Henryk Malanowicz jest jednym z ostatnich żyjących członków tajnej organizacji wojskowej Armia Wolnej Europy, która działała w Świętokrzyskim od 1954 r. do Wigilii w 1959 r. Liczyła kilkudziesięciu byłych żołnierzy AK, NSZ i WiN. Została założona przez Melchiora Batorskiego ps. Zemsta i Walerego Grosickiego ps. Pogromca. Malanowicz należał do grupy działającej w Rakowie k. Staszowa. Pełnił funkcję łącznika między skrzynkami kontaktowymi, a także wywiadowcy. Jako listonosz przechwytywał donosy do MO i SB.

Po wpadce w 1959 r. wyłapano 29 członków organizacji. Śledztwo prowadzili kieleccy ubecy, którzy straszliwie torturowali żołnierzy AWE. Malanowicz został skazany m.in. za wysadzenie w powietrze sowieckiej gwiazdy, którą władze komunistyczne postawiły w centrum Rakowa w 1954 r. na cokole, który wcześniej był poświęcony Józefowi Piłsudskiemu i legionistom. Dostał wyrok sześciu lat więzienia, Melchior Batorski zaś – dożywocie.

„Waldek” w więzieniu we Wronkach spędził 54 miesiące. Przez stan zdrowia – był torturowany, miał wszczepioną żółtaczkę i chorował na gruźlicę – został przedterminowo zwolniony.

W 1992 r. z rewizją nadzwyczajną sprawy Malanowicza i innych członków Armii Wolnej Europy wystąpił Adam Strzembosz, I prezes Sądu Najwyższego. Domagał się uniewinnienia i pełnej rehabilitacji żołnierzy AWE. Tymczasem SN w siedmioosobowym składzie, zamiast uniewinnić Malanowicza, zmienił kwalifikację karną jego czynu z przynależności do organizacji o charakterze zbrojnym na przynależność do organizacji o charakterze tajnym.

Sąd Najwyższy zmienił kwalifikację prawną, opierając się na przepisach tzw. małego kodeksu karnego A chodzi o komunistyczny dekret przyjęty w 1946 r. jako narzędzie do walki z podziemiem niepodległościowym. W ten sposób Malanowicz, już w wolnej Polsce, został skazany po raz drugi – nie jako bandyta, ale jako bandyta łagodniejszego sortu. Zmieniono kwalifikację prawną, ale pozostawiono opis czynu z wyroku z 1962 r.
- mówi mec. Maciej Krzyżanowski, pełnomocnik bohatera.

W konsekwencji Sąd Najwyższy uznał, że czyn o łagodniejszym charakterze się przedawnił, i umorzył postępowanie, nie rehabilitując Malanowicza, co było głównym celem rewizji nadzwyczajnej I prezesa Adama Strzembosza. Sędziowie SN uznali jednak, że mimo pobudek patriotycznych grupa z Rakowa stanowiła zagrożenie dla społeczeństwa, bo m.in. gromadziła broń w domach.

Orzeczenie SN miało konsekwencje w późniejszym procesie o zadośćuczynienie za 54 miesiące spędzone przez Malanowicza w więzieniu. Sąd Okręgowy w Kielcach uznał, że Henryk Malanowicz 27 miesięcy w więzieniu spędził zasadnie.


Malanowicz dostał zadośćuczynienie jedynie za połowę okresu spędzonego w więzieniu – 81 milionów starych złotych.

To jedynie symboliczna kwota, niewspółmierna do cierpień, które mu zadano.
- twierdzi mec. Krzyżanowski.

Żołnierz AWE odwołał się od wyroku. Sąd Apelacyjny w Krakowie w orzeczeniu z 1994 r. nie uwzględnił jednak uszczerbku na zdrowiu, jaki poniósł Malanowicz. W uzasadnieniu postanowienia czytamy:

„Autor zażalenia zdaje się przeceniać miejsce odbywania kary we Wronkach. Fakt ten w odniesieniu do osoby wnioskodawcy ma stosunkowo niewielkie znaczenie”.

Mec. Maciej Krzyżanowski zapowiada, że będzie się domagał pełnej rehabilitacji Henryka Malanowicza, który został ponownie skrzywdzony przez wymiar sprawiedliwości, tyle że już w wolnej Polsce.

- Przyczyna tkwi w kuriozalnym postanowieniu SN z 1992 r. Działalność Malanowicza i pozostałych członków AWE była prowadzona na rzecz odzyskania niepodległości. Należy im się pełna rehabilitacja i uznanie.
- wskazuje pełnomocnik.