Działania firmy ochroniarskiej, która zabezpieczała imprezę, gdzie doszło do zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, od początku budziły wątpliwości. Stefan W. po dokonaniu ataku na Adamowicza przez prawie minutę chodził po scenie, zabrał nawet głos, odbierając mikrofon konferansjerowi. Ochrona zareagowała dopiero po tym, jak technik ze sceny obezwładnił napastnika.

Ale to nie wszystko. Dziś na polecenie prokuratury zatrzymano Dariusza S., szefa ochrony finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, podczas którego doszło do ataku Stefana W. na prezydenta Pawła Adamowicza. Jak wynika z relacji Grażyny Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, S. miał "podrzucić" policjantom identyfikator "Media", który miał mieć rzekomo przy sobie Stefan W. przy wejściu na scenę.

Do sprawy odniósł się też szef MSWiA Joachim Brudziński. Potwierdził, że firmie ochroniarskiej może zostać odebrana koncesja na wykonywanie podobnych usług.

"Została dzisiaj podjęta przez mnie decyzja o wszczęciu procedury odebrania koncesji firmie ochroniarskiej, która zabezpieczała to niedzielne światełko do nieba, firmie ochroniarskiej wynajętej przez organizatora tej imprezy, imprezy - co trzeba podkreślić - która nie była imprezą masową"

- powiedział Joachim Brudziński.

Jak podkreślił, była to jedyna decyzja, jaką mógł podjąć po zapoznaniu się z raportem przygotowanym przez Departament Zezwoleń i Koncesji MSWiA.

"Bo skala naruszeń, skala niefrasobliwości, nieodpowiedzialności, skala błędów, patologii jest naprawdę porażająca"

- zakończył.