Dziś do akcji wkroczyła policja. Na wniosek prokuratury przeszukano budynki klubowe oraz prywatne mieszkania osób związanych z klubem. Chodzi oczywiście o głośną sprawę przejęcia Wisły Kraków przez tajemniczych inwestorów z Kambodży i Szwecji.

Śledztwo ma na celu wyjaśnić nieprawidłowości związane z nieudaną próbą sprzedaży Wisły Kraków SA. 22 grudnia Towarzystwo Sportowe Wisła, dotychczasowy właściciel piłkarskiej spółki, przekazał 100 procent akcji nowym inwestorom. Większościowy pakiet - 60 procent akcji - przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego. Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partners, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga. Nowi właściciele nie wykonali jednak przelewu, potwierdzającego przejęcie klubu. Vanna Ly zapadł się pod ziemię, a Mats Hartling próbował się tłumaczyć z tej niezręcznej sytuacji.

Ostatecznie klub wrócił w ręce TS Wisła, a nowym prezesem został Rafał Wisłocki.

Sprawa zaszła tak daleko, że o komentarz pokusił się sam minister Zbigniew Ziobro, uzasadniając działania prokuratury. Komunikat wydał też Polski Związek Piłki Nożnej.

Z kolei prezes Ekstraklasy twierdzi, że jest jeszcze szansa na uratowanie Wisły.

"Z Rafałem Wisłockim pozostajemy w kontakcie od momentu powołania go na fotel prezesa Wisły i poszukujemy rozwiązania sytuacji, aby krakowski klub mógł kontynuować udział w rozgrywkach w sezonie 2018/19. Sytuacja jest trudna, ale nie bez wyjścia. Staraliśmy się na bazie naszego doświadczenia podpowiedzieć kroki, których realizacja pozwoli Wiśle na utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Uważamy, że jest na to szansa. Podstawą jest oczywiście spełnienie wymogów licencyjnych PZPN, co jest w naszym przekonaniu możliwe. Na pewno będziemy też służyć dalszym wsparciem, jeśli tylko będzie taka potrzeba"

- powiedział Animucki, cytowany w komunikacie Ekstraklasy S.A.