Prowadzenie działań w specyficznym środowisku walki – taki był temat trzydniowego szkolenia, w trakcie którego zwiadowcy ze świętoszowskiej jednostki zmagali się z górskim terenem, śniegiem, niskimi temperaturami oraz ograniczoną widocznością. W wykonywaniu zadań przeszkadzało im jeszcze coś. Każdy z żołnierzy prowadził wewnętrzną walkę z samym sobą, ze swoją psychiką, po to aby po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w górach, móc z dumą i zadowoleniem powiedzieć  'Dałem radę, nie było aż tak źle' — czytamy na portalu 10. BKPanc.

Żołnierze doskonalili swoje umiejętności z zakresu realizacji zadań w środowisku górskim zimą, w tym technik pokonywania terenu, nawigacji, organizacji posterunków obserwacyjnych, organizacji bytowania oraz współdziałania w zespole. Podczas gdy jeden pluton pokonywał wyznaczony odcinek terenu na nartach biegowych, drugi w tym czasie przemieszczał się, wykorzystując do tego celu rakiety śnieżne. W trakcie wykonania marszu żołnierze posiadali oczywiście obowiązkowe wyposażenie, które zabrali ze sobą w plecakach. Było tam wszystko to, co miało zapewnić zwiadowcom przetrwanie w niekomfortowych warunkach oraz wykonywanie zadań, które stawiali im przełożeni. Z każdym pokonywanym kilometrem plecaki wydawały się być coraz cięższe, a wysoki śnieg dodatkowo utrudniał marsz — podaje pancerna brygada.

Po pokonaniu kilkunastu kilometrów, które wiązały się z nieustannym szkoleniem i doskonaleniem wiedzy oraz posiadanych umiejętności, żołnierze mogli rozpocząć przygotowanie do noclegu. Rozpocząć, ponieważ zanim udali się na zasłużony odpoczynek, musieli sami przygotować sobie miejsce do spania. Nocowali w terenie przygodnym , czyli tam, gdzie skończyli marsz. I tak przez trzy dni — czytamy.