Ambasador rozpoczyna od przedstawienia losów swojego pradziadka, wypędzonego z domu w Radomiu wraz z rodziną przez niemieckich okupantów w 1941 roku, po czym pisze:

”Historia mojego pradziadka nie jest wyjątkowa. Była typową w czasie wojny. Okupacja Polski nie była porównywalna z okupacją Francji czy Holandii. W polskich warunkach oznaczała ona przekształcenie całego kraju w wielkie piekło z różnymi kręgami. Ten najgorszy krąg był przeznaczony dla Żydów, a inne dla Polaków czy Białorusinów. Celem Niemców nie było stworzenie rządu przyjaznego nazistom, ale poszerzenie przestrzeni życiowej dla wielkich Niemiec, wykorzenienie polskich elit jako zagrożenia i germanizacja lub niewolnictwo reszty populacji. Żydzi i Polacy pochodzenia żydowskiego zostali skazani na śmierć”

- czytamy w tekście ambasadora.

"Nie wiem czy wtedy odczuwał współczucie dla Żydów, których niemieckie władze okupacyjne zapędziły do Małego Getta z całej dzielnicy. Nie wiedział wówczas, że wróci do swojej ojczyzny po 16 miesiącach, po tym jak Niemcy zlikwidują getto w sierpniu 1942 r. i wymordują jego żydowskich mieszkańców. Nie był ani sprawcą, ani świadkiem. Po prostu nie miał nic do powiedzenia. (...) Po wojnie mówił o współczuciu dla Żydów, a także o tym, że raz po raz szmuglował żywność do getta. Nie wiem, czy to prawda, czy tylko rodzinna legenda. Nie będę mógł się już tego dowiedzieć"

- kontynuuje ambasador

„Dlatego jako człowiek byłem po prostu zszokowany, gdy przeczytałem w artykule pana Simona Geissbuehlera ("Holocaust był nie tylko niemiecki - w Europie Wschodniej wielu nie chce tego dostrzec"), opublikowanym w dniu 12.12.2018 w szanowanej NZZ, następujące słowa - Powstawanie gett, działania Einsatzgruppen, masowe egzekucje, masowe deportacje, a także działania obozów koncentracyjnych i obozów zagłady nie odbywałyby się tak gładko, gdyby Niemcy nie mogli liczyć na wsparcie lokalnych mieszkańców

- pisze w swej polemice Jakub Kumoch.

Ambasador zaznacza, że „autorem tego zdania jest historyk i dyplomata (tak, autor jest dyplomatą kraju neutralnego), który powinien władać metodologią badawczą, aby nie napisać czegoś takiego”. Podkreśla, że „cytowane słowa są aktem oskarżenia, który w przeszłości podważali już historycy i badacze”.

„To uogólniające potępienie Europy Środkowej i Wschodniej, które autor przeprowadza w swoim tekście, jest empirycznie słabo uzasadnione. Prawdopodobnie autor opiera się na znajomości jednego kraju w regionie - Rumunii. Jednocześnie jednak autor wykazuje się ignorancją w stosunku do innych krajów regionu. Autor wrzuca cały region do jednego worka i uważa, że jego oceny są trafne w przypadku każdego z tych krajów. Jest to mniej więcej tak, jakby dzisiejszą sytuację społeczno-polityczną w Szwajcarii analizować przez pryzmat innych krajów Europy Zachodniej, takich jak Portugalia czy Irlandia”

- dodaje polski ambasador.

Zwraca też uwagę, że działalność polskiego rządu na uchodźstwie jest dobrze znana w Szwajcarii. Przypomina, że ambasada RP w Bernie sfałszowała w czasie wojny kilka tysięcy dokumentów latynoamerykańskich, by ratować Żydów. Była również jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o Holokauście dla rządu szwajcarskiego.

„Dlatego uważam artykuł pana Geissbuehlera za wyjątkowo niefortunny. Gdyby autor ograniczył się do analizy kraju, który badał, lub przeanalizował inne kraje w podobnie szczegółowy sposób, artykuł byłby znacznie bardziej pouczający. Zamiast tego autor i redakcja NZZ najwyraźniej postanowili obdarować całą +gorszą Europę+ swoimi uogólniającymi obserwacjami”

– napisał na zakończenie ambasador.

„NZZ” informuje, że Simon Geissbuehler jest „dyplomatą (pracuje w ambasadzie Szwajcarii w Waszyngtonie – red.), historykiem i politologiem”, przy czym zastrzega, że w artykule „Holokaust był nie tylko niemiecki...” „wypowiada się on we własnym imieniu, a przedstawione poglądy nie są oficjalnym stanowiskiem Szwajcarii bądź MSZ”.