Niewiarygodne! Sikorskiego zapytali o „dorzynanie watahy”. Ktoś wierzy w to tłumaczenie?

Radosław Sikorski / Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Były minister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska Radosław Sikorski mówił dziś w TVN24 o tym, że każdy szaleniec ma jakąś motywację. W ten sposób odniósł się do zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Gdy został zapytany o swoje haniebne słowa sprzed lat o „dorzynaniu watahy” stwierdził, że źle go zrozumiano. Aż trudno uwierzyć w jego słowa...

Najpierw Sikorski przekonywał, że Stefan W. dopuścił się morderstwa, bo mu wmówiono, że "sędziowie to kasta".

Prezydent Narutowicz został zamordowany też przez szaleńca, ale który miał motywację polityczną, który czytał endecką prasę. I szaleńcy zawsze mają różne motywacje. Chodzi o to, że stworzono kontekst ataku na sędziów, a przecież o czym głównie myśli więzień. Żeby wyjść. A tu sędzia mu podwyższył wyrok ponad to, co chciała prokuratura, po czym trzy razy bodajże mu odmawiał wyjścia. No to jak słyszał, że sędziowie to kasta, to się pewnie z tym zgadzał

– mówił Sikorski w TVN24. 

Później przez chwilę wychwalał Pawła Adamowicza.

Był prawdziwym gospodarzem. Ci prezydenci miast, to są współautorzy wielkiego, polskiego sukcesu. To dzięki nim Polska wygląda tak jak wygląda

– stwierdził Sikorski.

W końcu został zapytany o swoje słowa sprzed lat, gdy jako szef MON, powiedział: Jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy. Donku, panie marszałku, liczymy na pana w poniedziałek.

I się zaczęło pokrętne tłumaczenie... Sikorski stwierdził, że należy je zupełnie inaczej odbierać.

W trakcie wiecu między jedną a drugą debatą powiedziałem, że jeszcze jedna bitwa, dorżniemy watahy, wygramy tę batalię. To tak jak trener mówi: chłopaki dobijcie ich w drugiej połowie. Jak ktoś nie jest uprzedzony wie, że to nie jest skierowane przeciwko komuś

– tłumaczył się Sikorski.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tvn24.pl, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Upadła na chodniku. Po 17 latach zapadł wyrok

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Włoski Sąd Najwyższy orzekł, że kobiecie, która przewróciła się na nierównym chodniku w Rzymie, nie przysługuje odszkodowanie, o jakie wystąpiła. Kobieta powinna była bardziej uważać - uznał sąd zamykając sprawę po 17 latach od jej upadku na Placu Weneckim.

Mieszkanka Wiecznego Miasta domagała się odszkodowania od jego władz.

W lutym 2002 roku rzymianka potknęła się i przewróciła. Jak twierdziła - z powodu wyrwy między nierówno ułożonymi płytami trotuaru.

Sąd pierwszej instancji przyznał jej rację w sprawie, którą wytoczyła zarządowi włoskiej stolicy, domagając się odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu.

Następnie jednak wyrok nakazujący władzom miejskim wypłatę odszkodowania uchylił sąd apelacyjny, bo na podstawie fotografii i zeznań świadka zdarzenia stwierdził, że w chodniku nie było żadnej dziury, ale zwykłe, dobrze widoczne pęknięcia płyty. Ponieważ zaś plac był dobrze oświetlony, kobieta nie upadłaby, gdyby bardziej uważała i patrzyła pod nogi - orzekł sąd.

Ten wyrok kobieta zaskarżyła w Sądzie Najwyższym wskazując, że zarząd miasta ma ustawowy obowiązek zagwarantować dobry stan i konserwację ulic oraz chodników. Sędziowie odrzucili jednak jej odwołanie i uznali za przekonujące konkluzje sądu apelacyjnego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl