Słowo przeciwko słowu? Nie w tym przypadku. Policjanci będą nagrywać interwencje

Zdjęcie ilustracyjne / Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Kamery umieszczone na mundurach będą od jutra nagrywać interwencje policjantów w Łodzi. Do komendy miejskiej trafiło blisko 300 urządzeń. Mają one pomóc w rozstrzyganiu sporów i stanowić dowód w razie zniewagi lub napaści na funkcjonariuszy.

"Łódzka drogówka oraz policjanci z wydziału patrolowo-interwencyjnego rozpoczynają testy kamer nasobnych. Wcześniej urządzenia sprawdzali funkcjonariusze w garnizonie stołecznym, dolnośląskim i podlaskim. Z ich wniosków wynika, że jest on bardzo przydatny, szczególnie w sytuacjach spornych, kiedy jest słowo przeciwko słowu"

– powiedziała dziś rzecznik prasowa Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Łodzi st. asp. Marzanna Boratyńska podczas prezentacji sprzętu.

Dodała, że funkcjonariusze będą nagrywali zdarzenia podczas interwencji na łódzkich ulicach, a więc w miejscach publicznych. Nagrania mają być dowodem w razie spornych sytuacji dotyczących pracy policjantów, a także służyć jako dowód na zniewagę czy napaść na funkcjonariusza. Daje to większą transparentność działań policji i zwiększa bezpieczeństwo mundurowych.

"Kamery będą używane w codziennej pracy policjantów. Każde z urządzeń przypisane jest do konkretnego funkcjonariusza i każda jego interwencja zostanie nagrana. Standardowo zapis będzie przechowywany przez 30 dni, a w przypadku dowodu w sprawie sądowej – przez rok"

– tłumaczyła st. asp. Boratyńska.

Kamery nagrywają obraz i dźwięk. Wyposażone są w promiennik podczerwieni, który umożliwia zapis obrazu w warunkach zmniejszonej widoczności. W trybie ciągłym mogą pracować do 10 godzin.

Do łódzkiej policji trafiły 293 kamery, z czego 178 będzie wykorzystywanych przez funkcjonariuszy Wydział Ruchu Drogowego, a pozostałe przez Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego. Koszt zakupu wraz z systemem to 1,7 mln zł.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Premier Hiszpanii zgodził się przyjąć statek z migrantami. Spadła na niego fala krytyki

/ Von Gregor Rom - Eigenes Werk, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=67851365

  

Hiszpańskie media oraz politycy, głównie opozycji, nie szczędzą rządowi Pedro Sancheza krytyki w związku z wydaniem w niedzielę zgody na przyjęcie statku organizacji Open Arms ze 107 migrantami na pokładzie. Ale wątpliwości co do decyzji ma nawet wicepremier Carmen Calvo.

Wiceszefowa hiszpańskiego rządu potwierdziła, że socjalistyczny gabinet zgodził się na otwarcie portów na Balearach dla jednostki z nielegalnymi migrantami, której przyjęcia przez dwa tygodnie odmawiały Włochy. Wcześniej w niedzielę rząd Sancheza zgodził się na wpłynięcie jej do portu w Algeciras, ale kapitan statku Open Arms odrzucił tę propozycję, twierdząc, że to zbyt odległy kierunek.

Calvo zaznaczając, że do poniedziałkowego południa rząd nie otrzymał odpowiedzi ze strony Open Arms, nie ukrywała niezadowolenia z możliwości przyjęcia statku z migrantami. Zarzuciła kapitanowi jednostki, jak i kierownictwu tej pozarządowej organizacji “nieodpowiedzialność”.

- Statek mógł dotrzeć do Malty, aby część pasażerów została przyjęta przez ten kraj. Open Arms wolał jednak płynąć do Włoch

 - powiedziała w rozmowie z radiem “Cadena Ser” Calvo.

W poniedziałek krytyki Sanchezowi nie szczędzą posłowie opozycji parlamentarnej, a także media. Dzienniki “El Mundo” i “ABC” wskazują, że premier uległ naciskom międzynarodowym, aby przyjąć Open Arms, która “w przeszłości złamała już porozumienie” z Madrytem w sprawie dostarczania migrantów do hiszpańskich portów.

- Wystarczyły słowa krytyki ze strony aktora Richarda Gere i lewicowych aktywistów, aby Sanchez chciał upiększyć swój wizerunek (…). Jego rząd pokazuje, że nie prowadzi poważnych działań w polityce migracyjnej i jest uległy na naciski określonych grup

 - napisał “El Mundo”.

W czerwcu hiszpańska pozarządowa organizacja Open Arms złamała warunki porozumienia z władzami w Madrycie, na podstawie którego w kwietniu wypuszczony został z portu w Barcelonie jej statek. Aktywiści, którzy zobowiązali się odstąpić od działań polegających na wyławianiu płynących do Europy migrantów, wypłynęli w kierunku Libii. Jednostka miała zakaz prowadzenia misji na Morzu Śródziemnym od stycznia 2019 r.

- Jesteśmy zablokowani sześć miesięcy. Nie wytrzymamy już dłużej. Podnosimy kotwicę i płyniemy. Prędzej zostaniemy uwięzieni niż staniemy się wspólnikami

 - oświadczył w czerwcu w komunikacie szef Open Arms Oscar Camps.

Zgodnie z hiszpańskimi przepisami za nielegalne wypłynięcie w morze jednostki Open Arms organizacji tej grozi grzywna do 901 tys. euro.

Zablokowanie w porcie w Barcelonie statku organizacji Campsa to nie pierwsza sytuacja z uniemożliwieniem tej jednostce pływania po Morzu Śródziemnym. W przeszłości przez miesiąc była ona blokowana we Włoszech, gdzie tamtejszy rząd oskarżył Open Arms o udział w procederze przerzucania do UE nielegalnych migrantów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl