Sebastian Mila przyznaje, że pierogów, barszczu i karpia nie je już cztery miesiące przed Bożym Narodzeniem.

"Święta Bożego Narodzenia w naszej rodzinie zawsze były traktowane wyjątkowo. Nie chcę skłamać, ale od trzech bądź czterech miesięcy przed świętami planuję, co będę robił i jak to będę robił. Wyjątkowo przygotowuję się na okres spędzany z rodziną. Zawsze trzeba było to jakoś planować, bo piłkarz często jest w rozjazdach. Teraz czasu jest więcej. Nie jem przez cztery miesiące do świąt pierogów, barszczu, karpia. Szykuję żołądek i brzuch na delektowanie się tymi potrawami w święta"

- powiedział Mila.

Wskazał, że podczas Bożego Narodzenia najlepiej widać czym jest rodzina.

"Kiedy siedzi się razem, jedzie z drugiego końca Polski, żeby wspólnie zasiąść przy wigilijnym stole, to rozumie się to słowo"

- zauważył.

Przyznał, że bardzo lubi wspólne śpiewanie kolęd.

"Składanie życzeń, dzielenie się opłatkiem, kolędy - to cementuje rodzinę. To staram się przekazać swojej dziewięcioletniej córce"

- powiedział Mila.

Dodał, że zdecydowanie bardziej woli robić niż dostawać prezenty.

"Dostawać lubi każdy, ale zdecydowanie bardziej koncentruję się na ich dawaniu. Zawsze lubiłem sprawiać komuś przyjemność, a jak jeszcze ktoś to doceniał, to było to dla mnie niezwykle istotne i ważne. Święty Mikołaj coś dla córki już wymyślił. List był napisany - obowiązkowo, więc prezent jest przyszykowany"

- wspomniał.

Mila w piłkarskiej reprezentacji Polski zanotował osiem trafień (bramka m.in. z mistrzami świata Niemcami 2:0 na PGE Narodowym w el. Euro 2016) w 38 występach. Karierę rozpoczął i zakończył w Lechii Gdańsk. Grał także m.in. w Dyskobolii Grodzisk Wlkp., Austrii Wiedeń i Śląsku Wrocław.