Karolina Korwin-Piotrowska, która niedawno pożegnała się ze stacją TVN, przoduje w internecie jako naczelna przeciwniczka hejtu i dyskryminacji. Po tym jednak, jak internauci zaczęli przypominać jej wyśmiewanie innych celebrytów, a nierzadko kolegów i koleżanek Korwin-Piotrowskiej z branży, dziennikarka obraziła się i zablokowała możliwość komentowania swoich postów na Instagramie. Ciekawa rzecz wydarzyła się również z jej Facebookiem - na kilka tygodni Piotrowska straciła swoje konto. Jeszcze parę dni temu pisała o tym w ten sposób:

Jeśli odzyskam Facebooka, to nawet nie wiem czy go nie zlikwiduje. Jeśli odzyskam. Na razie siedem lat pracy, 135 tys super aktywnych fanów leci w kosmos. Dzizas €&#}$#%!?¥>{, ze tak powiem. Ale życie póki co toczy się dalej, róbmy swoje, jak mawiał genialny Wojciech Młynarski?

- odgrażała się. I choć dziennikarka odzyskała facebookowy profil (swoją drogą polecamy zapoznać się z "regulaminem" obowiązującym na jej nowym koncie - internauci już nazwali go "czystym złotem"), a negatywne komentarze blokowane na Instagramie już nie burzą jej harmonii, to internet pewnych rzeczy nie zapomina. 

W jednym z wpisów dziennikarka została nazwana "matką chrzestną hejtu". Wszystko za sprawą jej własnych słów, które padły w emitowanym w latach 2006-2007 w TVN programie "Magiel towarzyski". Choć formuła programu opierała się na kąśliwym komentowaniu życia celebrytów, Korwin-Piotrowska wiodła w tej sztuce prawdziwy prym. Najbardziej "soczyste" wypowiedzi (które dziś nazwalibyśmy po prostu "hejtem") przypomniał Piotr Grabarczyk w artykule pt. "Kto wymyślił hejt w Polsce?"

Popełniłabym samobójstwo, gdybym musiała którąś się zajmować.

- odparła Korwin-Piotrowska na pytanie, czy zajęłaby się karierą Dody i Edyty Górniak.

Wiem jedno, gdy widzę go w „Kocham Cię Polsko” mój patriotyzm wysycha jak rzeka Wisła i czuję się niemal jak Hitler po wysłuchaniu opery Wagnera – mam ochotę natychmiast napaść na Polskę.

- miała powiedzieć prezenterka o Macieju Kurzajewskim.

Wiecie do kogo należą [te cytaty - przyp. red.] ? Nie do anonimowego internauty, który chowa się za klawiaturą i daje upust swojej nienawiści w domowym zaciszu. To słowa znanej polskiej dziennikarki. Udowadnia, że można obrażać, wyzywać i wyzłośliwiać się, a wszystko to pod przykrywką „własnego zdania”, „prawa do opinii”, bo przecież „każdy ma prawo wyrazić swoje oburzenie.” Powyższe cytaty to tylko szybkie googlowanie, jakieś 10 minut. Jest tego dużo, dużo więcej. Ba, podobne teksty zostały nawet wydane w formie książki. Zastanówmy się, kto wymyślił hejt w Polsce. Kto dał przyzwolenie na atakowanie osób publicznych – nie anonimowo, ale dając swoją twarz, imię i nazwisko oraz numer konta, bo wyczuwając koniunkturę, nienawiść została szybko przekuta na dobrze prosperujący biznes. 

- zastanawia się Piotr Grabarczyk.