Pamiętamy, jak za komuny ludzie odpowiedzialni za masakrę na Wybrzeżu w latach 70. otrzymywali ciepłe posadki, a bliscy ofiar byli piętnowani i prześladowani. Wygląda na to, że także teraz stosuje się w Polsce mechanizmy wypracowane przez rządy komunistyczne. Rząd Donalda Tuska, przy wsparciu większości głównych mediów, konsekwentnie realizuje proces wymazywania z pamięci sprawy smoleńskiej – mówi poseł PiS Andrzej Duda, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w rozmowie z Samuelem Pereira, "Gazeta Polska Codziennie".

- Mówił Pan wielokrotnie o pozbywaniu się odpowiedzialności, o demontażu państwa przez Platformę. Jak bardzo ten proces miał wpływ na katastrofę smoleńską?
- Powiem wprost: premier Donald Tusk i jego współpracownicy od początku robią wszystko, by problemu odpowiedzialności za Smoleńsk nie było. Nigdy nie usłyszeliśmy precyzyjnej odpowiedzi na podstawowe pytanie: w jaki sposób doszło w ogóle do podjęcia decyzji o zastosowaniu konwencji chicagowskiej? Dlaczego Tusk zgodził się na tę propozycję strony rosyjskiej? Premier ma do dyspozycji swoich doradców w kancelarii i całą ekipę prawników zajmujących się prawem międzynarodowym, chociażby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych czy Ministerstwie Sprawiedliwości. W ciągu kilku godzin mógł mieć dokładną analizę sytuacji prawnej między Polską a Rosją, umów i przepisów międzynarodowych.

- Miedwiediew w rozmowie z Tuskiem zaproponował wspólne śledztwo. Premier pytany, dlaczego na to nie przystał, mówi, że rozmowę traktował jedynie jako „kondolencyjną, emocjonalną?
- To obraz braku kompetencji Donalda Tuska w sprawach międzynarodowych. A fakty są takie, że rosyjski prezydent złożył poważną deklarację, którą należało wykorzystać, kierując się polskim interesem. Zwłaszcza że – z tego, co słyszałem – w pierwszych godzinach po katastrofie działania śledcze były wspólne. Dopiero w momencie ostatecznego wyboru konwencji chicagowskiej ta współpraca zniknęła. Nagle polski samolot wojskowy stał się samolotem cywilnym. A skoro prezydent Miedwiediew wysunął taką propozycję, to należy mówić o poddaniu się Donalda Tuska Władimirowi Putinowi. Pytanie: porażka dyplomatyczna i polityczna czy zdrada? Trudno to rozważać w innych kategoriach.

- Co mógł zrobić premier?
- Donald Tusk w ogóle nie skorzystał z dorobku rządów po 1989 r., czyli z tego, że jesteśmy członkiem NATO i Unii Europejskiej, dwóch potężnych międzynarodowych organizacji, w tym jednej o charakterze wojskowym. Wysoko postawieni oficerowie NATO wyrażali zdumienie, że nie otrzymali w tej sprawie żadnego sygnału ze strony polskiej. Zostaliśmy ośmieszeni na arenie międzynarodowej i sponiewierani przez Rosję.
Rządowa komisja Jerzego Millera za Rosjanami stwierdziła w swoim raporcie, że gen. Andrzej Błasik był w kabinie pilotów. Okazało się, że to kłamstwo, ale nie wiemy, kto po polskiej stronie taką konkluzję przyjął. Winnych nie ma.

- Pan mówi o braku odpowiedzialności, a w tej sprawie obserwujemy także nagradzanie winnych.
- Jerzy Miller był ministrem, teraz jest wojewodą małopolskim, a za fałszywe wnioski w raporcie powinien odejść całkowicie ze służby państwowej. Jeszcze mocniejszym przykładem nagradzania ludzi, którzy w praworządnym kraju powinni ponieść odpowiedzialność, jest Biuro Ochrony Rządu. Jego szef gen. Marian Janicki dostał po tragedii smoleńskiej odznaczenie i awans. Parę tygodni temu pojawiły się przecieki, że jest szykowany na ambasadora. Nawet w raporcie komisji Millera przyznano, że minister Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, nie dopełnił swoich obowiązków jako koordynator lotów VIP. Potwierdził to później raport z kontroli NIK-u. A jakie konsekwencje wyciągnięto wobec ministra Arabskiego? Dostał od Donalda Tuska stanowisko szefa kancelarii na drugą kadencję.

- To, co Pan opisuje, kojarzy się bardzo ponuro.
- Pamiętamy, jak za komuny ludzie odpowiedzialni za różnego rodzaju zbrodnie, w tym masakrę na Wybrzeżu w latach 70., otrzymywali ciepłe posadki, a bliscy ofiar byli piętnowani i prześladowani. Wygląda na to, że także teraz stosuje się w Polsce mechanizmy wypracowane przez rządy komunistyczne. Rząd Donalda Tuska, przy wsparciu większości głównych mediów, konsekwentnie realizuje proces wymazywania z pamięci sprawy smoleńskiej i ośmieszania tych, którzy żądają jej wyjaśnienia. Nagradza się winnych, podważa wartość wraku jako dowodu, kpi się z opinii niezależnych ekspertów.

- Okazuje się, że w tym roku nie będzie oficjalnych polskich uroczystości w Katyniu. Dlaczego?
- Po pierwsze, zbrodni katyńskiej i tragedii smoleńskiej nie da się propagandowo rozdzielić, a Polacy mają zapomnieć o Smoleńsku. Po drugie, rzekome przyjazne gesty strony rosyjskiej w sprawie zbrodni katyńskiej, o których tyle słyszeliśmy z ust Donalda Tuska i jego ministrów w 2010 r., okazały się farsą, więc o Katyniu lepiej nie wspominać.

- Prof. Michael Baden stwierdził, że Polska jest pierwszym krajem, w którym nie dopuszczono go do badań zwłok. Skąd ten opór?
- Po katastrofie, gdy jeszcze pracowałem w Kancelarii Prezydenta, pamiętam ciśnienie ze strony rządu, żeby sprawę pochówku zakończyć jak najszybciej. Zbliżały się wybory prezydenckie, a Platformie było nie na rękę, by katastrofa smoleńska była głównym tematem. To konsekwentnie realizowana taktyka, według której Polacy mają zapomnieć o Smoleńsku.

Cały wywiad w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"