Czy powrót na scenę po latach przerwy był dla Pani trudny? A może przeciwnie - przyszło to Pani bardzo łatwo?

Powrót był dla mnie zaskakujący. Już jakiś czas temu pożegnałam się ze sceną i raczej w tamtą stronę nie spoglądałam. Może tylko czasami, z wielkim sentymentem, ale i nieśmiałością, brakiem odwagi, by jeszcze coś zrobić w tym kierunku. Natomiast uwielbiam występować, kocham scenę, robię to od dziecka - miałam kilka lat, gdy zaczynałam na scenie, tańcząc, i kocham to robię. Cieszę się, że to wróciło.

A co skłoniło Panią do powrotu? Tęsknota za sceną?

To oczywiście też, ale przede wszystkim ludzie, którzy o mnie nie zapomnieli. To szalenie miłe, że były i są osoby, które chcą się ze mną bawić. Sama kojarzę te osoby z koncertów sprzed 15 czy 20 lat - oni mieli wówczas po 10 czy 12 lat, a dziś są już dorosłymi ludźmi, mają swoje rodziny... To poruszające.

A hejterzy? Dziś od ich ataków nie jest wolny chyba żaden artysta, a pewnie znaleźli się tacy, którzy krytykują Pani powrót do showbusinessu. Jak sobie Pani radzi z negatywnymi komentarzami?

Po prostu ich nie czytam. Oduczyłam się tego - kiedyś przejmowałam się każdym komentarzem, dotykało mnie to, a teraz powiem szczerze - cudowne jest odkrycie, że świat nie musi istnieć z tymi wszystkimi portalami, które hejtują znanych ludzi. Nie czytając tych serwisów, niczego nie tracę. Świat dalej biegnie, nawet powiedziałabym: w sposób o wiele bardziej przyjemny, miły. I jest mi z tym dobrze. Oczywiście, że anonimowo jest łatwiej na kimś wyładować swoje frustracje, ale to mali bohaterowie. Szkoda na nich czasu i sił.

W swoim najnowszym singlu pt. „Not Perfect” śpiewa Pani o nowym początku i akceptacji tego, że ludzie nie są perfekcyjni. Czy można to potraktować jako refleksję, przesłanie na Nowy Rok?

Trochę tak. Nie jesteśmy idealni - gdyby tak było, stalibyśmy się zaprogramowanymi robotami. Mamy prawo do tego, by się mylić, by mieć na swoim koncie porażkę, z której się podnosimy. Fajnie jest tylko leżeć i pachnieć, ale tak po prostu się nie da. Nawet te osoby, którym wystarcza pieniędzy do tego, by leżeć i pachnieć, mają swoje, inne problemy.

A czy singiel jest zapowiedzią nowej płyty?

To tylko singiel. Może w przyszłości wydamy jeszcze jedną piosenkę, ale na razie nie siłujemy się na całą płytę.

Co prawda kobiet o wiek się nie pyta, ale może mi Pani wybaczy… Niedawno przekroczyła Pani czterdziestkę. Wiele gwiazd podkreśla, że to dla nich „magiczna” liczba, że to czas nie tylko podsumowań i rozliczania się z przeszłością, ale i nowy rozdział w karierze, być może w bardziej dojrzałej formie. Czy zgadza się Pani z tym? Jak Pani postrzega ten „przełom” w swoim życiu i karierze?

Staram się tego nie robić. Czas podsumowań brzmi jakoś bardzo dojrzale, sugeruje, że jestem już z górki... (śmiech). Chcę być jeszcze na fali wznoszącej. Oczywiście pewne etapy w życiu trzeba podsumowywać, ale nie uważam, że czterdziestka jest jakimś momentem przełomowym. Sama dużo przebywam z młodzieżą, czerpię od nich sporo inspiracji i może dzięki temu czuję się też młodsza. Może gdy zacznie mi coś dolegać, to zacznę przejmować się wiekiem i liczbami. (śmiech)

Czy występowała Pani kiedyś w Wilnie?

To moje wielkie marzenie. Nigdy nie byłam w Wilnie, ale jestem otwarta na zaproszenie i pierwsza będę biec, jeśli taka oferta się pojawi.

Czego życzyłaby Pani czytelnikom „Kuriera Wileńskiego Magazynu” w Nowym Roku?

Życzę przede wszystkim zdrowia, bo tego sobie nie kupimy. Ale oprócz tego życzę radości z przebywania ze sobą, życzę uśmiechu do innych ludzi, bo to naprawdę działa. No i mam takie małe życzenie - byśmy próbowali polubić siebie. Wstać rano, spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się do siebie. Tego nieco nam wszystkim brakuje.

Mandaryna (ur. 12 marca 1978 r. w Łodzi)
Właściwie nazywa się Marta Wiśniewska, z domu Mandrykiewicz (stąd wziął się jej artystyczny pseudonim). Jest tancerką, choreografką, wokalistką, aktorką i prezenterką telewizyjną. Jej taneczna kariera nabrała tempa w zespole Ich Troje. W 2004 r. Mandaryna zadebiutowała jako wokalistka. Jej dwa pierwsze krążki - Mandaryna.com (2004) i Mandarynkowy sen (2005) odniosły sukces, a promujący drugą płytę utwór "Ev'ry Night" stał się przebojem. W 2009 r. ukazał się trzeci album Mandaryny pt. "AOK". Jednym z największych hitów Mandaryny jest "Ev'ry Night". Piosenka doczekała się ponad pięciu milionów odsłon na YouTube

 

 

Wywiad z Mandaryną ukazał się w "Kurierze Wileńskim Magazynie" z 26 stycznia 2019 r. Publikujemy go dzięki uprzejmości magazynu.