Jaśkowiak wpadł na pomysł - i wywołał złość poznaniaków. "Udogodnienia, nie zakazy"

Jacek Jaśkowiak, / By Platforma Obywatelska RP - Regionalna konwencja programowa w Poznaniu, 20.09.2016, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=58106803

  

Prezydent Poznania podpatrzył kolejne "genialne" rozwiązanie z Zachodu. Na wzór Wiednia chciałby zakazać rodzicom podwożenia dzieci do szkół samochodami. O pomyśle poinformował na Facebooku - natychmiast mieszkańcy miasta mocno skrytykowali Jacka Jaśkowiaka. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy wiceministra spraw zagranicznych Szymona Szynkowskiego vel Sęk, który pochodzi ze stolicy Wielkopolski. - To jest realizacja hasła prezydenta "Wolne Miasto Poznań" z kampanii wyborczej w praktyce. Poznaniacy już po wyborach mogą się przekonać, jak prezydent Jaśkowiak rozumie "wolność" - powiedział nam polityk.

Jacek Jaśkowiak uparł się, że z Poznania zrobi drugą Kopenhagę albo Wiedeń. Co chwilę wprowadza jakieś rozwiązania, które w wielkich europejskich miastach zdają egzamin, ale w stolicy Wielkopolski niekoniecznie. Często naraża się przez to na gniew mieszkańców.

Tak jest i tym razem. Jaśkowiak oznajmił na Facebooku, że spodobał mu się pomysł z Wiednia, by zakazać rodzicom podwożenie dzieci do szkół samochodami. W tej sprawie ma wysłać zapytanie do austriackiej stolicy, aby poznać szczegóły akcji.

Pod jego wpisem na portalu społecznościowym pojawiło się mnóstwo komentarzy. Ale mieszkańcy są do tego pomysłu nastawieni negatywnie. Wskazują na totalną dezorganizację ruchu drogowego w Poznaniu i pytają, jak zimą dzieci miałyby na pieszo, lub rowerami dojeżdżać wiele kilometrów w śniegu lub deszczu.

W rozmowie z naszym portalem wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk, który pochodzi z Poznania, również skrytykował pomysł Jaśkowiaka.

To jest realizacja hasła prezydenta "Wolne Miasto Poznań" z kampanii wyborczej w praktyce. Poznaniacy już po wyborach mogą się przekonać, jak prezydent rozumie "wolność". A rozumie ją tak, że chce wedle swojego "widzimisie" i swoich pomysłów i eksperymentów mieszkańców wychowywać. Ja jestem temu przeciwny, ponieważ uważam, że każdy z mieszkańców ma prawo samemu decydować w jaki sposób dzieci dowozić do szkoły. Niektórzy mogą je doprowadzić pieszo, inni mogą wybrać rower, jeszcze inni mogą wybrać samochód. Czasami samochód jest koniecznością, ponieważ w kiepską pogodę, w jesienno-zimowej aurze ciężko sobie wyobrazić 8-letnie dzieci, które muszą chodzić wraz z rodzicami do szkoły, żeby miały iść kilometrami, czy grzęznąć w śniegu rowerem 

- powiedział minister.

Jak zaznaczył, prezydent Poznania tych problemów zdaje się nie rozumieć, "ale mnie to specjalnie nie dziwi, ponieważ pan Jaśkowiak bardzo wielu rzeczy w rządzeniu miastem nie rozumie".

Jeżeli prezydent naprawdę chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców w zakresie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego przed szkołami, to powinien zacząć od tego, żeby ten ruch drogowy przed szkołami uporządkować. Można stworzyć specjalne strefy, gdzie dzieci mogłyby być wysadzane tak, żeby było to bezpieczne, ale nie powinny być też odległe od szkoły, bo wtedy nie ma to żadnego sensu

- zaproponował polityk.

Ja jestem zwolennikiem tego, żeby porządkować kwestie dowozu dzieci do szkół, natomiast prezydent zaczął od tego, że bardzo mu się spodobał zakaz, czy zamykanie ulic wokół szkół, co mi się wydaje pomysłem zupełnie nietrafionym

- dodał.

Nie zakazy, tylko udogodnienia. Ja tak rozumiem ułatwianie życia mieszkańcom i zachęcam prezydenta Jaśkowiaka, żeby również w ten sposób na to patrzył

- zaznaczył na zakończenie Szynkowski vel Sęk.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wandale wywrócili krzyże w Kuropatach

/ Andrej Kuźniečyk [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

  

Nieznani sprawcy przewrócili czternaście drewnianych krzyży w Kuropatach, miejscu kaźni ofiar represji stalinowskich – podało Radio Swaboda. To kolejny akt wandalizmu na tej mińskiej nekropolii.

Jako pierwszy o zniszczeniu drewnianych krzyży, symbolicznie upamiętniających ofiary represji, poinformował opozycjonista Paweł Siewiaryniec, który uczestniczy w akcji przeciwko mieszczącej się przy Kuropatach restauracji „Pojedziemy, pojemy”.

Na terenie lasu w Kuropatach stalinowskie NKWD rozstrzeliwało represjonowanych. Według różnych szacunków w tamtejszych dołach śmierci spoczywa od kilkudziesięciu tysięcy do 250 tys. ofiar, wśród nich są także Polacy. Na terenie uroczyska w ciągu ostatnich 30 lat powstawał ludowy memoriał, złożony z krzyży stawianych przez aktywistów i obywateli. W sumie jest ich tam ponad tysiąc. Dopiero w 2018 r. z inicjatywy władz umieszczono tam pomnik upamiętniający ofiary.

Niedawno na terenie Kuropat wandale zniszczyli tzw. ławkę Clintona (już po raz trzeci). Granitową ławkę przekazał „w darze od narodu amerykańskiego” prezydent Bill Clinton podczas wizyty w 1994 r.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl