Jeden z najbardziej brutalnych ataków miał miejsce w nocy z piątku na sobotę, kiedy przedstawiciele korporacji taksówkarskich zaatakowali auto mężczyzny pracującego dla jednej z tanich platform. Jego samochód został zniszczony, a kierowca doznał ataku serca.

W sobotę w kilku miejscach Barcelony niewielkie grupki strajkujących atakowały auta konkurencyjnych tanich platform taksówkarskich. Do wieczora zgłoszono kilka aktów wandalizmu.

Jak poinformowała katalońska policja, tzw. Mossos d'Esquadra, wśród siedmiu zatrzymanych osób są strajkujący taksówkarze, którzy w sobotę niszczyli pojazdy innych kierowców, oraz ci, którzy pobili dziennikarza gazety “El Pais”.

“Potępiamy ten akt agresji. Nie zgadzamy się, aby dochodziło do sytuacji, kiedy atakowani są dziennikarze, którzy wykonują jedynie swoje obowiązki zawodowe. Wezwaliśmy już nasz kolektyw, aby zaprzestał wszelkiego rodzaju agresywnych zachowań, które wcale nie pomagają w naszej walce”

- powiedział Alberto Alvarez z komitetu strajkowego.

Według szacunków staży miejskiej Barcelony w sobotę wieczorem w strajku w centrum miasta, głównie na Gran Via, głównej arterii stolicy Katalonii, uczestniczy ponad 450 taksówkarzy. W nocy z piątku na sobotę ich liczba przekraczała 900.

Głównym powodem bezterminowego strajku jest przyjęty w piątek rano przez kataloński rząd dekret, który precyzuje warunki, na jakich w tym regionie Hiszpanii mogą funkcjonować tanie platformy taksówkarskie.

Nowe przepisy przewidują m.in., że czas pomiędzy zamówieniem przez klienta taniej usługi a rozpoczęciem kursu nie może być krótszy niż 15 minut. Katalońscy taksówkarze domagają się tymczasem, aby realizacja kursów z tanich platform możliwa była dopiero po 12 godzinach od złożenia zamówienia.

Tymczasem zdaniem Damii Calvet, odpowiedzialnej za sprawy terytorialne w rządzie Katalonii, ukłonem w stronę korporacji taksówkarskich jest zapis dekretu nakazujący kierowcom tanich platform wracać do swoich baz na obowiązkowy postój po każdym kursie.