W sobotę Pawłowicz napisała na Twitterze, że jej czas w polityce dobiegł końca i chce swą polityczną aktywność zakończyć.

"Mam dużo spraw do załatwienia, życiowego zakończenia i uporządkowania. Są sprawy, które trzeba pozałatwiać, które nie poczekają. Mam już prawie 70 lat i trzeba wszystkie swoje sprawy pozałatwiać"

- dodała.

Dziś w Radiu Zet Błaszczak został zapytany, czy rezygnacja Pawłowicz to pewna informacja.

"To proszę pytać panią poseł, ja jestem zaskoczony. Nie słyszałem o tym wcześniej"

- odpowiedział.

Na pytanie, czy PiS nie zmusiło Pawłowicz, aby wyciszyła się przed przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, bo jest znana ze swojego eurosceptycyzmu, Błaszczak odpowiedział:

"Polska jest wolnym krajem, każdy ma możliwość głoszenia swoich poglądów. Jesteśmy partią, w której są bardzo szerokie granice swobody wypowiedzi"

- stwierdził szef MON.

Błaszczak dopytywany, czy PiS nie chce "schować" Pawłowicz przed eurowyborami, odpowiedział: "nie chcemy nikogo chować".

Pawłowicz oświadczyła wczoraj, że powody jej decyzji są wyłącznie osobiste. Wyjaśniła, że chodzi o zdrowie, które - jak zaznaczyła - "trzeba pilnie podratować". Na Twitterze wskazała, że ma problemy z kręgosłupem i konieczna jest pilna, systematyczna rehabilitacja.

"Jestem w Sejmie do końca kadencji, ale już z ograniczoną do obowiązków poselskich aktywnością"

- powiedziała posłanka PiS. Dodała, że nie będzie udzielała się już w mediach. Podkreśliła jednocześnie, że ma bardzo dobre relacje w klubie PiS i - jak napisała na Twitterze - ma pełną życzliwość premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.