Jak informowaliśmy w lutym 2018 roku, spektakl "Pożar w burdelu" był tak niesmaczny, że nawet plotkarskie portale okrzyknęły go "żenadą".

Ze sceny padały przekleństwa, a martwy płód zaśpiewał piosenkę (sic!). Odbyto również "wywiad" z Donaldem Trumpem (granym przez Andrzeja Seweryna), a piosenkę o hippisowskim przesłaniu zaśpiewała ... "Wanda, przyjaciółka papieża" (oczywiste nawiązanie do Wandy Półtawskiej). Oprócz Seweryna i Andrzeja Konopki, na scenie pojawili się też Katarzyna Kwiatkowska i - a jakże by inaczej! - Maciej Stuhr. Z kolei na widowni, w pierwszych rzędach widowisko oklaskiwały "gwiazdy" TVN: m.in. Piotr Kraśko, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Karolina Korwin-Piotrowska i Magda Mołek.

Na tym jednak problemy zespołu się nie skończyły. Niemalże rok po premierze aktorzy toną w długach, a wszystko za sprawą nieuczciwego menadżera, który pozaciągał zobowiązania i zapadł się pod ziemię.

Jak ujawnił w wywiadzie dla "Tygodnika Przegląd" Konopka, czyli "Burdeltata", do kabaretu zgłasza się coraz więcej wierzycieli z prośbą o uregulowanie długów.

Zniknął nagle z pieniędzmi, pozostawiając nas w długach. W ramach cięcia kosztów trzeba było zamknąć lokal [Dziką Stronę Wisły]. Facet przepadł jak kamień w wodę. Oczywiście, zgłosiliśmy sprawę na policję

- żalił się Konopka.

Jak dodał, nieuczciwy menadżer przebywa w Warszawie, ale nie pokazuje się na ulicy.