Sprawa prostytucji w jednym z mieszkań należących do posła Gawłowskiego wyszła na jaw w maju ubiegłego roku. Radio Szczecin ujawniło, że w lokalu należącym do posła można kupić usługi seksualne. Chodzi o mieszkanie przy ul. Chodkiewicza, gdzie pracowała m.in. prostytutka, która reklamowała się na stronach internetowych szczecińskich agencji towarzyskich.

Po ujawnieniu tych informacji żona posła Gawłowskiego mówiła w zaprzyjaźnionych mediach, że informacje o prostytutkach są nieprawdziwe.

„Mieszkanie wynajmowane agencji towarzyskiej nie należy do nas”.
- mówiła.

Po ujawnieniu wyciągu z ksiąg wieczystych przez TVP wyszło na jaw, że właścicielem mieszkania jest… poseł Gawłowski, który wydał oświadczenia, że... o niczym nie wiedział.

Jak informuje prokurator Jaonna Biranowska-Sochalska z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, śledczy sprawdzają, kto czerpał korzyści z nierządu w mieszkaniu posła Gawłowskiego.

Aktualnie trwa gromadzenie materiału dowodowego – przede wszystkim ustalanie, czy w lokalu mieszkalnym był prowadzony proceder, który miał polegać na czerpaniu korzyści z tego procederu przez inne osoby oraz ułatwianiu prowadzenia tego rodzaju formy działalności.
- mówi Biranowska-Sochalska.

W śledztwie nie przedstawiono jeszcze nikomu zarzutów, przesłuchiwani są świadkowie.

Jeżeli chodzi o przestępstwo stręczycielstwa i sutenerstwa, czyli ułatwiania innej osobie czerpania korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji, to takie przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.

Po ujawnieniu sprawy poseł Gawłowski twierdził, że nie wiedział o prostytutkach świadczących przez kilka lat usługi seksualne w jego mieszkaniu.

Kategorycznie stwierdzam, że nie miałem żadnej wiedzy, aby w wynajmowanym mieszkaniu świadczone były przez najemcę usługi wątpliwe moralnie .
- powiedział.

Jak podkreślił, umowa najmu „została zawarta ponad dwa lata temu z kobietą w średnim wieku, która prowadzi działalność gospodarczą w zakresie usług gastronomicznych”.

Pytany przez dziennikarza radia Szczecin twierdził, że nic nie wie na temat toczącego się śledztwa i nie chce tego komentować.