Jedną z pierwszych prób pożegnania się z gotówką były czeki. W Polsce pojawiły się one dopiero przed II wojną światową (w 1936 roku uchwalono ustawę Prawo czekowe, ustawa była trzykrotnie nowelizowana. Ostatnia zmiana weszła w życie w 2016 roku) i tak naprawdę nigdy na dobre się u nas nie zadomowiły. Ale w innych krajach ich historia liczy kilka wieków i – np. w Wielkiej Brytanii – nadal nikt nie zamierza się z nimi rozstawać.

Saqq (pol. szakk), czyli czek

Na większą skalę czeki pojawiły się w obrocie już w X wieku, po tym, jak zaczęli ich używać w rozległym już wtedy imperium Arabowie. Ci z kolei przejęli je bezpośrednio od Persów, posługujących się czekami już od III wieku n.e. Był to dokument, który uprawniał okaziciela do odbioru określonej sumy pieniędzy. Słowo czek wywodzi się właśnie z języka arabskiego, w którym szakk oznacza odroczoną płatność. Dzięki takim listom kredytowym arabscy kupcy mogli prowadzić biznesy wszędzie, gdzie tylko dotarli – czyli nie tylko w całym świecie muzułmańskim, ale i na wybrzeżach Afryki, Indii czy wyspach Oceanu Indyjskiego. Było to wygodne i bezpieczne rozwiązanie – nie wozili ze sobą złota, nie byli więc łakomym kąskiem dla rabusiów. Około 200–300 lat później świat arabski wpadł na jeszcze bezpieczniejszy pomysł robienia biznesu – zaczęto posługiwać się złotymi płytkami z nazwiskami kupców. Płytki były też opatrzone kodem, który uprawniał ich do określonego kredytu. Były to pierwowzory kart kredytowych. Chociaż od Arabów średniowieczna Europa przejęła sporo nowinek, a także przypomniała sobie wiele z antycznego dziedzictwa kontynentu, to czek nie wzbudził początkowo zaufania jej mieszkańców. W XIII wieku czeków do rozliczeń używali wyłącznie Wenecjanie, od ok. 1500 roku zaczęli się nimi posługiwać również Holendrzy z Rotterdamu. Pierwszy prawdziwy czek pojawił się w Anglii dopiero w XVII wieku. 16 lutego 1659 roku wystawił go Bank of England na sumę 400 funtów. Aż do 1717 roku czeki były odręcznie wypisywanymi listami. Ponieważ jednak zdarzały się fałszerstwa takich dokumentów, bank na początku XVIII wieku wprowadził specjalne formularze drukowane. Ciekawie wyglądała wymiana czeków – zatrudnieni przez różne instytucje kurierzy przekazywali z jednego miejsca do drugiego blankiety, po czym księgowy sprawdzał, czy w księgach wszystko się zgadza. Kurier musiał pokonywać czasami sporo kilometrów, gdy w tym samym czasie inny przemierzał dokładnie tę samą drogę, tylko w przeciwnym kierunku. Aby ułatwić sobie życie, postanowili oni więc spotykać się w tawernie Five Bells przy Lombard Street każdego dnia w porze lunchu. Jedząc lunch wymieniali czeki i regulowali ich salda – tworząc w ten sposób pierwsze nieformalne centrum rozliczeniowe. Pod koniec XVIII wieku czek stał się już w Europie formalnym środkiem zapłaty – był wręczany zamiast pieniądza przy zakupie towarów lub usług. Wystawca czeku, czyli trasant, którym mogła być każda osoba fizyczna lub prawna posiadająca rachunek bankowy, wypisywał czek na okaziciela lub konkretną osobę. On też był odpowiedzialny za pokrycie czeku. Jeśli bowiem w dniu jego realizacji na rachunku wystawcy nie było wystarczających środków na wykup czeku, bank nie wypłacił pieniędzy. Oczywiście można było też rozliczać się za pomocą czeków, co było jedną z pierwszych form płatności bezgotówkowych. Czeki szybko zyskiwały na popularności, szczególnie wygodne były w podróży. Obecnie są nadal popularne w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy we Francji. O ich dużej popularności na Wyspach świadczy fakt, że w 1990 roku Brytyjczycy wystawili aż 4 miliardy czeków, a dwadzieścia pięć lat później już niecałe pół miliona.

W Polsce pierwsza regulacja dotycząca czeków pojawiła się dopiero w 1936 roku. Nigdy jednak nie była to u nas popularna forma płatności. Banki zaczęły je na masową skalę wydawać dopiero w latach 90., ale ponieważ w tym samym czasie rozpowszechniły się znacznie wygodniejsze w użyciu karty płatnicze, czeki się u nas nie przyjęły. Banki zresztą same przyspieszyły tę rewolucję podejmując decyzję o rezygnacji z czeków – ponieważ ich obsługa była kosztowna, a także dlatego, że plastikowe karty szybciej zyskiwały uznanie klientów – w 1993 roku w całym kraju mieliśmy niespełna 50 tys. wydanych kart płatniczych i tylko 6,8 tys. urządzeń, w których można było nimi zapłacić. W 1996 roku liczba kart przekroczyła już milion, terminali było 28 tys. Można powiedzieć, że w Polsce przeskoczyliśmy etap płatności czekowych w ewolucji systemu płatniczego.

Brak portfela pretekstem do wynalezienia karty?

Początek XXI wieku należał już bezsprzecznie do plastiku. Idea wprowadzenia plastikowej karty do rozliczeń finansowych pojawiła się w fantastyczno-naukowej książce „Looking backwards” Edwarda Bellamy’ego wydanej w 1888 roku Niedługo potem, bo w 1894 roku jeden z amerykańskich hoteli – Credit Letter Company – zaczął wydawać je swoim klientom, aby mogli płacić przy ich użyciu za noclegi. Dopiero w roku 1914 – zresztą też za oceanem – plastik stał się nieco popularniejszym środkiem płatności. Stało się to za sprawą Western Union Telegraph Company, której klienci zostali wyposażeni w karty ze swoimi danymi. Po odbytej rozmowie odbijali kartę na papierze, a rachunek za cały miesiąc uiszczali na początku kolejnego. Dzięki karcie mogli więc korzystać z kredytu, którego firma udzielała im na rozmowy telefoniczne.

Wkrótce na podobnej zasadzie zakupów mogli dokonywać klienci amerykańskiej firmy handlowej Smart and Roebuck, a w latach 20. taką nowinkę dla kierowców wprowadziły na swoich stacjach benzynowych towarzystwa naftowe. Od takich rozwiązań był już tylko krok do klasycznych kart płatniczych. W 1947 roku pierwszą, o zasięgu lokalnym, wydał Flatbush National Bank, a w 1950 roku Franklin National Bank z Nowego Jorku. Ta druga działała także w okolicznych stanach. W tym samym roku Frank McNamara i Ralf Schneider zakładają Diners Club. McNamara wpadł na pomysł stworzenia klubu, który będzie gwarantował regulowanie płatności kartą, gdy pewnego dnia zdarzyło mu się zapomnieć portfela i po skończonej kolacji nie miał czym zapłacić rachunku. Zaczął wydawać karty, które pierwotnie miały właśnie służyć do płatności w restauracjach. Szybko zyskał zwolenników – w ciągu kilku miesięcy Diners podpisał umowy z 280 lokalami i zarejestrował 42 tys. użytkowników. Osiem lat później powstał system kart płatniczych firmy American Express, a Bank of America stworzył kartę BankAmeriCard – od 1976 roku Visa International. W odpowiedzi grupa banków powołała konkurencyjne stowarzyszenie, które do dziś stoi w opozycji do Visy – MasterCharge, dzisiejszy Master-Card. Europejski EuroCard, założony w latach 60. ubiegłego stulecia, nigdy nie zdołał zagrozić tym dwóm systemom, a w 2002 roku połączył się z MasterCard.

Karty w PRL tylko dla cudzoziemców

Prawie równocześnie z pojawieniem się kart pojawiły się też bankomaty, z których można było podejmować przy ich użyciu gotówkę. Pierwszy projekt takiego urządzenia pojawił się już w 1939 roku, ale na jego podstawie pierwszą maszynę zbudowano dla City Bank of New York (obecnie Citibank) dopiero w 1960 roku. Po pół roku został zdemontowany, bo wielu klientom nie spodobało się to, że korzystają z niego głównie… gracze w kasynach i prostytutki, którzy woleli składać depozyty w maszynie, a nie w banku z obawy przed identyfikacją. Przyjęła się za to maszyna Barclays Banku, którą zamontowano 27 czerwca 1967 roku w Enfield Town w północnym Londynie. Może dlatego, że pierwszej wypłaty dokonał w nim brytyjski aktor komediowy Reg Varney. W Polsce karty płatnicze, podobnie jak inne nowoczesne rozwiązania ze świata finansów miały szansę zaistnieć dopiero po przełomie ustrojowym w 1989 roku. Wprawdzie Biuro Podróży Orbis już w 1968 roku akceptowało w swoich placówkach i hotelach karty Diners Club International, ale ten luksus był poza zasięgiem Polaków. Korzystali z niego wyłącznie cudzoziemcy.

W latach 70. sieć akceptacji się rozrastała, podpisano też umowy z American Express, BankAmeriCard (później Visa), MasterCharge (później Mastercard), a od 1986 roku zaczęto akceptować również japońskie karty JCB. Można było nimi płacić w około 500 punktach na terenie Polski, głównie w hotelach i restauracjach, w sklepach sieci Pewex, Baltonach, Cepelii i Desie. Pierwsze karty płatnicze, wzorowane na odpowiednikach kart zachodnich, wprowadził w III oddziale w Warszawie Bank Polska Kasa Opieki S.A (obecnie Pekao SA). W 1990 roku wyodrębniono ze struktur firmy Orbis dział zajmujący się akceptacją kart płatniczych, tworząc spółkę Polcard. W lipcu 1993 wydano pierwszą polską kartę płatniczą PolCard. Od momentu, kiedy Visa podpisała z polskimi bankami umowy przyznające im prawo emisji jej kart płatniczych, zaczęły one wchodzić stopniowo do powszechnego użytku szybko dyskredytując czeki. Pierwszą kartą BIG Visa Business Card wydaną w kraju była karta Banku Inicjatyw Gospodarczych w 1991 roku.

Miliony kart w naszych portfelach

Tak jak w przypadku zabezpieczeń banknotów, tak też ewoluował wygląd kart. Pierwsze karty były wypukłe, nadrukowywano na nich dane służące do identyfikacji klienta. Wraz z rozwojem technologii wprowadzono pasek magnetyczny, a potem mikroprocesor. Obecnie coraz popularniejsze są karty bezstykowe, pozwalające na szybsze dokonywanie transakcji – karta cały czas pozostaje w naszych rękach, zbliżamy ją tylko do terminala. Na koniec 2002 roku w portfelach Polaków znajdowało się prawie 17 milionów kart płatniczych. Dziś jest ich ponad 40 milionów – o 658 tys. więcej niż w marcu tego roku. Są wśród nich karty obciążeniowe tzw. chargé (czyli karty z odroczonym terminem płatności – pozwalają na korzystanie z przyznanego miesięcznego limitu kredytowego), debetowe (umożliwiają dokonywanie zakupów lub wypłatę gotówki tylko do wysokości środków zgromadzonych na rachunku bankowym), kredytowe (tzw. pay later – za przeprowadzone transakcje klient płaci z opóźnieniem; związane są z przyznaniem przez wydawcę karty limitu kredytowego) czy przedpłacone (tzw. pay before – może to być karta podarunkowa, pełnią rolę „elektronicznej portmonetki” – umożliwiają dokonywanie płatności z wykorzystaniem środków dostępnych na przypisanym do karty rachunku płatniczym). Rozwój rynku płatności bardzo przyspieszył wraz z upowszechnieniem się płatności zbliżeniowych. Wystarczy zbliżyć kartę płatniczą do terminala, aby zrealizować transakcję. Przy płatnościach do 50 zł nie musimy robić nic więcej, ale dla własnego bezpieczeństwa operator wymaga, aby zakupy o wartości powyżej tej kwoty zatwierdzać transakcję kodem PIN. Bezstykowe płatności są możliwe dzięki zastosowaniu nowej technologii, która polega na wykorzystaniu umieszczonego w karcie miniaturowego układu scalonego oraz wbudowanej antenie radiowej. VISA wypuściła na rynek karty zbliżeniowe PayWave, Mastercard oferuje nam natomiast karty PayPass. NFC to technologia, która pozwala na zamieszczanie funkcji karty płatniczej nie tylko na wystandaryzowanej formie kawałka plastiku, ale także np. w zegarkach, breloczkach czy telefonach komórkowych. Z tej technologii korzystają Visa payWave i MasterCard PayPass. W obecnych czasach indywidualizmu i autopromocji karty mogą być również spersonalizowane – odpowiednio do gustu użytkownika (pachnące, składane, fosforyzujące, metalowe, wycinane a nawet inkrustowane diamentami). Największe organizacje wydające obecnie karty płatnicze na świecie to: Visa International, Visa U.S.A., Visa Europe, wchodzące w skład Visa Inc., MasterCard Worldwide, MasterCard International, Diners Club, American Express, Japan Credit Bureau oraz Union Pay. Karty umożliwiają nam dostęp do pieniędzy zgromadzonych na koncie bankowym, możemy nimi płacić za towary i usługi w placówkach istniejących fizycznie i w internecie. Są o wiele bezpieczniejsze niż gotówka – możemy wprawdzie paść ofiarą złodzieja, ale też szybko odciąć mu dostęp do naszych pieniędzy zastrzegając kartę. Posługiwanie się kartami zabezpiecza indywidualny kod PIN, dzięki któremu uwierzytelniamy transakcję. Dlatego bardzo ważne jest, aby chronić go przed osobami postronnymi. Jeśli zgubimy kartę lub ktoś nam ją ukradnie, powinniśmy jak najszybciej zastrzec ją w placówce banku lub telefonicznie – jest wspólny telefon dla wszystkich banków http://zastrzegam.pl/. Od tego momentu ewentualne straty pokrywa wydawca karty. Niezależnie od zastrzeżenia karty, w Polsce za nieautoryzowane transakcje płatnicze odpowiada właściciel karty do wysokości 150 euro.

Bank w telefonie

Rozwój bankowości elektronicznej i technologii pozwalającej „zamknąć” bank w smartfonie spowodował, że coraz więcej osób korzysta z tej formy płatności. Bardzo wygodne stają się aplikacje mobilne, dostępne już praktycznie w każdym banku, pozwalają bowiem na obsługę konta, realizację przelewów i płatności z użyciem telefonu. Jedną z takich aplikacji jest np. BLIK, przy jego pomocy prześlemy w nagłych wypadkach gotówkę przyjaciołom czy rodzinie, którym nagle zabrakło pieniędzy na drugim krańcu świata, zapłacimy za obiad w restauracji i nowy ciuch w sklepie, ale też wyjmiemy pieniądze z bankomatu – większość z nich działa już bowiem zbliżeniowo lub na kod. Udoskonalono też systemy zabezpieczeń – aby zalogować się do swojego konta w smartfonie, można – jak dotąd – użyć czterocyfrowego kodu PIN, ale coraz częściej staje się to również możliwe poprzez odciśnięcie na ekranie linii papilarnych swojego palca. Warunek – urządzenie musi być wyposażone w czytnik linii papilarnych. Takie zabezpieczenie gwarantuje maksymalną ochronę naszych pieniędzy. Co więcej są już pierwsze banki, w których do konta można się zalogować głosem. Niewykluczone, że w podobny sposób będziemy niedługo potwierdzać zakupy. Telefon nie jest oczywiście już jedynym urządzeniem, za pośrednictwem którego możemy płacić.

Na identycznej zasadzie działają smartwatche, opaski czy breloczki. A w sprzedaży pojawiają się już pierwsze wielofunkcyjne okulary, czyli smartglasses. Płacić możemy nimi dzięki mikroprocesorom z anteną zbliżeniową, umieszczoną w tych urządzeniach. Mogą one być skojarzone z kontem osobistym, a wówczas dokonywane nim płatności są widoczne w historii jak transakcje kartą debetową. Co ciekawe w Polsce płatności zbliżeniowe stanowią 74,3 proc. Bezgotówkowych płatności kartowych. A karty zbliżeniowe stanowią 81,7 proc. wszystkich kart płatniczych w Polsce. Od początku 2019 roku limit transakcji, przy której nie będziemy musieli podawać kodu PIN, zwiększy się z obecnych 50 do 100 zł. Jest to odpowiedź na popularność tej formy płatności. Poza tym dotychczas u nas – w porównaniu do innych krajów europejskich – ten limit był stosunkowo niski. Na przykład w Wielkiej Brytanii jest to 30 funtów, czyli ok. 145 zł, a we Francji i Irlandii 30 euro, czyli ok. 130 zł. Wyższe limity obowiązują nawet w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (np. na Litwie 25 euro, czyli ok. 105 zł; w Rumunii 100 lejów, czyli ok. 90 zł; na Słowacji 20 euro, czyli ok. 85 zł).

Chip w lodówce zaopatrzy ją za nas

Rozwój technologiczny w obszarze płatności wciąż jednak trwa. Coraz częściej mówi się o inteligentnych chipach, którymi naszpikowane zostanie nasze otoczenie. Umieszczenie ich np. w lodówce załatwi za nas kwestię zakupów. Czujnik zarejestruje bowiem, że zaczyna nam brakować np. sera, masła czy mleka, powiadomi o tym fakcie nasz smartfon, a ten zamówi je dla nas w sklepie. Naszym zadaniem będzie tylko zatwierdzić transakcję. Podobnie może być z płatnością za paliwo – auto po zatankowaniu wyśle sygnał do terminala płatniczego informując o wartości zatankowanej benzyny czy ropy, a my potwierdzimy płatność. Za kilka, albo kilkanaście lat postęp może doprowadzić do całkowitego wyeliminowania wszelkich kart i gadżetów, które nosimy, aby nimi regulować płatności. Udoskonalanie i minimalizacja czytników, które będzie można umieścić dosłownie wszędzie, może spowodować, że terminale będą identyfikować osoby dokonujące transakcji na podstawie… ich rysów twarzy. Prekursorem takich rozwiązań są Chińczycy. W jednej z tamtejszych restauracji umieszczono czytnik, korzystający z wbudowanych kamer 3D, które skanują twarze klientów i wysyłają informacje o płatności do banku. Transakcję zatwierdza uśmiech klienta dzięki technologii „Smile to Pay”.

Dane są dodatkowo weryfikowane poprzez autoryzację za pomocą numeru telefonu. Tak więc choć gotówka wciąż jeszcze jest w obiegu, podobnie jak plastikowe karty płatnicze, to pojawiające się kolejne rozwiązania umożliwiające realizowanie płatności z wyeliminowaniem realnych pieniędzy mogą w końcu doprowadzić do ich całkowitej marginalizacji. Z drugiej strony jednak świat w każdej dziedzinie zmierza do wielokanałowości. Omnichannel staje się modny więc również w finansach. Co dalej? Czy czeka nas wszczepiane pod skórę implantów umożliwiających płatności NFC (near field communication) czy neuropłatności, które będą umożliwiać wykonywanie transakcji na poziomie fal mózgowych? O tym zdecyduje rozwój technologii, ale też nasze przyzwolenie na stosowanie takich rozwiązań. Póki co daleko nam chyba jeszcze do sytuacji, jaka już ma miejsce w Szwecji, gdzie pojawiają się pierwsze sklepy z napisami „nie akceptujemy gotówki”.

Po przeczytaniu artykułu prosimy o wypełnienie ankiety na https://niezalezna.pl/ankieta/ankieta7.php