Prezydent pożegnał Antoniego Zambrowskiego. Publicysta „GP” spoczął na Powązkach Wojskowych

zdjęcie ilustracyjne / Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

„Zamilkł głos ważnego świadka polskiej historii najnowszej, niestrudzonego obrońcy wolności i prawdy” - napisał prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników uroczystości pogrzebowych dziennikarza, działacza opozycji politycznej w PRL Antoniego Zambrowskiego.

Antoni Zambrowski spoczął dziś na stołecznych Wojskowych Powązkach.

„Odszedł Antoni Zambrowski – odważny i mądry patriota, znakomity dziennikarz o wielkiej wiedzy i kulturze, były działacz opozycji demokratycznej i więzień polityczny reżimu komunistycznego. Zamilkł głos ważnego świadka polskiej historii najnowszej, niestrudzonego obrońcy wolności i prawdy, a także suwerenności, tożsamości i dobrego imienia naszej Ojczyzny”

- napisał prezydent.

Jak przypomniał, uwarunkowania rodzinne sprawiły, że od najmłodszych lat Zambrowskiego kształtowali ludzie „wyznający wartości biegunowo przeciwne”. „Jego światopogląd wydawał się jednoznacznie uformowany, a dalsze koleje życia i moralne wybory w ogólnym zarysie przesądzone, związane z zaangażowaniem w sprawę komunizmu. Jednak Antoni Zambrowski był także człowiekiem w najlepszym znaczeniu tego słowa wolnym. Człowiekiem sumienia niegodzącym się na fałsz i niesprawiedliwość” - podkreślił Andrzej Duda.

„Zabiegał o wolność religii i prawa ludzi wierzących, a nade wszystko o Polskę prawdziwie niepodległą i sprawiedliwą (...) W imieniu wolnej i demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej składam dzisiaj uroczysty hołd jej szczególnie zasłużonemu Obywatelowi. Dziękuję Mu za poruszający i niezwykle inspirujący przykład wierności najwyższym ideałom, za świadectwo osobistej uczciwości oraz wypróbowanej lojalności wobec Ojczyzny i Narodu”

- zaznaczył prezydent.

Antoni Zambrowski był dziennikarzem, publicystą m.in. „Gazety Polskiej”, społecznikiem i działaczem opozycji politycznej w PRL. Zmarł 27 stycznia w wieku 85 lat. Został pochowany dziś na Powązkach Wojskowych w rodzinnym grobie.

Uroczystościom pogrzebowym na Wojskowych Powązkach towarzyszyła oprawa wojskowa. Przy grobie zaciągnięto wartę honorową, a Kompania Reprezentacyjna WP oddała trzykrotną salwę honorową. Na miejscu ostatniego spoczynku złożono wieńce w imieniu m.in. prezydenta, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz rodziny. Uroczystość poprzedziła msza św. w kościele pw. św. Jozafata.

Homilię wygłosił o. Jacek Salij.

- Znałem go, trudno powiedzieć dobrze, ale długo i w gruncie rzeczy serdecznie (...). Jego życie było życiem człowieka, któremu w Polsce Ludowej nie było łatwo, zwłaszcza dlatego, że jego pochodzenie było tak jednoznacznie komunistyczne (...) złożył piękne świadectwo, że niezależnie od pochodzenia, od środowiska, w którym się było wychowanym Pana Boga i da się odnaleźć i da się mu służyć. Ci, którzy go znali wiedzieli jak wiele się modlił na różańcu (...) dziękujemy ci Panie Boże, że dałeś go naszemu polskiemu społeczeństwu

- dodał duchowny.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Co najmniej 1,7 mln na ulicach Hongkongu

zdjęcie ilustracyjne / Studio Incendo CC BY 2.0

  

Co najmniej 1,7 mln osób wzięło udział w niedzielę w antyrządowej manifestacji w Parku Wiktorii w Hongkongu – podali organizatorzy, apelując do władz o wysłuchanie głosu protestujących. Według policji w szczytowym momencie demonstrowało 128 tys. osób.

Część uczestników manifestacji przeszła z Parku Wiktorii do dzielnicy Central oraz przed budynki rządowe w dzielnicy Admiralty. Policja wyraziła zgodę na demonstrację w parku, ale nie zezwoliła na marsz do Central, o co wnioskował organizator, Obywatelski Front Praw Człowieka (CHRF).

Przedstawiciel Frontu Jimmy Sham ocenił to jako „nieuzasadnione restrykcje” nałożone przez policję i dodał, że z ich powodu wiele osób nie mogło nawet wejść do Parku Wiktorii, gdy był on już wypełniony ludźmi. W szacunkowej liczbie 1,7 mln nie uwzględniono tych, którzy nie dostali się do parku, lecz byli zmuszeni iść prosto w kierunku Central i Admiralty – wyjaśnił.

Choć po oficjalnym zakończeniu manifestacji część jej uczestników zablokowała ulicę Harcourt Road w Admiralty, niedzielny wieczór był stosunkowo spokojny. Protestujący, którzy blokowali ulicę, rozeszli się po ostrzeżeniach ze strony policji i nie doszło do starć.

Sham ocenił, że pokojowy protest był „dokładnie tym, czego życzyła sobie (szefowa administracji Hongkongu) Carrie Lam”. Jego zdaniem musi ona odpowiedzieć na pięć postulatów, zgłaszanych przez protestujących, aby „pokazać Hongkończykom, że opinie wyrażone pokojowo i racjonalnie mogą zostać wysłuchane”. „Jeśli pozostanie głucha, podsyci kolejne radykalne protesty” - ocenił.

Był to już 11. z rzędu weekend protestów przeciwko władzom Hongkongu i zgłoszonemu przez nie projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Protestujący żądają również niezależnego śledztwa w sprawie możliwego nadużycia siły przez policję, uwolnienia wszystkich osób zatrzymanych w związku z demonstracjami, wycofania wobec nich określenia „zamieszki” oraz powszechnych, demokratycznych wyborów władz regionu.

CHRF złożył już wniosek w sprawie kolejnego marszu, planowanego na 31 sierpnia – podała publiczna hongkońska rozgłośnia RTHK.

W ostatnich tygodniach regularnie dochodziło do starć pomiędzy protestującymi a policją. Hongkońskie władze zarzucały demonstrantom brutalność, a rząd centralny ChRL dopatrywał się w ich działaniach „oznak terroryzmu”. Chiny zgromadziły tymczasem oddziały Zbrojnej Policji Ludowej w mieście Shenzhen po drugiej stronie granicy administracyjnej, co większość komentatorów uznaje za pokaz siły i próbę wystraszenia demonstrantów.

Krytycy nowelizacji prawa ekstradycyjnego uznają ten popierany przez Pekin projekt za zagrożenie dla praworządności Hongkongu i kolejny przejaw ograniczania jego autonomii przez komunistyczny rząd centralny ChRL. Początkowo wyrażali swój sprzeciw w dużych, pokojowych marszach, co jednak nie przekonało władz Hongkongu do wycofania projektu ustawy.

Dopiero po okupacji okolic siedziby parlamentu i starciach z policją z 12 czerwca, w których obrażenia odniosło co najmniej 81 osób, lokalny rząd ogłosił bezterminowe wstrzymanie prac nad projektem nowelizacji. Lam oświadczyła później, że projekt „jest martwy”, ale odmówiła jego całkowitego wycofania, czego domagają się demonstranci.

W 2014 roku władze nie ustąpiły pod żądaniami setek tysięcy uczestników tzw. rewolucji parasolek, którzy domagali się powszechnych wyborów szefa hongkońskiej administracji. Lam została na to stanowisko wybrana przez lojalny wobec Pekinu komitet elektorów. Według demokratów wykonuje ona polecenia rządu centralnego i nie liczy się ze zdaniem Hongkończyków, co doprowadziło do obecnego kryzysu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl