Wicepremier Gliński podkreślił, że śmierć reżysera to „wielka strata dla polskiej kultury”. Jak mówił, Kutz był „wybitnym twórcą polskiej szkoły filmowej, twórcą, który dla nas wszystkich chyba kojarzy się ze śląską trylogią”.

Podkreślił, że Kutz to przede wszystkim "wybitny twórca, reżyser, człowiek bezkompromisowy, ostry w sądach, w wielu wymiarach taki zadziorny". Wskazał, że przede wszystkim powinno pamiętać się o jego filmach, ponieważ twórca broni się tym, co stworzył, a "Kutz w zdecydowanej większości stworzył filmy, które pamiętamy i które były ważne" - zaznaczył.

Dodał, że "patrzy na jego dzieło filmowe przez pryzmat tego, co zrobił najlepszego, przez filmy „Śmierć jak kromka chleba” czy „Perła w koronie” - filmy, które do tej pory się pamięta poprzez obrazy, wydarzenia, aktorów, których wypromował".

Minister kultury przyznał, że „zaangażowanie Kutza z początku lat 50. może nie było najszczęśliwsze”, ale w jego ocenie, „nikt nie będzie patrzył na Kutza z tamtej perspektywy”. - Patrzmy na niego z perspektywy wybitnych dokonań - podkreślił.

Gliński powiedział, że „wychował się w jakimś sensie na jego estetyce filmowej i na jego rozumieniu Śląska”. Choć, jak dodał wicepremier, Kutz „zawsze się kłócił o ten Śląsk, zawsze miał do kogoś pretensje; był taki niepokorny”.

Szef MKiDN zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie udało się scyfryzować filmy reżysera co, jak mówił Gliński, „pan Kutz zauważył, bo nawet mimo, że byliśmy po różnych stronach sceny politycznej w Polsce, w jakimś sensie dziękował za to”.

- Smutny dzień dla polskiej kultury, ale myślę, że spełnione życie, bo zrobił bardzo dużo dobrego, jeżeli chodzi o polską sztukę i kulturę. W sprawach publicznych różniliśmy się, ale to nie ma żadnego znaczenia zwłaszcza w dniu, w którym odszedł od nas

- zaznaczył szef resortu kultury.