Reakcja na tekst "Gazety Wyborczej" o nagraniach rozmów z udziałem prezesa PiS Jarosław Kaczyńskiego musiała zirytować kierownictwo redakcji. Bo nie tylko politycy PiS określili ich "bombę", jako "kapiszon", ale także wiele innych mediów i komentatorów politycznych z ironią komentowało "rewelacje".

To najwyraźniej wywołało nerwową reakcję, skoro zamieszczono tak karygodny wpis.

W "Wyborczej" wiedzą, że nie ma śledztwa, nie ma żadnych zarzutów, a tym samym nikt nie jest podejrzanym. Mających takich ekspertów od prawa i dziennikarstwa śledczego jak Wojciech Czuchnowski, zdają sobie z tego sprawę doskonale. Czyli to celowa zagrywka?

Nawet jeśli to pomyłka jakiegoś redaktora od twittera, to już kilkanaście minut po opublikowaniu wpisu pojawiły się jednoznaczne komentarze. Wręcz ostrzeżenia.

 

 

Pomimo to wpis na koncie gazeta.pl wisiał przez ponad godzinę. Profil gazeta.pl obserwuje niemal 600 tys. osób i do tylu użytkowników internetu mogło dotrzeć uderzające w Jarosława Kaczyńskiego kłamstwo.