„Praktycznie wszystkie rzeczy są zwyczajnie wymyślone”. Redaktor „Wyborczej” okłamał czytelników

Gazeta Wyborcza / Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

  

Informacje Gazety Wyborczej o zmianach dotyczących programu Pracowniczych Planów Kapitałowych to klasyczny fake news - ocenił prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. Zapewnił, że pensje pracowników nie spadną, a zmiany nie są związane z wyborami. Dodał, że praktycznie wszystkie rzeczy, które zostały podane w artykule są zwyczajnie wymyślone.

Poniedziałkowa Gazeta Wyborcza napisała, że PiS opóźnia termin startu nowego programu emerytalnego, czyli Pracowniczych Planów Kapitałowych, żeby ludzie nie dostali obniżonych pensji tuż przed wyborami.

"Jest dyrektywa, aby przed wyborami nie wprowadzać żadnych niepopularnych ustaw, które mogłyby nam odebrać poparcie. Nowy program emerytalny wpisuje się w tę strategię. Wie pan, jak by ludzie zareagowali, gdyby tuż przed wyborami zorientowali się, że mają mniejsze wynagrodzenia?" - mówi cytowany przez Gazetę Wyborczą anonimowy informator z rządu.

Gazeta podaje, że w praktyce działanie ustawy o PPK mamy odczuć jesienią, kiedy każdy pracownik dostanie na konto pensję zmniejszoną o 2 do 4 proc. Dokładne terminy wprowadzenie PPK podano na stronie internetowej Polskiego Funduszu Rozwoju, państwowej instytucji, która nadzoruje nowy program. To właśnie stąd firmy czerpią informacje, od kiedy mają zacząć potrącanie wpłaty na PPK z pensji pracowników.

Zdaniem prezesa PFR informacja podana przez gazetę jest "klasycznym fake newsem".

"Praktycznie wszystkie rzeczy, które tam zostały podane są zwyczajnie wymyślone. One nie są prawdziwe, pan redaktor (autor artykułu - red.) po prostu w ten sposób okłamał czytelników +Gazety Wyborczej+ i wprowadził społeczeństwo w błąd w zakresie kształtu programu Pracowniczych Programów Kapitałowych"

- ocenił Borys.

"Sugerowanie, że PPK oznaczają obniżenie pensji jest nieprawdą. Jest wręcz odwrotnie. Po pierwsze nasze wynagrodzenia w wyniku wprowadzenia PPK się nie zmienią" - zapewnił szef PFR. Wyjaśnił, że osoby, które dobrowolnie zdecydują się na posiadanie rachunku PPK, będą na nim odkładały część wynagrodzenia.

"Co więcej, można powiedzieć, że de facto dojdzie do wzrostu pensji, bowiem drugie tyle praktycznie te osoby uzyskają dopłaty od strony pracodawców, bądź ze strony państwa, co jest ekwiwalentem podwyżki pensji" - tłumaczy Borys.

Według niego teza zawarta w artykule jest o tyle kuriozalna, ponieważ to tak, jakby uznać, że oszczędzanie powoduje obniżenie wynagrodzenia.

"Kiedy z naszej pensji robimy lokatę terminową w banku np. na rok, to nie spada nasze wynagrodzenie. PPK sprowadzają się de facto do takiej lokaty terminowej, z tym, że bardzo długoterminowej - są tam nasze prywatne oszczędności pochodzące z naszych wynagrodzeń"

- zaznaczył.

Dodał, że nie każdy będzie musiał oszczędzać w PPK. Zrezygnować z niego można już na etapie tworzenia programu. "Można z niego zrezygnować w dowolnym momencie będąc uczestnikiem PPK, można przestać odkładać środki w ramach programu, jak również można te środki w każdej chwili wypłacić" - podkreślił.

Jego zdaniem także kwestia zmiany terminów dotyczących ostatecznej daty na utworzenie PPK i związku tego z wyborami jest "kompletnie zmyślona".

"Tłumaczyliśmy panu redaktorowi, że nie ma to nic wspólnego z wyborami" - powiedział Borys. Poinformował, że analizie prawnej zostało poddanych około 30 różnych kwestii związanych z interpretacją zapisów ustawy. PFR otrzymał też pytanie dotyczące maksymalnych terminów na utworzenie PPK ze strony jednej z kancelarii prawnych reprezentujących przedsiębiorstwo. Chodziło o to, czy nie należałoby inaczej interpretować przepisy i nie wydłużyć terminów, co wynika z przepisów kodeksu cywilnego.

"To była analiza bardzo techniczna, prawna. Z departamentem prawnym ministerstwa finansów potwierdziliśmy, że przedsiębiorstwa będą miały więcej czasu, żeby utworzyć PPK. Wynika to z interpretacji tego, czy termin trzymiesięczny liczony od 1 lipca, kiedy firmy zaczynają tworzyć PPK, mija w ostatnim dniu września, czy też 1 października. Wcześniej zakładaliśmy, że mija z końcem września. Okazało się, że z prawnego punktu widzenia bardziej poprawna jest interpretacja, iż termin ten mija 1 października. Dzięki temu firmy będą miały więcej czasu na utworzenie PPK, bowiem terminy maksymalne przesuwają się o miesiąc" - powiedział.

"To oczywiście nie ma nic wspólnego z wyborami, choćby dlatego, że pierwsze wpłaty do PPK mogą być dokonywane już w sierpniu - jeżeli firmy zawrą umowy z instytucjami finansowymi w lipcu, co mogą zrobić. Ta kwestia na żadnym etapie nie miała nic wspólnego z wyborami. Uważam, że jest to w pełni wymyślona teza"

- podkreślił Borys.

"Bardzo źle się dzieje, że przekazuje się pracownikom, opinii publicznej, nieprawdziwe informacje, przez co wprowadza się ich w błąd co do kształtu programu PPK (...). Z wyników analizy technicznej i prawnej przepisów zrobiono temat polityczny. Nie ma to żadnego potwierdzenia w rzeczywistości" - dodał.


Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych 19 listopada ub. r. Ustawa zakłada utworzenie prywatnego, dobrowolnego systemu gromadzenia oszczędności emerytalnych. W program ma być zaangażowane państwo, pracodawcy i pracownicy. Dotyczy osób, które są zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Wpłata podstawowa finansowana przez uczestnika PPK może wynosić od 2 do 4 proc. wynagrodzenia. Z kolei pracodawca dopłacałby składkę od 1,5 proc. do 4 proc. wynagrodzenia. W efekcie maksymalna wpłata na PPK w przypadku jednego pracownika mogłaby wynosić 8 proc.

Wpłata podstawowa finansowana przez uczestnika PPK będzie mogła wynosić mniej niż 2 proc. wynagrodzenia, ale nie mniej niż 0,5 proc. wynagrodzenia, jeżeli wynagrodzenie uczestnika PPK osiągane z różnych źródeł w danym miesiącu, nie przekracza kwoty odpowiadającej 1,2-krotności minimalnego wynagrodzenia. Poza tym obowiązywałaby coroczna dopłata z budżetu w wysokości 240 zł, a ponadto państwo dawałoby dodatkową "opłatę powitalną" w wysokości 200 zł.

Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2019 r. z półrocznym vacatio legis. Największe firmy, zatrudniające powyżej 250 osób, zaczną stosować przepisy ustawy od 1 lipca 2019 r. Podmioty zatrudniające co najmniej 50 osób - od 1 stycznia 2020 r., a firmy zatrudniające co najmniej 20 osób - od 1 lipca 2020 r. Pozostałe podmioty będą musiały stosować ustawę od 1 stycznia 2021 r. Ten ostatni termin obowiązuje też podmioty należące do sektora finansów publicznych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Niemcy poddały się presji naszego regionu. Przyjęły dyrektywę UE niekorzystną dla Nord Stream 2

Bundestag / pixabay.com / clareich

  

Niemiecki Bundestag przyjął dziś nowelizację ustawy o zaopatrzeniu w energię elektryczną i gaz, która stanowi implementację dyrektywy gazowej UE. Tym samym ostatecznie niemieckie partie rządzące zrezygnowały z pomysłu obejścia zapisów dyrektywy, które były niekorzystne dla rosyjskiego monopolisty Gazpromu i budującego się Nord Stream 2. Za nowelizacją głosowali posłowie koalicji rządowej CDU/CSU i SPD oraz opozycyjnej FDP.

- Przyjmujemy unijną dyrektywę gazową w brzmieniu jeden do jednego

 - mówił podczas debaty poseł CDU Peter Bleser.

Wtórował mu deputowany SPD Timon Gremmels, który oprócz tego zapewniał, że "Niemcy bardzo poważnie traktują obawy wschodnich partnerów: Polski i państw bałtyckich", dlatego unijna dyrektywa gazowa jest - jego zdaniem - dobrym kompromisem.

Jednocześnie przedstawiciele koalicji rządowej zgodnie przekonywali, że projekt Nord Stream 2 jest wyłącznie gospodarczym rosyjsko-europejskim przedsięwzięciem.

Dyrektywa gazowa UE, która została znowelizowana w tym roku, zakłada, że operator gazociągu musi być niezależny od dostawcy gazu. Zmiana obejmuje też firmy spoza Wspólnoty, czyli m.in. rosyjski Gazprom i operatora budowanego gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie.

Dyrektywa zakłada, że spod jej obowiązywania mogą być wyłączone gazociągi, których budowa została ukończona przed 23 maja 2019 roku.

Przedstawiciele AfD w Bundestagu, którzy głosowali przeciwko przyjęciu nowelizacji, argumentowali, że nowe prawo spowoduje podniesienie cen gazu i obniży bezpieczeństwo dostaw. Z kolei Zieloni - którzy również sprzeciwiali się przyjęciu ustawy - przekonywali, że Gazprom "tak czy siak uzyska wyłączenie" spod obowiązywania dyrektywy i że budowa Nord Stream 2 jest oznaką nielojalności wobec Ukrainy.

Pracom nad ustawą towarzyszyły kontrowersje. W ubiegłym tygodniu dziennik "Bild" informował, że partie rządzące chciały obejść dyrektywę gazową UE niekorzystną dla Nord Stream 2. Zawarte w niej zapisy miały być rozwodnione. Jak donosiła gazeta, z projektu nowelizacji miał zniknąć zapis dotyczący nieobowiązywania regulacji wobec inwestycji ukończonych przed 23 maja 2019. Słowo "ukończone" zamieniono tam na "trwające".

W przyjętym dziś przez Bundestag wrócono do wersji, którą zawiera dyrektywa UE. Budowa NS2 wciąż trwa. Zostanie ona zakończona prawdopodobnie w połowie 2020 roku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl