Najpierw Sikorski przekonywał, że Stefan W. dopuścił się morderstwa, bo mu wmówiono, że "sędziowie to kasta".

Prezydent Narutowicz został zamordowany też przez szaleńca, ale który miał motywację polityczną, który czytał endecką prasę. I szaleńcy zawsze mają różne motywacje. Chodzi o to, że stworzono kontekst ataku na sędziów, a przecież o czym głównie myśli więzień. Żeby wyjść. A tu sędzia mu podwyższył wyrok ponad to, co chciała prokuratura, po czym trzy razy bodajże mu odmawiał wyjścia. No to jak słyszał, że sędziowie to kasta, to się pewnie z tym zgadzał

– mówił Sikorski w TVN24. 

Później przez chwilę wychwalał Pawła Adamowicza.

Był prawdziwym gospodarzem. Ci prezydenci miast, to są współautorzy wielkiego, polskiego sukcesu. To dzięki nim Polska wygląda tak jak wygląda

– stwierdził Sikorski.

W końcu został zapytany o swoje słowa sprzed lat, gdy jako szef MON, powiedział: Jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy. Donku, panie marszałku, liczymy na pana w poniedziałek.

I się zaczęło pokrętne tłumaczenie... Sikorski stwierdził, że należy je zupełnie inaczej odbierać.

W trakcie wiecu między jedną a drugą debatą powiedziałem, że jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy, wygramy tę batalię. To tak jak trener mówi: chłopaki dobijcie ich w drugiej połowie. Jak ktoś nie jest uprzedzony wie, że to nie jest skierowane przeciwko komuś

– tłumaczył się Sikorski.