Kto odpowiada za ataki na dziennikarzy? Poseł Lichocka jest pewna. "To przemyślana strategia"

Joanna Lichocka / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

Poseł Joanna Lichocka z Prawa i Sprawiedliwości twierdzi, że to opozycja jest winna ataków na dziennikarzy, jakie od lat mają miejsce w przypadku mediów prawicowych. Niestety, wciąż zdarza się, że ktoś próbuje usprawiedliwiać akty przemocy. O tym Lichocka mówiła dziś w "Sygnałach Dnia" w radiowej Jedynce.

Atak zwolenników "totalnej opozycji" na Magdalenę Ogórek wzbudził oburzenie wielu środowisk. Od prawa do lewa sceny medialnej i politycznej pojawiły się głosy wsparcia dla napadniętej dziennikarki Telewizji Polskiej. Ku wielkiemu zdumieniu wielu osób, znaleźli się jednak tacy ludzie, którzy próbowali... usprawiedliwiać ten akt przemocy.

Moje zdumienie wzbudziły całkiem nowe wypowiedzi Jacka Żakowskiego, który w jednej ze stacji usprawiedliwiał atak na Magdalenę Ogórek, mówiąc, że sama jest sobie winna. To skandaliczna wypowiedź, która spotkała się z ostrą reakcją redaktora Wojciecha Czuchnowskiego z "Gazety Wyborczej", który powiedział, że jak można mówić, że ofiara jest sama sobie winna. Po stronie antyrządowej jest takie zaślepienie, które kibicuje aktom przemocy. Ataki na dziennikarzy to nie kwestia dni czy tygodni, ale kwestia lat. Rada Mediów Narodowych wydała apele do polityków opozycji, żeby powstrzymali ataki na dziennikarzy mediów publicznych. Apelowaliśmy dwukrotnie do polityków PO i innych partii opozycyjnych i zaprzestaniu tworzenia klimatów, który sprzyjałby atakom.

- powiedziała poseł Joanna Lichocka w rozmowie z redaktor Katarzyną Gójską w "Sygnałach Dnia" radiowej Jedynki.

Warto podkreślić, w jaki sposób Platforma Obywatelska zareagowała na te apele.

Politycy PO zupełnie to zlekceważyli. Mówiliśmy wyraźnie, że to zamach na wolność słowa i to sprzyja przemocy. PO w najmniejszy sposób nie skorygowała swojej strategii, bo to strategia którą stosują w sposób przemyślany od początku kiedy przegrali wybory. deprecjonowanie, świadome tworzenie agresji, żeby jakakolwiek krytyka wobec po była mniej skuteczna. chodzi o zastraszenie dziennikarzy, jest to przemyślana strategia. PO jest przyzwyczajona do monopolu do rynku mediów.

- wyjaśnia Lichocka.

Parlamentarzystka jest przekonana, że to właśnie partia Grzegorza Schetyny ponosi odpowiedzialność za tę sytuację.

Od dwóch lat wiedzą, że ten problem jest. Teraz, jeżeli politycy PO mówią: "Ojej, nie można tak robić", to jest hipokryzja. To, co się stało to efekt budowania agresji wobec polityków PO wobec polityków opozycji.

- zakończyła.


SONDA
Wczytuję sondę...

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niemcy będą mieli droższy prąd

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

W Niemczech w 2020 roku znowu wzrosną rachunki za prąd. Gospodarstwa domowe zapłacą od około 20 euro do ponad 50 euro więcej w skali roku. Ceny prądu w Niemczech dla klientów indywidualnych i tak należą do najwyższych w Unii Europejskiej.

Powodem kolejnej podwyżki jest planowane zwiększenie opłaty na wsparcie odnawialnych źródeł energii (tzw. EEG-Umlage). Jest ona uiszczana przez odbiorców w rachunkach za prąd i stanowi ok. 25 proc. całej ceny. O planowanym wzroście poinformowali we wtorek operatorzy największych sieci przesyłowych energii.

Obecnie wysokość EEG-Umlage za kilowatogodzinę wynosi 6,41 eurocenta. W 2020 roku będzie to o 5,5 proc. więcej - 6,76 eurocenta. Nie jest to jednak jedyny składnik podwyżki. Średnio o 9 proc. wzrosnąć ma też opłata sieciowa, która składa się na kolejną jedną czwartą końcowego rachunku.

Decyzja, czy przerzucić wyższe opłaty na odbiorców indywidualnych, należy co prawda do dostawców prądu, ale eksperci są zgodni, że do tego dojdzie.

Jak wyliczył tygodnik "Der Spiegel", jednoosobowe gospodarstwo domowe zapłaci w 2020 roku średnio o około 21 euro więcej w skali rocznej, gospodarstwo trzyosobowe - około 37 euro, a czteroosobowe - 53 euro.

Roczne rachunki za prąd czteroosobowego gospodarstwa domowego wynoszą w RFN około 1200 euro. Ceny energii elektrycznej w Niemczech i Danii należą do najwyższych w Unii Europejskiej.

Tabloid "Bild" w środę z oburzeniem skomentował zapowiedziane podwyżki.

"Wielka koalicja reklamowała swój pakiet klimatyczny, mówiąc o sprawiedliwości społecznej. Tymczasem wychodzi na to, że zapowiadane ulgi będą nic nie warte. Coś podobnego można życzliwie nazwać naginaniem liczb. Albo po prostu kłamstwem. Takie eksperymenty księgowe nie przekonają obywateli do ochrony klimatu. Nie może tak być, że na końcu to zawsze obywatel budzi się z ręką w nocniku"

- przekonuje najpoczytniejszy dziennik w RFN.

W ubiegłym tygodniu rząd Niemiec przyjął tzw. pakiet klimatyczny, czyli szereg projektów ustaw dotyczących ochrony klimatu. Wprowadza on m.in. wiążący prawnie cel ograniczenia emisji CO2 oraz zobowiązuje wszystkie ministerstwa, by do tego celu dążyły.

Zgodnie z przyjętymi projektami ustaw do 2030 roku Niemcy mają emitować o 55 proc. mniej gazów cieplarnianych niż w roku 1990. Do 2050 roku RFN ma stać się "neutralna klimatycznie", czyli osiągnąć zerowe emisje netto.

Oprócz promowania podróży transportem publicznym przewiduje się podniesienie cen biletów samolotowych oraz kosztów emisji CO2. Wszystkie zyski z nowego systemu wyceny emisji CO2 zgodnie z zapowiedziami mają być przeznaczone na ochronę klimatu lub wracać do obywateli w postaci ulg podatkowych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl