok. Pozorski.

Wstępne hipotezy przyjęte w śledztwie zostały potwierdzone, ale prokuratura - jak relacjonował szef pionu śledczego IPN - podjęła kolejne czynności. Dzięki odnalezionemu w archiwach dokumentowi "Rozkaz Dowódcy 28. Pułku Piechoty nr 0149 z dnia 30 lipca 1946 roku" ustalono imiona i nazwiska 14 żołnierzy, którzy zostali uznani za zaginionych w dniu 24 lipca 1946 roku w Jaworniku Ruskim.

Następnie odnaleźliśmy rodziny trzynastu z nich, pobraliśmy materiał genetyczny i następnie zleciliśmy przeprowadzenie badań genetycznych przez Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie. W wyniku tych badań udało się do tej pory zidentyfikować czterech żołnierzy 

- poinformował prok. Pozorski.

Dla IPN to bez wątpienia duży sukces. To bardzo młode osoby, nie chcemy w tej chwili ujawniać ich nazwisk, a tym bardziej nazwisk osób, które zostały zidentyfikowane. W tej chwili trwają jeszcze intensywne czynności, chcemy ustalić jak najwięcej okoliczności z tej sprawy oraz ustalić sprawców tego zdarzenia 

- podsumował prokurator.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Siedemdziesiąt ofiar zamachu

zdjęcie ilustracyjne / geralt CC0

  

Ponad 70 osób zginęło dziś podczas ataku na obóz wojskowy w miejscowości Inates na zachodzie Nigru, niedaleko granicy z Mali - podały miejscowe źródła. To najkrwawszy atak terrorystyczny w tym kraju od 2015 roku.

Agencja AFP, powołując się na źródła, informuje że terroryści ostrzelali obóz pociskami i moździerzami, a w wyniku ostrzału wybuchało paliwo, co przyczyniło się do dużej liczby ofiar.

„Prezydent Republiki i dowódca sił zbrojnych Mahamadou Issoufou przerwał udział w odbywającej się w Egipcie konferencji na temat trwałego pokoju, bezpieczeństwa i rozwoju w Afryce, aby powrócić do Niamey po tragedii w Inates”

- przekazało biuro prezydenckie na Twitterze.

AFP przypomina, że we wtorek rząd Nigru przedłużył na trzy miesiące stan wyjątkowy w kilku departamentach, który trwa tam od 2017 r. Środek ten daje dodatkowe uprawnienia siłom bezpieczeństwa w walce z organizacjami dżihadystycznymi.

Północ regionu Tahoua i sąsiedni region Tillaberi są coraz częściej areną działań dżihadystów, którzy przedostają się tam z Mali. Nieszczelne granice między Nigrem, Mali i Burkina Faso powodują, że filie Al-Kaidy i Państwa Islamskiego zintensyfikowały w tym roku ataki na tamtejsze cele wojskowe i cywilne. W październiku br. organizacjom humanitarnym zakazano odwiedzania niektórych tamtejszych obszarów bez eskorty wojskowej.

Niger również stoi w obliczu zagrożenia na południowym wschodzie ze strony dżihadystów z Boko Haram i grupy związanej z IS, które mają siedzibę w Nigerii, ale często dokonują ataków w sąsiednim Nigrze, Czadzie i Kamerunie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl