Traktat wersalski i granice Polski

Konferencja pokojowa w Paryżu

  

100 lat temu, 18 stycznia 1919 r., w Paryżu rozpoczęła się konferencja pokojowa kończąca I wojnę światową. Wzięły w niej udział tylko państwa zwycięskie, Polskę reprezentowali Ignacy Jan Paderewski, Roman Dmowski i Władysław Grabski. Najważniejszym dokumentem zatwierdzonym podczas obrad był traktat wersalski podpisany pomiędzy Niemcami i państwami ententy 28 czerwca 1919 r.

W paryskiej konferencji pokojowej wzięło udział 27 zwycięskich państw koalicji antyniemieckiej, wśród których główną rolę grało pięć mocarstw – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Japonia. Państwom pokonanym (Niemcy, Austro-Węgry, Bułgaria i Turcja) przedłożono jedynie postanowienia do podpisu. Nie brał w niej udziału także Związek Sowiecki, z uwagi na przejęcie władzy przez bolszewików i toczącą się wojnę domową.

Reprezentujący Polskę Ignacy Jan Paderewski został tuż przed rozpoczęciem obrad konferencji, 16 stycznia powołany przez Józefa Piłsudskiego na urząd prezesa Rady Ministrów. Jako premier miał on nie tylko pełnić rolę mediatora pomiędzy zwolennikami Piłsudskiego i Dmowskiego, ale także dzięki licznym kontaktom międzynarodowym, nawiązanym podczas kariery muzycznej, wspierać rozwój odradzającego się państwa polskiego.

Rezultatem obrad konferencji paryskiej były traktaty pokojowe podpisane z Niemcami (Wersal, czerwiec 1919), Austrią (Saint-Germain-en-Laye, wrzesień 1919), Bułgarią (Neuilly-sur-Seine, listopad 1919), Węgrami (Trianon, czerwiec 1920) i Turcją (Sevres, sierpień 1920).

Najważniejszym dokumentem zatwierdzonym podczas obrad był traktat wersalski, który liczył 440 artykułów i mówił o przebiegu granic w Europie oraz sytuacji powojennej Niemiec.

Polska odzyskała większość ziem utraconych na rzecz Prus w I i II rozbiorze: większą część Wielkopolski i Prus Zachodnich z dostępem do morza. W wyniku plebiscytu i trzech powstań śląskich do Rzeczpospolitej włączono również część Górnego Śląska z Katowicami i Chorzowem. Obszar Gdańska, Oliwy i Sopotu oraz pobliskich gmin ustanowiono Wolnym Miastem związanym unią celną z Polską. Niemieckie obszary kolonialne podzielono między zwycięzców i przekazano pod opiekę Ligi Narodów. Ogłoszono swobodę komunikacji przez Kanał Kiloński dla statków handlowych i pasażerskich oraz okrętów wojennych państw nie będących w konflikcie z Niemcami.

Traktat nakładał także na Niemcy obowiązek uznania suwerenności Austrii, Czechosłowacji i Polski oraz przekazania na wniosek mocarstw osób oskarżonych o zbrodnie wojenne. Miały one podlegać wymiarowi sprawiedliwości państwa, z którego pochodzili pokrzywdzeni przez nich obywatele.

Niemcy miały zapłacić również odszkodowania wojenne faktycznie rekompensujące straty, jakie poniosły przez nich inne kraje. Ich wysokość wynoszącą 132 mld marek w złocie określiła w maju 1921 roku Komisja Odszkodowań. Była to kwota praktycznie niemożliwa do spłacenia przez Niemcy i nigdy nie została przez nie uregulowana.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dzieje.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

"Rosja zmierza do destabilizacji sąsiednich państw". Wiceszef MSZ także o wyborach na Ukrainie

Władimir Putin / / DimitroSevastopol

  

- W związku z polityką Rosji w regionie, która zmierza do destabilizacji sąsiednich państw i powstrzymania ich integracji z Zachodem, konieczne jest wsparcie ich odporności na kryzysy i zapewnienie warunków do samostanowienia - powiedział nowy wiceszef MSZ ds. wschodnich Marcin Przydacz.

PAP: Minął miesiąc, odkąd objął pan funkcję wiceministra spraw zagranicznych odpowiedzialnego m.in. za sprawy wschodnie. Jakie są pana główne priorytety w tej dziedzinie?

Marcin Przydacz: Na pewno relacje z Ukrainą - wsparcie proeuropejskiego, proatlantyckiego i proreformatorskiego kursu tego kraju, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów. Ważnym zadaniem jest z pewnością prowadzenie konstruktywnego dialogu w zakresie upamiętnień i szerzej - tematyki historycznej. Mam nadzieję, że uda się poczynić pozytywne kroki w tym zakresie. One przede wszystkim będą zależały od strony ukraińskiej, bo to ona wprowadziła m.in. zakaz ekshumacji i poszukiwań oraz poczyniła szereg obietnic i zobowiązań w zakresie tematyki historycznej, z których dotychczas się nie wywiązała. Wciąż obowiązują tzw. ustawy heroizacyjne bojowników OUN-UPA, nierozwiązana pozostaje kwestia polskich upamiętnień na Ukrainie.

Szczególnie zależy mi również na aktywizacji polskich przedsiębiorców w poszukiwaniu nowych rynków zbytu na swoje towary. Konieczne jest podjęcie próby zdywersyfikowania kierunków naszego eksportu, także na rynki azjatyckie i wschodnie. Życzyłbym sobie, żeby te relacje, które na poziomie społecznym są dobre, o które staramy się dbać na poziomie politycznym, wzmocniły się także w sferze gospodarczej - zarówno w wymiarze inwestycyjnym, jak i handlowym.

Jak ocenia pan koniunkturę dla realizowania polskiej agendy politycznej w regionie?

Moim zdaniem jest całkiem niezła, jeśli porównać ją choćby z sytuacją sprzed 20-25 lat. Z wszystkimi zastrzeżeniami, ale i Mołdawia, i Ukraina są dziś bliżej zjednoczonej Europy, a tym samym Polski, niż były kilkanaście lat temu. W ostatnich latach zostały podpisane z Gruzją, Ukrainą i Mołdawią umowy stowarzyszeniowe i układy o wolnym handlu (AA/DCFTA). Wprowadzono ruch bezwizowy.

Polska zabiegała i nadal zabiega o pogłębioną współpracę z najbliższymi sąsiadami. Intensyfikujemy relacje gospodarcze, rośnie wymiana handlowa. Coraz więcej polskich produktów można spotkać w tych krajach. Zwiększają się też polskie inwestycje. Zaangażowani jesteśmy także w szereg reform, szczególnie w Gruzji i na Ukrainie. Nawet Armenia, pomimo włączenia się do silnie zdominowanej przez Rosję Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, zdołała podpisać z Unią Europejską umowę o współpracy politycznej (CEPA), a niedawno rozpoczęła transformację demokratyczną. Azerbejdżan także prowadzi negocjacje z UE. Polska jest gotowa rozwijać intensywne kontakty z tymi państwami.

Również Białoruś próbuje na swój sposób szukać sposobu ułożenia relacji z Zachodem. Pozostaje jednak pod dużym wpływem Rosji i jest częścią Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. W ostatnich latach zauważamy jednak pewnego rodzaju otwartość strony białoruskiej. W 2016 r. zniesiono znaczną część unijnych sankcji na ten kraj, kontakty polityczne są utrzymywane, staramy się prowadzić z Mińskiem bezpośredni dialog. Musimy pamiętać, że jest to nasz sąsiad. Nie wszystkie decyzje nam się podobają, ale Białoruś to suwerenne państwo, to jego liderzy decydują o kierunkach rozwoju. Choć uważamy, że większą rolę w tych decyzjach powinno odgrywać społeczeństwo obywatelskie. My staramy się tylko zachęcać do większego otwarcia także na kierunki zachodnie. Nie tylko w zakresie handlu i inwestycji, ale także w zakresie standardów i zasad.

Blisko 5 miesięcy po incydencie na Morzu Azowskim do jakiego stopnia należy się obawiać destabilizacji sytuacji bezpieczeństwa w regionie? Oprócz konfliktu między Rosją a Ukrainą obserwujemy także napięcia w relacjach Moskwy z Mińskiem.

Dostrzegamy destrukcyjny wpływ polityki rosyjskiej na sytuację bezpieczeństwa w regionie i z niepokojem przyglądamy się jej dynamice. We wszystkich krajach Partnerstwa Wschodniego poza Białorusią mamy do czynienia z zamrożonymi konfliktami. Górski Karabach, który jest przedmiotem sporu między Armenią a Azerbejdżanem, Abchazja i Osetia Południa w Gruzji, Naddniestrze w Mołdawii, Donbas i Krym na Ukrainie. We wszystkich tych konfliktach aktywną rolę odgrywa Rosja, której jednym z celów jest wewnętrzna destabilizacja sąsiednich państw i zatrzymanie ich integracji ze strukturami euroatlantyckimi.

Staramy się - w ramach narzędzi, które posiadamy - temu przeciwdziałać, w tym na forach międzynarodowych, wykorzystując naszą obecność w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, poprzez mechanizmy OBWE czy instrumenty Rady Europy. Najważniejszym celem tych działań powinno być budowanie odporności wszystkich wschodnich sąsiadów UE na zewnętrzne i wewnętrzne kryzysy. W żargonie dyplomatów nazywa się takie wsparcie budowaniem "resilience". Chodzi o to, by zapewnić wszystkim naszym partnerom odpowiednie warunki do samostanowienia i decydowania z kim i na jakich warunkach chcą współpracować. Wierzę, że takie działanie ma sens i do MSZ przyszedłem właśnie po to, żeby się w nie zaangażować.

 Już w najbliższą niedzielę na Ukrainie odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich, która - według sondaży - przyniesie zmianę na stanowisku prezydenta, a na jesieni odbędą się także wybory parlamentarne. Na ile Polska postrzega dzisiejszą dynamikę sytuacji politycznej na Ukrainie jako szansę na poprawę wzajemnych stosunków, a na ile obawia się, że może przynieść np. niekorzystną zmianę orientacji geopolitycznej tego kraju?

Zwróćmy uwagę, że bodaj po raz pierwszy w historii odrodzonej Ukrainy obaj kandydaci, którzy zakwalifikowali się do drugiej tury wyborów prezydenckich, deklarują orientację prozachodnią. Przyglądamy się procesom wyborczym, cieszymy się, że pierwsza tura wyborów przebiegła bez większych przeszkód, a wszyscy obserwatorzy potwierdzają, że spełniała demokratyczne standardy. Świadczy to o pewnej dojrzałości ukraińskich instytucji. Polska włączyła się w obserwację wyborów pod egidą Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (ODHIR). Na Ukrainie przebywają nasi obserwatorzy długo- i krótkoterminowi.

Osobiście nie patrzę na wybory w kategoriach zagrożenia. Uważam, że gwarantem prozachodniego kursu Ukrainy jest postawa społeczeństwa ukraińskiego, wyrażana wielokrotnie - i w ramach procesów wyborczych, i podczas protestów na Majdanie. Mnie się wydaje, że ktokolwiek nie będzie rządził na Ukrainie po nadchodzących wyborach, kurs na integrację euroatlantycką będzie zachowany.

Pana poprzednik, dziś ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki, pytany w rozmowie z PAP o przyczyny napięć w polsko-ukraińskich stosunkach dwustronnych, wskazywał m.in. na tradycję nieupominania się Warszawy o swoje interesy wobec Ukrainy, traktowanie rządu PiS jako "przejściowej anomalii" w polskiej polityce, a także nieproporcjonalny wpływ na politykę władz ukraińskich radykalnego środowiska skupionego wokół tamtejszego Instytutu Pamięci Narodowej. A jak pan widzi źródła problemów w relacjach z Kijowem?

 Kilka dni temu miałem na Kijowskim Forum Bezpieczeństwa wystąpienie, w którym powiedziałem m.in., że historia polityczna ostatnich lat, a nawet tygodni, pokazuje, że opieranie się o środowiska skrajne, nacjonalistyczne czy nawet szowinistyczne, nie daje większego poparcia społecznego. Dowodzą tego także wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie. Nieproporcjonalność wpływu tych środowisk jest faktem. Polska i Polacy są na czele rankingu najbardziej lubianych przez Ukraińców państw i narodów. Ukraińscy wyborcy chcą przyjaznych stosunków z Polską, więc - przekonujemy o tym naszych partnerów - zaognianie tych relacji tylko po to, żeby uczynić zadość oczekiwaniom jakiejś małej, marginalnej grupki środowisk skrajnych, nie ma po prostu sensu.

Ja chciałbym spróbować odejść od definiowania się poprzez pojęcia adwokata Ukrainy czy starszego brata. Powinniśmy mieć z Ukrainą stosunki partnerskie. A pomiędzy partnerami, sąsiadami problemy po prostu się rozwiązuje, a nie je mnoży, czy od nich ucieka. Od partnerów można wymagać. I my takie oczekiwania wobec strony ukraińskiej stawiamy, zwłaszcza, że wykonujemy wobec tego państwa szereg gestów pozytywnych – wiele programów modernizacyjnych odbywa się z polską pomocą. Jesteśmy też dla Ukrainy jednym z dwóch najważniejszych partnerów handlowych, miejscem pracy i nauki kilkuset tysięcy jej obywateli. Ale twardo będziemy oczekiwać realizacji naszych spraw w zakresie dialogu historycznego. Kwestią pierwszoplanową jest kwestia uchylenia zakazu ekshumacji i poszukiwań. To w ogóle nie powinno być przedmiotem dyskusji politycznej - to kwestia moralna.

 Wspomniał pan, że w ostatnich latach mamy do czynienia z procesem normalizacji relacji z Białorusią. Sprzyjać temu mogłyby pozornie ostatnie napięcia w jej relacjach z Rosją. Ale tak się nie dzieje. Nie widać wyraźnych postępów, jeśli chodzi o sytuację polskiej mniejszości. W ostatnich tygodniach mieliśmy też do czynienia z incydentami takimi, jak rewizja w siedzibie Telewizji Biełsat czy demontaż krzyży na Kuropatach. Jakie są realne szanse na postępy we wzajemnych relacjach między Polską a Białorusią?

Polsce w oczywisty sposób zależy na suwerennej, niepodległej Białorusi. Przyglądamy się rozwojowi sytuacji pomiędzy naszymi dwoma sąsiadami. Dynamika tych relacji pokazuje, w jaki sposób Rosja realizuje swoją politykę - nie na drodze dialogu, tylko nacisku. My takie metody odrzucamy i proponujemy naszym partnerom dialog. I ten dialog w ostatnich latach ożył, moim zdaniem z pozytywnym skutkiem. Nawet gdy mamy do czynienia z największymi problemami, trzeba rozmawiać, żeby je rozwiązywać. Jesteśmy sąsiadami i to się nie zmieni, łączy nas wspólna historia. Dlatego wyciągamy do Białorusinów otwartą dłoń.

Stałym problemem w naszych relacjach pozostaje sytuacja polskiej mniejszości na Białorusi. Podnosimy te kwestie w każdej rozmowie z partnerami. Upominamy się o legalizację Związku Polaków na Białorusi i o zwrot nieruchomości. Docierają też do nas sygnały ze strony Polaków na Białorusi, że co prawda główne problemy nie zostały jeszcze rozwiązane, ale dostrzegają pewną drobną, pozytywną ewolucję postawy. Mamy nadzieję, że niedługo uda się doprowadzić do względnej normalizacji także w tym zakresie.

 Będzie spotkanie prezydentów Polski i Białorusi?

