Laszkiewicz to jeden z najbardziej rozpoznawalnych Polskich hokeistów. Przez lata nie schodził z wysokiego poziomu i rozegrał aż 216 meczów w reprezentacji Polski. Czy czuje się spełniony jaki sportowiec?

Zdecydowanie tak. Nigdy nie byłem zawodnikiem, który wchodził w meczu na dwie, trzy zmiany, tylko od początku trenerzy wpuszczali mnie na wszystkie osłabienia, wszystkie przewagi, w końcówkach spotkań prawie nie schodziłem z lodu. Przez 20 lat to była spora dawka i ogromny wysiłek dla mojego organizmu. W każdym sezonie rozgrywałem blisko 80 meczów. Cieszę się, że do czterdziestego roku życia udało mi się utrzymać wysoki poziom. Jestem z tego naprawdę dumny i czuję się całkowicie spełniony.

- mówi.

Jak podkreśla, występy w reprezentacji Polski to dla niego powód do dumy.

Dla mnie każdy mecz, turniej i mistrzostwa świata były ogromnym przeżyciem i wyróżnieniem. Wiadomo, poziom hokeja w Polsce jest jaki jest i pewnej bariery nie możemy przeskoczyć. Na pewno najbardziej w pamięci utkwił mi wywalczony w 2001 roku awans do Elity podczas turnieju we Francji. To mógł być fajny bodziec dla środowiska hokejowego. Niestety, rok później na mistrzostwach świata w Szwecji nie udało nam się utrzymać. W tamtych czasach Japonia wpłacała spore sumy do IIHF i miała zagwarantowane miejsce w Elicie. Może, gdybyśmy się wtedy utrzymali, to potem w następnych latach byłoby łatwiej.

- wspomina.

Co po zakończeniu kariery? Okazuje się, że od hokeja nie da się odpocząć...

Na pewno zostanę przy hokeju, ale w jakiej roli to jeszcze nie chciałbym zdradzać.

- kończy.