W tym wszystkim reżyser Michał Otłowski, wspomagany przy tworzeniu scenariusza przez Daniela Markowicza, po prostu się nie odnalazł. W "Diablo" wszystko jest nie na swoim miejscu - sceny wyścigów są długie, wyprane z emocji i niebudzące minimum zainteresowania; nie ma tam choćby pierwiastka dramaturgii i życia jak w scenach, które miłośnicy szybkich samochodów znają choćby z legendarnej serii "Taxi" (o "Szybkich i wściekłych" nie wspominając...). Emocjonalne dziury przenoszone są niestety na kolejne poziomy produkcji: realizacja została absolutnie położona; środki specjalne to śmiech na sali, dialogi naładowane patosem bardziej śmieszą niż budzą grozę, a role aktorów są w sposób groteskowy kwadratowe, niebudzące ani pozytywnych, ani negatywnych odruchów, drewniane. Odgrywający postać głównego bohatera Tomasz Włosok jest ciekawym aktorem, ale jego oryginalność artystyczna została spożytkowana w sposób, jaki trudno przyjąć. Karolina Szymczak daje się poznać jako pełna ciepła i uroku aktorka, ale znów - jej zalety zaprzągnięte są w stylu, który w najlepszym razie zapomina się tuż po seansie kina. 

Wspominam o grotesce, bo w pewnym momencie trudno nie odnieść wrażenia, że "Diablo" to jakiś pastisz na to paramafijne środowisko organizujące nielegalne wyścigi. Dialogi i postaci, jako się już rzekło, są przerysowane do granic możliwości, a gdy wydaje się, że bardziej drętwo już nie będzie, na ekranie pojawia się Różal, charakterystycznie wytatuowany zawodnik sztuk walki i MMA. Powiedzieć, że nie był to dobry wybór reżysera to nic nie powiedzieć. Intrygi w "Diablo" - zarówno te ze światka kryminalnego, jak i te o charakterze romantycznym, są nie tylko niewiarygodne, ale przede wszystkim nijakie, sztuczne, miałkie, wtórne, przewidywalne. Przymiotniki można mnożyć w nieskończoność. Tak ciekawy świat nie ma w sobie niczego zaskakującego i wyróżniającego - ot, gangsterzy i to raczej tacy, których znaliśmy z polskich komedii, jakie pojawiały się w latach 90. Śmieszący, nie przerażający. 

Gdzieś na marginesie całej historii, podczas jednego z koszmarnych dialogów, pojawia się też wątek delikatnie nawiązujący do polityki. Nie jest to jednak nic godnego przesadnej uwagi; ot, raczej kolejny dowód, że tezy Bartłomieja Sienkiewicza z afery taśmowej (o "teoretycznym państwie") i wulgarne określenia, jakie dzięki nagraniom poznała cała Polska ("ch..., d... i kamieni kupa") na stałe zagościły w języku, z jakiego czerpią nawet artyści, filmowcy, reżyserzy. Szkoda tylko, że poziom filmu "Diablo" doskonale pasuje do wspomnianych słów byłego polityka Platformy.

Jeśli już na siłę doszukiwać się w "Diablo" pozytywów, można je odnaleźć w mniej lub bardziej epizodycznych rolach tercetu Bogusław Linda, Cezary Żak i Cezary Pazura. Widz ma jednak wrażenie, że zostali oni upchnięci w kompletnie niepasującej do nich produkcji, właśnie po to, by okrasić tę filmową beczkę dziegciu łyżką miodu. Niestety, to absolutnie nie wystarczyło, by odkręcić koszmarny wydźwięk produkcji Otłowskiego. A ciekawy, nieopowiedziany przecież temat nielegalnych wyścigów wciąż musi jeszcze poczekać. Na inny film, innego twórcę, innych pewnie również aktorów.  Od "Diablo" trzeba się trzymać z daleka.

2/10