Decyzja o spotkaniu na takim szczeblu będzie decyzją samych prezydentów. Ja osobiście uważam jednak, że przy spełnieniu określonych warunków, spotkanie takie jest możliwe do wyobrażenia. Prezydent Alaksandr Łukaszenka dostał zresztą zaproszenie do udziału w obchodach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej 1 września, jeśli z niego skorzysta, mogłaby to być okazja do rozważenia spotkania. Natomiast chciałbym, żeby - jeżeli miałoby kiedyś dojść do oficjalnej wizyty dwustronnej - można było zaprezentować konkretne jej efekty, także w zakresie tematyki praw mniejszości czy intensyfikacji współpracy gospodarczej. Bo liderzy państw nie spotykają się tylko po to, żeby ze sobą pobyć i zrobić sobie wspólną fotografię, tylko załatwiają konkretne sprawy.

Rosja pojawia się w polskiej polityce wschodniej przede wszystkim w kontekście naszej krytyki jej poczynań w regionie. Czy mamy jednak dla Moskwy także jakąś ofertę pozytywną, cele, które chcielibyśmy realizować pomimo chłodnych relacji politycznych?

Te relacje są trudne z wielu powodów, nie tylko geopolitycznych. Strona rosyjska postrzega politykę przez pryzmat stref wpływu i twardej siły militarnej. Historia pokazuje, że tego typu myślenie prowadzi do ludzkich tragedii. My stawiamy na współpracę gospodarczą, wymianę doświadczeń, kontakty międzyludzkie. Historia Europy Zachodniej pokazuje, że odkąd wszystkie państwa zaczęły ze sobą współpracować, udało nam się stworzyć strefę wolną od wojen, strefę, która przeżywa właściwie ciągłą prosperitę gospodarczą. Trzeba to tłumaczyć także politykom rosyjskim. Siłę państwa osiąga się nie poprzez łamanie prawa międzynarodowego i anektowanie terytoriów, ale poprzez współpracę gospodarczą.

Mamy kanały dialogu - nie na najwyższym poziomie, bo ten z oczywistych powodów nie może się odbywać, ale w sprawach mniejszego kalibru staramy się utrzymywać kontakt ze stroną rosyjską. Od czasu do czasu odbywają się też konsultacje na poziomie naczelników czy dyrektorów departamentów. Rosja jest naszym sąsiadem, a nikt nie chce mieć złych relacji z sąsiadami z definicji.

Klucz do poprawy naszych relacji leży jednak przede wszystkim w Moskwie. Bardzo istotnym czynnikiem obciążającym te relacje jest kwestia zwrotu wraku samolotu Tu-154M. Przetrzymywanie własności państwa polskiego, jaką jest wrak Tu-154M, nie jest zrozumiałe ani w sensie politycznym, ani prawnym. Wrak samolotu jest własnością Rzeczypospolitej i domagamy się jego jak najszybszego zwrotu.

 Zbliża się dziesięciolecie Partnerstwa Wschodniego. Szef MSZ Jacek Czaputowicz mówił ostatnio PAP, że Polska będzie zabiegała o zwiększenie statusu tego formatu. O jakie konkretnie projekty chodzi?

Z jednej strony chodzi o zbliżenie systemów prawnych państw partnerskich do systemów europejskich, o monitorowanie ich postępów we wdrażaniu dorobku wspólnotowego. Druga propozycja Polski to postawienie na współpracę sektorową. Skoro kraje PW nie mogą adaptować się do standardów unijnych "w całości", to przynajmniej niech dzieje się to w wybranych dziedzinach.

Przykładem takich działań mogłoby być np. zniesienie opłat roamingowych, które byłoby bardzo odczuwalne dla zwykłych ludzi, w tym dla Ukraińców, mieszkających w Polsce. Innym przykładem będą inwestycje w połączenia infrastrukturalne – w to co fizycznie nas zbliży. Trzecim obszarem wzmocnienia PW byłaby zaś integracja instytucjonalna. Jedną z jej możliwych form mogłoby być ustanowienie rotacyjnej prezydencji Partnerstwa, która zwiększyłaby poziom odpowiedzialności tych państw za dalszy rozwój tej inicjatywy. Podobną rolę mógłby też odgrywać sekretariat PW. W grę wchodziłoby ponadto umożliwienie przedstawicielom krajów Partnerstwa udziału w części spotkań unijnych.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl