Do Cezarego dzwonią młodzi ludzie, którzy przygotowują katolicką akcję „Różaniec do granic”. To wydarzenie ma upamiętniać 100 Rocznicę Objawień Fatimskich. Jednocześnie ludzie wierzący będą modlić się za Polskę i opiekę Matki Boskiej. Czytam założenia całej akcji z każdej strony i wydaje mi się ona naprawdę potrzebna, dla mnie osoby wierzącej i wychowanej w duchu religii katolickiej.

- opisuje sytuację z października 2017 r. Edyta Pazura.

Po kilku dniach zaczynają do mnie docierać pierwsze informacje. „Katolicy modlą się o obronę granic przed uchodźcami!!!” „Katolicy modlą się w dzień bitwy pod Lepanto- rzezi muzułmanów z 1453 r.!!! Zapewne świętują swój triumf”. Widzę te wszystkie tytuły i nie mogę uwierzyć w jak straszny i łatwy sposób można okłamywać społeczeństwo i dopisać zupełnie inną historię do konkretnego wydarzenia.  Szukam w głowie daty 7 X i za „chiny ludowe” nie umiem jej skojarzyć z mało komu znaną dziś bitwą pod Lepanto. Dla mnie ta data od zawsze oznacza jedno - Święto Matki Boskiej Różańcowej. Drapię się po głowie i myślę: „ No pewnie była jakaś bitwa- tak jak prawie każdego tygodnia czy miesiąca  w XV wieku…”

- dodaje. Dalej żona Cezarego Pazury opisuje falę hejtu i szczucia, jaka spotkała jej rodzinę za udział w "Różańcu do granic":

Chwilę później zaczyna się dla mojej rodziny prawdziwy horror… Jesteśmy wyzywani na każdym portalu społecznościowym. Wyśmiewa nas Saramonowicz, Korwin- Piotrowska czy Jerzy Stuhr.  Każdy ich wpis wywołuje lawinę kolejnego hejtu. Ich profile społecznościowe zalewa upadlająca mieszanka wyzwisk w naszą stronę, a my zaczynamy dostawać na skrzynki mailowe groźby ataku czy śmierci…

- zdradza Pazura.

Nie śpię przez trzy noce, nie mogę  jeść i nie jestem w stanie opiekować się własnymi dziećmi. W tydzień chudnę 5 kg, a moje oczy są tak przekrwione, że ledwo widzę co się dzieje dookoła mnie. Tracę kontakt z rzeczywistością, boję się i obmyślam plan co w pierwszej kolejności będziemy musieli sprzedać, aby móc się utrzymać…  [...] Ataki docierały do nas z zewsząd. Z „ lewej strony”- wielkich orędowników i propagandzistów tolerancji wobec wszystkich i wszystkiego za wyjątkiem katolików oraz także od  naszych prawicowych „ braci w wierze”, którzy nadziali nas na swoje specjalnie przygotowane, wyszlifowane ostrza. 

- opisuje blogerka.

Można walczyć o dziki; kłócić się, wyzywać, udostępniać w mediach społecznościowych obraźliwe teksty- tylko po co?! Faktycznie dla dzików? Śmiem w to wątpić… 

- dodaje.

Edyta Pazura zestawiła falę hejtu, jaka zalała ich rodzinę z tym, co stało się po śmierci prezydenta Gdańska. Gwiazda wypunktowała hipokryzję kolegów i koleżanek ze świata showbusinessu, w którym te same osoby, które jeszcze przed chwilą obrzucały innych błotem, występują jako przeciwnicy hejtu i piewcy tolerancji:

Można również  robić akcje pod tytułem „hejt- stop”. Jednak umieszczając w nich Panie z plotkarskich programów, jako ambasadorki- orędowniczki dobra w sieci, to  jednak lekkie nadużycie. To tak jakbyś oczekiwał miłości od świata, którego nienawidzisz. Jakby to podsumował mój sześcioletni syn : „SŁABO, MAMO, SŁABO…’’

- pisze Pazura na swoim blogu.

Siedzę i patrzę na zdjęcia marszu przeciwko nienawiści. Widzę tysiące ludzi i zadaję sobie pytanie: „W takim razie, skąd to całe szambo się bierze, skoro  tylu nas spaceruje w obronie dobra?” Przeglądam media społecznościowe i myślę sobie: „ Do licha… Największe autorytety współczesnego hejtu, nauczyciele nienawiści, wzywają mnie teraz do wyjścia na ulicę…” Czy ja zwariowałam? A może to świat zwariował?  To gdzie w takim razie są Ci wszyscy którzy nienawidzą? A może szerzenie nienawiść to już rodzaj jakieś dziedziny życia? „Dzisiaj nienawidzę, a jutro pójdę przeciw tej samej nienawiści protestować na ulicy?” 

- pyta.  Zgadzacie się z nią?Całość wpisu można przeczytać TUTAJ