Defensywa

  

Pierwsze dni nowego roku to ilustracja tego, jak wciąż sprawny jest mechanizm propagandowy totalnej opozycji. Trzeba przyznać, że totalnym politykom i propagandystom ciągle udaje się narzucić tematy dnia.

Polacy są więc przez postkomunistyczne media zarzucani przekazami o „dwórkach” w NBP, masowym wybijaniu dzików i protestach nauczycieli. Przekręcone, zmanipulowane informacje. W wypadku pań dyrektor w NBP – opatrzone pogardliwym i seksistowskim kontekstem. W kwestii redukcji populacji dzików – fałszywe co do liczby, skali i miejsca, z zatajeniem informacji, że za rządów PO wybijano ponad 240 tysięcy dzików rocznie – i nikt nie widział w tej metodzie walki z ASF nic skandalicznego. W sprawie akcji nauczycieli, uderzającej w uczniów piszących próbne matury, oprócz zwykłej manipulacji na poziomie relacjonowania wydarzeń, mieliśmy jeszcze do czynienia ze zrelatywizowaniem systemu wartości. Wyjaśniano – tak usłyszeć można było w TVN24 – że pójście na fałszywe zwolnienie lekarskie przez nauczycieli nie jest nieetyczne, bo to fałszerstwo w „słusznej” sprawie (sic!).    

W tym wszystkim chodzi nie tylko o nieustający atak na PiS, ale i o odwracanie uwagi od wewnętrznych kłopotów PO – wojny Donalda Tuska i jego ekipy z Grzegorzem Schetyną, bezpardonowej walki o miejsca na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego, jaką toczą między innymi Bronisław Komorowski z Ewą Kopacz, czy beznadziejnych prób „jednoczenia opozycji” przypominających surrealizm „konwentu św. Katarzyny” na prawicy w latach 90. To zrozumiała strategia. Zwłaszcza że oprócz bijatyk i podziałów w PO totalni muszą chować przed opinią publiczną znacznie grubsze sprawy. Z całą pewnością są nimi efekty prac komisji śledczej w sprawie VAT. Komisja złożyła już bowiem zawiadomienia do prokuratury przeciw Jackowi Rostowskiemu i Sławomirowi Nowakowi o możliwości popełnienia przestępstwa. Pan Rostowski, były minister finansów PO, zdaniem komisji śledczej mógł popełnić aż cztery przestępstwa (na razie tyle wynika z dotychczasowych ustaleń). Chodzi o przekroczenie uprawnień – dopuszczenie osoby nieuprawnionej, reprezentującej jedną z firm audytorskich, do współtworzenia prac legislacyjnych w sprawie podatku VAT. O ujawnienie tej osobie (czyli Ranecie Hayder, którą Rostowski powołał na swojego doradcę społecznego i określił ją jako „ikonę doradztwa podatkowego”) informacji objętych tajemnicą służbową i skarbową.

Trzecie zawiadomienie dotyczy doprowadzenia do strat Skarbu Państwa. W wyniku rozszczelnienia systemu podatkowego na skutek zmian w ustawie o VAT, pisanej pod nadzorem pana Rostowskiego, państwo potencjalnie straciło dziesiątki miliardów złotych – uważa komisja. Podejrzane jest przede wszystkim zniesienie sankcji podatkowej 30 proc., a potem nieprzywrócenie jej – gdy znacząco wzrosła skala wyłudzania VAT. POstkomuna ma więc co przykrywać: wychodzi na jaw, że prawo podatkowe podczas rządów PO-PSL pisane było przez lobbystów i prywatny biznes podatkowy, że korzystały z tego mafie i przestępcy, a byli ministrowie do dziś nie widzą w tym nic złego. Co więcej – zaprzeczają zjawisku. Ani minister Rostowski, ani jego zastępcy nie podzielają przekonania, że w ogóle była jakaś wielka luka VAT – wbrew raportom międzynarodowych instytucji finansowych, Komisji Europejskiej itp. Tak, jest co przykrywać – komisja VAT pokazuje też wypróbowany mechanizm: łupienie państwa odbywało się pod znajomymi hasłami „liberalizowania” prawa podatkowego, które było zbyt „restrykcyjne”. Powiedział to podczas przesłuchania w zeszłym tygodniu Tomasz Tratkiewicz, były dyrektor departamentu VAT w Ministerstwie Finansów za rządów PO-PSL. „Było nastawienie do działania aparatu skarbowego, że jest zbyt opresyjny. I było wielkie oczekiwanie na liberalizowanie wielu przepisów podatkowych, również w obszarze VAT. W tym klimacie bardzo ciężko byłoby pójść w odwrotnym kierunku” – tak mówił o likwidacji karzącej nieuczciwych podatników sankcji 30 proc.

Ale ze smutkiem trzeba też przyznać, że opozycji – oprócz próby ucieczki od kompromitujących ją spraw – udało się poruszyć ludzi sprawą pensji w NBP. Znów, jak z nagrodami w zeszłym roku dla ministrów, pieniądze urzędników okazały się wrażliwą przestrzenią do walki z PiS. Prezes Adam Glapiński wprawdzie do PiS nie należy, a jak sam mówi, „ostatni raz w partii był w latach 90.”, to jednak ze środowiskiem PiS jest kojarzony. Nie poradził sobie jak dotąd z kryzysem wizerunkowym, który spowodowało ujawnienie domniemanej wysokości dochodów jego współpracowniczek. Bank jest niezależny i nie podlega kontroli politycznej, zatem bezpośrednio ani rząd, ani kierownictwo PiS działać w tej sprawie nie może. Jednak jest w stanie zmienić to, że pensje w wypadku wysokich stanowisk kierowniczych w NBP będą jawne. PiS przedstawi zatem w najbliższym czasie projekt wprowadzający nie tylko jawność wynagrodzeń, ale też określający górną granicę zarobków osób na stanowiskach kierowniczych. Sumy, które padają w mediach, w odczuciu zwykłych ludzi zarabiających dwa, trzy tysiące złotych, muszą być uważane za nieprzyzwoite. Z całą pewnością ten błąd kierownictwa NBP trzeba będzie naprawić. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl