Przed Bundeswehrą rok wielkiej odpowiedzialności - od 1 stycznia Niemcy przejęły dowództwo natowskich Wspólnych Sił Operacyjnych Bardzo Wysokiej Gotowości (VJTF), czyli tzw. szpicy. Siły te mają być w stanie w ciągu 48-72 godzin przerzucić żołnierzy we wskazane przez Sojusz miejsce.

"Dla szpicy oznacza to, że musi funkcjonować, za wszelką cenę"

- podkreśla "Sueddeutsche Zeitung".

Tymczasem po latach oszczędności i redukowania budżetu dla niemieckiego wojska "wysiłkiem było zgromadzenie personelu i wyposażenia dla brygady" Bundeswehry oddelegowanej do roli jednostki wiodącej w szpicy w 2019 roku. W tym celu sprzęt ściągnięto z innych jednostek, przez co w niektórych doszło do przestoju, bo zabrakło czołgów do prowadzenia ćwiczeń.

"Militarne zaangażowanie tej wielkości doprowadza Bundeswehrę do granic (możliwości)" - ocenia "Sueddeutsche Zeitung".
Minister obrony Ursula von der Leyen przyznała, że dla wojska będzie to zadanie "niezwykle wymagające", ale oceniła, że dowództwo nad szpicą będzie dla Bundeswehry bodźcem modernizacyjnym. "Sueddeutsche Zeitung" podkreśla jednak, że chodzi o "reanimację armii, o której w Niemczech myślano, że już nie będzie potrzebna".

VJTF powstały w reakcji na rosyjską aneksję Krymu w 2014 roku i funkcjonują jako element strategii odstraszania Rosji. W ich skład wchodzą żołnierze w najwyższej gotowości alarmowej, delegowani na zasadzie rotacji przez państwa członkowskie.

Według niemieckiego resortu obrony siły szpicy mają liczyć w 2019 roku około 8 tys. żołnierzy, z czego 4 tys. wystawiają niemieckie wojska lądowe, a pozostałych inne państwa NATO jak Francja, Holandia i Norwegia. By podzielić ciężary wysokiej gotowości bojowej, wiodącą brygadę VJTF wystawia każdego roku inne państwo - w 2018 roku były to Włochy, w 2020 roku ma to być Polska. Niemcy ponownie wystąpią w roli lidera szpicy w 2023 roku.