Trudno dowiedzieć się czegoś o życiu prywatnym Łapińskiego, jego solowych dokonaniach czy trosce o młodych artystów. Luki w tej materii od lat stara się wypełnić Katarzyna Walentynowicz. „Poeta melodii. Biografia artystyczna Zbigniewa Łapińskiego” dokumentuje twórczość Zbigniewa Łapińskiego przede wszystkim na podstawie bogatego archiwum domowego kompozytora. Walentynowicz już cztery lata temu wpisała się do elitarnego grona publikujących biografów („Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim”) oraz wydaną rok później książką „Zbigniew Łapiński. Historie również niepoważne, czyli groch z kapustą”. Na tle przywołanych pozycji „Poeta melodii. Biografia artystyczna Zbigniewa Łapińskiego” jest zdecydowanie mniej beletrystyczna.

Autorka zbierała materiał od 2015 r., odwołuje się do swoich licznych rozmów z Łapińskim. W jej założeniu książka ma być upamiętnieniem człowieka, który mimo trwałego śladu, jaki zostawił w polskiej kulturze, nie potrzebował aplauzu tłumu. Książka to również galeria ludzi, którzy albo z Łapińskim współpracowali artystycznie, albo pomagali mu wrócić do zdrowia, artystycznej i twórczej formy po rozległym udarze mózgu. Pięć i pół strony nazwisk w indeksie wypisanych drobnym maczkiem dowodzi, jak liczne to było grono. Trudny jest rozdział o uzależnieniach. O negacji narkotyków, które mimo pokus nigdy nie zainteresowały pianisty, ale też o alkoholu, który odegrał istotną, negatywną rolę w jego życiu. Jak mówił jednak, świadomość i wola wyjścia
na prostą, poparte uzmysłowieniem i wyartykułowaniem własnej słabości, to droga prostowania życiowych ścieżek.

I jest jeszcze jedna gorzka prawda, być może powód, że Łapiński zawsze był w układzie Kaczmarski/Gintrowski/Łapiński tym trzecim. Bohater książki zauważył: „Jeśli wiara w swoje umiejętności pomaga w tworzeniu, to bardzo dobrze. Przez wiele lat popełniałem błąd, nie wierząc do końca w swoje umiejętności”. To ważna książka o artyście, ale chyba jeszcze bardziej o człowieku.