W tym procesie rozstrzyga się, czy sędziowie będą mogli zatkać usta dziennikarzom. Zawalmy media, gazety sprostowaniami, wtedy nikt już nie odważy się krytykować sędziów

– mówił szef „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz po rozprawie jaką wytoczyło mu 38 sędziów z Sądu Okręgowego w Krakowie po publikacji w tygodniku autoryzowanego wywiadu z premierem Mateuszem Morawieckim.

Pełnomocnicy sędziów i ich przedstawiciel Dariusz Mazur woleli zaś - zamiast odnosić się do procesu o sprostowanie - opowiadać o trwającej rzekomo nagonce na sędziów, złej atmosferze politycznej, propagandzie antysędziowskiej i obraźliwej kampanii pod adresem sądowego stanu. 

W precedensowym procesie grupa 38 sędziów z Krakowa z Waldemarem Żurkiem i Beatą Morawiec na czele domaga się sprostowania przez „Gazetę Polską” autoryzowanego wywiadu, w którym premier odniósł się krytycznie do funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Mecenasi tygodnika argumentują, że o sędziach, którzy domagają się sprostowania, nie ma słowa w tekście wywiadu, dlatego nie są oni upoważnieni do formułowania żądania.

Przedstawicielami sędziów z Krakowa byli rzecznik stowarzyszenia Themis Dariusz Mazur i Edyta Barańska. Ich pełnomocnicy, Michał Wawrykiewicz i Sylwia Gregorczyk-Abram, założyli stowarzyszenie #wolnesądy i prowadzą aktywne działania przeciwko wprowadzanej reformie sądownictwa.

Jeden z pełnomocników szefa „GP” mec. Hubert Kubik mówił o wysłuchanych wcześniej „płomiennych, kwiecistych przemówieniach na sali sądowej pełnomocników powoda ale braku w nich odniesień merytorycznych do tego konkretnego procesu”.

Mówienie o podgrzewaniu atmosfery, cytowanie komentarzy z tekstów sprzed lat, ma jedynie budować atmosferę rzekomej nagonki na sędziów, by narzucić tok myślenia, że to sprawa, która ma znacznie wyższy wymiar niż to jest w istocie

– mówił adwokat. Wytknął też, iż adwokaci powodów swoimi przemowami wykazali, że mylą rozprawę o sprostowanie z procesem o ochronę dóbr osobistych.   

Mec. Kubik wypunktował liczne uchybienia pozwu sędziów. Zwrócił uwagę na wadliwość pozwu ze względu na brak zawarcia w nim adresów zamieszkania 38 powodów. Powstaje w takich warunkach przeszkoda w rozpatrywaniu tego pozwu. Trudno sobie np. wyobrazić, jak można by wyegzekwować koszty procesowe, w wypadku przegrania procesu przez sędziów. Sędziowie nie dopatrzyli nawet takiej rzeczy, jak wskazanie załączników w treści pozwu.

Mecenas Sławomir Sawicki wykazywał, że sędziowie pozywający „GP” nie byli upoważnieni do wnoszenia o sprostowanie, bo w tekście wywiadu nie ma o nich mowy.

Na sali rozpraw Sędzia Dariusz Mazur zamiast odwoływać się do prawa dotyczącego sprostowań wolał opowiadać o tym, jak dostrzegł stosowania przez premiera Morawieckiego negatywnego mechanizmu propagandowego do zdeprecjonowania sędziów. Mówił o kampanii pomówień, które nasiliły się wraz z początkiem kadencji obecnego premiera.

Pełnomocnik jego i innych sędziów mec. Michał Wawrykiewicz stwierdził, że proces przeciwko „GP” jest wynikiem „narastania pewnej atmosfery, pewnej narracji, która pojawia się zarówno u polityków, jak i publicystów”. Pouczał także o rekomendacji wydanej przez Komisję Europejską w grudniu 2017 r. stwierdzającej, że w Polsce należy zaprzestać deprecjonowania wymiaru sprawiedliwości. Wawrykiewicz stwierdził, że pytanie zadane premierowi w wywiadzie „GP” zawierało tezy i było prowokacyjne. Miało ono sugerować zdaniem mecenasa, że sędziowie donoszą zagranicę na Polskę. A przecież, jak stwierdził Wawrykiewicz, instytucje Unii Europejskiej nie mogą być traktowane jako zagraniczne.

Sędzia Agnieszka Derejczyk na pierwszej rozprawie zakończyła proces i po wysłuchaniu mów końcowych ogłosiła, że publikacja wyroku nastąpi 11 stycznia.

Na rozprawę zjawili się przedstawiciele Klubów GP i sympatycy tygodnika. Większość z nich miała na sobie koszuli z napisem #Reforma sądów. Tomasz Sakiewicz podziękował za przybycie tym, którzy przyszli w obronie wolności słowa.  

W sądzie pojawiła się też grupa działaczy KOD-u, którzy postanowili wesprzeć grupę krakowskich sędziów. Ich krzyki na korytarzu sądowym Konstytucja zostały zagłuszone znacznie głośniej skandowanymi hasłami „Precz z komuną!” i „Sądy do zmiany!”.

Po tym, jak pozywający wnieśli przeciwko szefowi „GP” sprawę do warszawskiego sądu, okazało się, że sędziowie ci nie opłacili pozwu. Jak ustaliła Niezależna.pl, pozywający zostali zwolnieni z opłat stałych, wymaganych do wniesienia w związku z każdym składanym pozwem. Uznanie, że to pozew wolny od opłat sądowych nastąpiło z nieznanych dotąd przyczyn. 

Podczas rozprawy sam pozwany odniósł się do tego faktu mówiąc, że "w takiej sprawie wymagana jest bezstronność i poczucie bezstronności u osoby, która została postawiona przed sądem".

Byłem setki razy jako redaktor naczelny stawiany przed sądem (...) nigdy nie zostałem zwolniony z żadnych opłat, nawet wtedy, kiedy o to prosiłem. Ale 38 sędziów, bez proszenia, zostało zwolnionych z opłat. Czy wysoki sąd może mnie zapewnić, ze jeżeli przegram, w drugiej instancji będę zwolniony z opłat, które ponosi jedna osoba wobec 38 sędziów? (...) To jest sprawiedliwość? To jest równość stron?

- pytał Tomasz Sakiewicz.

Żebym wydrukował sprostowanie, muszę je dostać od osoby zainteresowanej. Merytorycznie uzasadnione i w takiej formie, że da się to wydrukować (...) Ode mnie zażądano wielokrotnego wydrukowania sprostowania. To jest duża różnica

- mówił. Jak wskazał, jako redaktor naczelny, nie miał szans wydrukować zwykłego sprostowania, ponieważ "mnie o to nikt nie poprosił".

Nie dostałem tego pisma, dostałem pismo bardzo wielu sędziów z prośbą o wielokrotne sprostowanie. To z czym idą do sądu, jak oni mnie nigdy o to nie poprosili? Nie poprosili mnie o to, czego żądają w sądzie. Przecież to jest podstawa: sądzić się o to, czego odmówiłem. Ja odmówiłem czegoś innego. Przecież to jest zwykła nieuczciwość. Jak oni mogą żądąc, abym opublikował coś, czego oni nigdy ode mnie nie żądali?

- dodał.

Zobaczcie całość wystąpienia Tomasza Sakiewicza: