Kilka dni temu "Super Express" przedstawił zdjęcia i opisał sytuację,w której główną rolę odegrał prezes partii "Wolność", Janusz Korwin-Mikke oraz jego pies. Otóż polityk wraz ze swoim pupilem miał wybrać się na przedsylwestrowe zakupy, celem nabycia fajerwerków. Korwin-Mikke chciał udowodnić, że jego pies nie boi się huku petard.

" (...) jakby na poparcie swych słów, po zakupach [Janusz Korwin-Mikke - red.] postanowił zademonstrować swemu pupilowi jak wybuchają petardy- pocierki. Odi [imię psa - red.] faktycznie nie wyglądał na przestraszonego (...)"

- czytamy na stronie se.pl.

Sprawa doczekała się reakcji ze strony środowisk zajmujących się ochroną nad zwierzętami. Dzisiaj na Twitterze Konrad Kuźmiński, członek zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, poinformował, że o sprawie zawiadomiona zostanie prokuratura.

Przywołany przez Kuźmińskiego przepis dotyczy znęcania się nad zwierzęciem poprzez "złośliwe straszenie lub drażnienie", co zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności.

- W zawiadomieniu złożyłyśmy wniosek o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego sądowego z zakresu psychologii zwierząt, który stwierdzi, czy doszło do złośliwego straszenia psa

- dodaje przedstawiciel Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

Jak niemal co roku, media i opinię publiczną rozgrzewa dyskusja na temat wpływu sylwestrowych wystrzałów fajerwerków na zwierzęta domowe oraz dzikie. Środowiska zajmujące się ochroną zwierząt oraz weterynarze apelują o powstrzymywanie się od używania materiałów pirotechnicznych.