Od kilku lat zakład przynosił straty, media pisały wręcz o mlecznej piramidzie finansowej i o kreatywnej księgowości, jaką już od lat miano uprawiać w spółdzielni. Z niewiadomych przyczyn rada nadzorcza nie interweniowała, choć zakład coraz głębiej grzązł w długach.

ROTR to skrót od Rypińskie Okręgowe Towarzystwo Rolnicze, które w 1926 r. było założycielem mleczarni.Spółdzielnia Mleczarska w Rypinie przez lata należała do największych producentów w branży mleczarskiej, a surowiec dostarczali jej rolnicy z obszaru 5 województw i 27 powiatów. W najlepszych czasach przerabiała około 600 tysięcy litrów mleka na dobę, a jej produktami przeznaczanymi na rynek krajowy i na eksport były: mleko UHT, a także mleko w proszku, śmietanki UHT, śmietany, sery twarde i twarogi sernikowe. W październiku br. ogłosiła upadłość, w 2017 r. miała ponad 14 mln zł straty. 

Od dłuższego czasu w mediach lokalnych i branżowych pojawiały się informacje o kłopotach finansowych ROTR Rypin, o niezbędnej tam restrukturyzacji, widmie upadłości, a także o rozmowach z potencjalnymi inwestorami, które spełzły na niczym. Spółdzielnia już kilka lat znajdowała się na równi pochyłej – od 2014 r. co roku przynosiła straty. Mimo to walne zgromadzenie przedstawicieli ROTR (ostatnie odbyło się pod koniec maja) nie zakwestionowało dalszego pełnienia funkcji przez wieloletniego prezesa Mariusza Trojakowskiegoani członków rady nadzorczej mleczarni. 

W ostatnich miesiącach media donosiły, że łączne długi rypińskiej spółdzielni wynoszą ponad 50 mln zł,  a zaległości wobec pojedynczych gospodarstw sięgają od kilku do nawet 130 tys. zł.    20 lipca br. walne zgromadzenie udziałowców przegłosowało wniosek o upadłość. Spółdzielnia zakończyła i tak już szczątkową produkcję, został ustanowiony tymczasowy nadzorca sądowy.5 października zarząd mleczarni dostał z Wydziału Gospodarczego sądu w Toruniu postanowienie o ogłoszeniu upadłości. 

O mlecznej piramidzie finansowej w ROTR donosił Tygodnik Poradnik Rolniczy. Źle zaczęło się dziać wówczas, gdy zarząd ROTR zaczął realizować niezrozumiały model działalności gospodarczej. Kupował mleko od swoich dostawców i płacił za nie z wielomiesięcznym opóźnieniem. Większość produkcji ROTR sprzedawał w ramach przedpłat, co oznaczało znacznie niższe ceny zbytu. Pieniądze przeznaczano na regulowanie bieżących zobowiązań: kredyty, płace i podatki. Została zbudowana swoista piramida finansowa, w której zabrakło pieniędzy dla rolników – czytamy w artykule poświęconym rypińskiemu zakładowi.

Skutek? Dostawcy zaczęli masowo odchodzić ze spółdzielni, co spowodowało, że ROTR nie mógł realizować wcześniej podpisanych kontraktów. Poradnik Rolniczy pisał też o „swoistej kreatywnej księgowości w rocznych sprawozdaniach finansowych spółdzielni”. W jej ramach – jak czytamy - „w niewyszukany sposób były maskowane długi i sztucznie zwiększany majątek ROTR”. W przychodach operacyjnych spółdzielni miano uwzględniać m.in. przychód z wyceny znaku towarowego i to na kwotę ponad 15 mln zł, co pozwoliło maskować faktyczny rozmiar ponoszonych przez ROTR strat.

Spektakularny upadek ROTR Rypin jest tym bardziej uderzający, że kondycja finansowa zdecydowanej większości polskich spółdzielni mleczarskich pozostaje całkiem niezła. 

Generalnie spółdzielnie mleczarskie starają się w ostatnich latach utrzymać płynność finansową na poziomie zbliżonym do pożądanego.  Mimo licznych zawirowań na rynku mleka utrata zdolności do dalszego funkcjonowania zdarzała się bardzo rzadko

- przekonywał na tegorocznej konferencji branżowej Euromlecz dr Jan Dworniak, prezes Centrum Badań Audytorskich, Analiz i Doradztwa Finansowego.

W jego ocenie o rentowności spółdzielni mleczarskich decyduje przede wszystkim kapitał ludzki.

Tylko świadoma celów kadra kierownicza jest w stanie zapewnić odpowiednie relacje rentowności, które powinny być utrzymane niezależnie od warunków otoczenia

– uważa dr Dworniak. 

O rypińskim ROTR zrobiło się głośno, gdy w październiku br. głos w tej sprawie zabrał w Sejmie wiceminister rolnictwa.

Ta spółdzielnia ma potężne kłopoty. Jedynym wyjściem jest znalezienie inwestora, który wznowi produkcję na tzw. mleku przerzutowym. Trwają poszukiwania firmy, która chciałaby zainwestować, wznowić produkcję i uratować ten zakład

– oświadczył wtedy wiceminister Tadeusz Romańczuk.

Przypomniał zarazem, że spółdzielnia mleczarska to prywatna własność spółdzielców. "Oni współzarządzali, kontrolowali zarząd. Dzisiaj sytuacja ma się tak, nie inaczej" – przyznał wiceminister.

Sprawą powinna zająć się prokuratura

– uważa poseł Leszek Galemba z PiS, członek sejmowej Komisji Rolnictwa, do którego o pomoc zwrócili się rypińscy producenci mleka.

Sytuacja na rynku mleka od 2016 r. uległa znacznej poprawie. ROTR Rypin musiał być źle zarządzany. Z niewiadomych przyczyn to umknęło uwadze radzie nadzorczej. To ona powinna zareagować i doprowadzić do Walnego Zgromadzenia, które powinno zastanowić się nad przyczynami złej sytuacji. Należy zbadać, czy nie doszło do działania na szkodę ROTR

– alarmuje poseł Galemba. 

Na wskrzeszenie spółdzielni w kształcie porównywalnym do tego sprzed upadłości w zasadzie nie ma co liczyć - dostawcy od dawna odeszli do innych producentów, a produkcja w Rypinie w ostatnich miesiącach była prowadzona już tylko w szczątkowej formie. Pytanie, co stanie się z majątkiem spółki, do którego należą m.in. nowoczesne linie produkcyjne. Czy wierzyciele odzyskają swoje pieniądze?

5 października zarząd mleczarni dostał postanowienie z Wydziału Gospodarczego sądu w Toruniu o ogłoszeniu upadłości. Według naszych nieoficjalnych informacji syndyk zajmujący się sprawą określił swoje wynagrodzenie za prowadzenie postępowania upadłościowego na kwotę prawie 1 mln zł.

Wierzycielom spółdzielni sąd wyznaczył termin 30 dni kalendarzowych na zgłoszenie wierzytelności w postępowaniu upadłościowym. Termin minął 26 listopada.